Cyberbullying. Rozmowa z Jackiem Pyżalskim

4.02.2013

Z różnymi formami agresji spotykamy się w zasadzie każdego dnia. Środowisko cyberprzestrzeni też nie jest wolne od tego zjawiska. Czym charakteryzuje się cyberbullying, jakie są jego skutki i przyczyny wyjaśnia w poniższym wywiadzie dr hab. Jacek Pyżalski, badacz zjawiska agresji i autor między innymi publikacji „Agresja elektroniczna i cyberbullying jako nowe ryzykowne zachowania młodzieży.”

fot.Piotr Sobczak
  • Agresja elektroniczna i ceberbullying jako nowe ryzykowne zachowania młodzieży

Katarzyna Bocheńska-Włostowska: Pana książka „Agresja elektroniczna i cyberbullying  jako nowe ryzykowne zachowania młodzieży” została bardzo wysoko oceniona przez środowisko naukowe. To jest kolejna Pana publikacja z tego zakresu. Pozwolę więc sobie zapytać: co jest w tym zjawisku aż tak interesującego i ważnego, dla każdego z nas, że nad problemem pracuje wielu badaczy z całego świata?

Jacek Pyżalski: Wcześniej zajmowałem się różnymi problemami związanymi z socjalizacją młodych ludzi i radzeniem sobie z trudnymi sytuacjami wychowawczymi w tradycyjnym wymiarze. Moje badania dotyczyły niewłaściwych zachowań na lekcji, czy agresji rówieśniczej realizowanej twarzą w twarz. Skoro wiele potrzeb młodych ludzi (np. budowanie i utrzymywanie relacji międzyludzkich, autoprezentacja, rozrywka) jest obecnie realizowanych poprzez nowe media, to w naturalny sposób część zachowań problemowych, dysfunkcjonalnych czy ryzykownych  też jest tak realizowana. Zatem jako badacz w naturalny sposób podążyłem za tymi zmianami.

KBW.: Niektórzy pedagodzy, pracujący na co dzień z dziećmi i młodzieżą, twierdzą że problem przemocy w sieci jest wyolbrzymiany. A doniesień mass mediów nie traktują jako wyznacznika wielkości tego problemu. Czy są Pana zdaniem w błędzie?

JP.: Pewnie tak bywa. W szczególności osoby, które nie mają wiedzy na temat nowych mediów i tego co się w nich dzieje mogą demonizować zjawisko. Jednak po drugiej stronie grozi nam jego bagatelizowanie. To także ryzyko, gdyż poważna przemoc zapośredniczona jest jak najbardziej realna i wiąże się z negatywnymi konsekwencjami w obszarze zdrowia psychicznego osób jej doświadczających. Wreszcie warto na przemoc w sieci, szczególnie tę, w której udział biorą młodzi ludzie spojrzeć całościowo, uwzględniając także ich zwykłe codzienne funkcjonowanie. Okazuje się bowiem, że dysfunkcjonalnie zachowują się w sieci zwykle ci, którzy i „realnie” mają spore problemy. Te dwa światy (wirtual/real) powinniśmy traktować jako całość a nie oddzielne byty.

KBW.: No właśnie, w książce udowadnia Pan, że np. przemęczenie nauką jest jedną z przyczyn angażowania się w przemoc realizowaną z udziałem Internetu. Jakie jeszcze inne zdarzenia z życia w realu popychają młodych ludzi do nękania innych w wirtualnej przestrzeni?

JP.: Generalnie badania, nie tylko te, które ja realizowałem pokazują, iż w agresję elektroniczną angażują się bardzo często ci młodzi ludzie, którzy przeżywają różne trudne sytuacje i  angażują się w ryzykowne zachowania także offine. Przykładowo badania wskazują, że sprawcy częściej używają substancji psychoaktywnych, czy też angażują się w tradycyjną przemoc rówieśniczą. W niektórych przypadkach sprawcami agresji offline  są ci młodzi ludzie, którzy są ofiarami zwykłej agresji w szkole. Tam nie potrafią się bronić – mogą jednak zaatakować swoich prześladowców online.

KBW.: Wiemy już co nieco o źródle przedmiotowego zjawiska. To może warto pokusić się o jakieś uogólnienie. Co różni cyberbullying od innych form agresji?

