2 listopada i świąteczne światełka

Obrazek użytkownika besek
4.11.2014

Jak dobrze, że mamy święto 1 listopada. To chyba jedyna granica jaka oddziela absurdalnie wczesne przygotowania do Bożego Narodzenia od… jeszcze wcześniejszych przygotowań do Bożego Narodzenia.

Świąteczne świece fot. Stephane Mignon (CC BY 2.0)

Boże Narodzenie to dla handlowców złote żniwa. Potrzeba konsumpcji pochłania nas do tego stopnia, że co roku wszyscy (pardon – prawie wszyscy) biegają z wywieszonym językiem po centrach handlowych i kupują na potęgę. Nie dziwne więc, że handlowcy chcą byśmy biegali jak najdłużej i wydawali przy tym jak najwięcej. Dekoracje świąteczne pojawiają się więc coraz to wcześniej, ze sklepowych głośników zaczyna płynąć nieśmiertelne „Last Christmas”, a „zestaw bombek za 9,99 zł” trafia na pierwsze strony marketowych ulotek.

W tym roku rekord pobił prawdopodobnie Grudziądz – tam już 2 listopada wzięto się do pracy i zamontowano światełka na choinkach przed centrum handlowym Alfa. A co? Nie wolno?

Czekam teraz na pomysły, które pomogą handlowcom tę graniczną datę 1 listopada przesunąć. Jeśli zahaczymy ze świątecznymi promocjami o październik, będzie jedna pensja więcej do przeznaczenia na zakupy prezentów, ozdóbek, bombek, światełek i innych dupereli. Może należałoby wprowadzić jakieś świąteczne dekoracje nagrobne? Np. św. Mikołaj do postawienia na grobie bliskich, który na przemian woła „ho, ho, ho”, macha dzwoneczkiem i śpiewa Ave Maria? Co tam – zwykłe znicze, skoro można mieć „łańcuch choinkowy nagrobny, różne kolory, za jedyne 12,99!”.

Wiem, że narzekanie na komercjalizację świąt robi się modne. Wiem też, że niewiele się zmieni, bo i tak głosujemy nogami i portfelem. Ale naprawdę, chciałbym żeby pseudoświąteczna atmosfera nie pojawiała się w sklepach wcześniej niż np. tydzień przed świętami. Grudziądzka choinka jednak przypomina mi, że nie ma na to szans, a wśród nocnej ciszy rozchodzi się nie głos, a echo pikających kas.