JP.: Cyberbullying to elektroniczna agresja rówieśnicza, gdzie zarówno sprawca, jak i ofiara to młodzi ludzie najczęściej jakoś ze sobą powiązani (np. uczęszczający do tej samej klasy). Zwykle też jako cyberbullying traktuje się działania powtarzalne – których negatywne oddziaływanie na ofiarę jest rozciągnięte w czasie. Od zwykłej agresji rówieśniczej różni go to, że ofiara właściwie może być atakowana cały czas, nie tylko wtedy, gdy sprawca, a częściej cała grupa sprawców jest obecna. Do tego niektóre akty cyberbullyingu wiążą się z publikacją kompromitujących materiałów, dostępnych często tzw. nieograniczonej publiczności, co może zwiększać poczucie krzywdy i bezradności ofiary. Wreszcie około 50% aktów cyberbullyingu realizowane jest anonimowo – jest to z pewnością więcej niż w przypadku realizowanej anonimowo tradycyjnej agresji rówieśniczej.

KBW.: Powołując się na różne badania pisze Pan w książce, że około 15 % adolescentów wieku 13-15 lat należy do grupy  sprawców cyberbullyingu. Ich zachowanie pełne agresji w sieci chyba nie pozostaje bez konsekwencji i charakterystycznych symptomów w życiu realnym, prawda?

JP.: Oczywiście nie pozostaje – to naczynia połączone a różne problemy współwystępują. Większość sprawców cyberbullyingu to sprawcy tradycyjnego bullyingu. Mamy też grupę tych, którzy nie potrafią się obronić w szkole przed silniejszymi sprawcami i próbują się odgrywać za swoje krzywdy atakując tych sprawców w internecie. Szereg badań zrealizowanych w Europie i USA wskazuje, iż sprawcy włączają się często w inne, bardziej tradycyjne zachowania ryzykowne, np. picie alkoholu.

Kiedy skoncentrujemy się na ofiarach – to także mamy do czynienia z jak najbardziej realnymi konsekwencjami przemocy realizowanej online. Ofiary, podobnie jak ofiary tradycyjnego  bullyingu gorzej funkcjonują w sferze zdrowia psychicznego (doświadczając depresji, trudności w nauce, itp.)

KBW.: Sprawcy to jedno… a teraz pomówmy o ofiarach agresji elektronicznej, z jakich grup się rekrutują ?

JP.: Ofiary agresji rówieśniczej w sieci to często ci sami młodzi ludzie, którzy doświadczają agresji tradycyjnej. Badania pokazują, że mamy wśród tych dzieci pewną przewagę tych, którzy są w jakiś sposób „inni” – dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych, dzieci z zaburzeniami zdrowia psychicznego, chociaż to nie jest reguła i o staniu się ofiarą decyduje często przypadek, dynamika grupy w określonym czasie.

KBW.: Jakie zachowanie po stronie sprawców i ofiar powinno wyczulić nauczycieli, opiekunów i zmusić ich do poszukania odpowiedzi na pytanie: czy nie mają czasem do czynienia z przemocą realizowaną z udziałem nowych technologii?

JP.: Jeśli idzie o sprawców, to zwykle będą oni reagowali nerwowo na wszelkie sytuacje kiedy można zobaczyć co robią online.

Ofiary z kolei  będą reagować podobnie jak ofiary agresji tradycyjnej – mogą się tu pojawiać takie sprawy jak odmawianie  chodzenia do szkoły, drażliwość, płaczliwość, itd. Nie są to specyficzne objawy ale takie, które dotyczą każdej sytuacji kryzysowej, którą przeżywa dziecko - powinien je zauważyć każdy dorosły znający dziecko.

KBW.: Z tego co Pan pisze w książce, szkoła nie umie radzić sobie z problemem agresji elektronicznej. Stwierdza Pan nawet, że to co się czyni w tym względzie to zaledwie powierzchowne działanie i prawie zawsze po fakcie. Czy zna Pan jakieś warte propagowania wzorce z zagranicy, które należy adaptować na nasz grunt?

JP.: Rozwiązań jest coraz więcej - zaawansowana w proponowanych rozwiązaniach jest przykładowo Australia. Unikałbym jednak bezpośrednich kalek programów zagranicznych. Warto opierając się o krajowe dane tworzyć swoje pomysły (np. projekty edukacyjne, które wdraża Fundacja Dzieci Niczyje) lub dokonywać adaptacji kulturowej.

KBW.: Jak Pan sądzi, czy ten „stary dom z nową fasadą”, jak Pan określił cyberbullying, będzie zjawiskiem coraz bardziej powszechnym?

JP.: Wygląda na to, że tak. Coraz powszechniejsze wykorzystanie technologii komunikacyjnych niesie ze sobą  przenoszenie się wielu działań zarówno pozytywnych jak i negatywnych do środowiska online. Ta zwiększona częstotliwość nie dotyczy zatem jedynie agresji elektronicznej i cyberbullyingu, ale i innych zachowań dysfunkcjonalnych.