Alaska cz. 2

Obrazek użytkownika Robert Sierocki
28.03.2014

Już czas najwyższy powrócić do felietonu o Alasce sprzed… roku. Jak ten czas nam umyka. Dla przypomnienia wspomnę, że na Alaskę udałem się podróżując z zachodniej części Kanady. W tej części kraju „klonowego liścia” znajduje się miejsce zwane Haines Junction, niedaleko którego organizowane są godzinne loty małymi samolotami nad Górami Skalistymi, pokrytymi lodowcami. Można z bliska zobaczyć najwyższy szczyt Kanady, Mt. Logan (5959 m.n.p.m.), który leży przy granicy z Alaską. Sam lot był bardzo ekscytujący. W samolocie może zmieścić się maksymalnie 5 osób. Każdy z nas miał założone duże słuchawki „anty-hałasowe”. Podziwialiśmy niesamowite widoki niczym wyjęte z kadru do filmu o Królowej Śniegu. Po wylądowaniu czekał na nas grill nieopodal jeziora Kluane. Ale największe atrakcje kulinarne miały dopiero nastąpić.

Widok z małego samolotu przy granicy z Kanadą Widok z małego samolotu przy granicy z Kanadą | fot. Robert Sierocki

Późnym popołudniem wyruszyliśmy w stronę Alaski. Nad ranem, w pewnym momencie jazdy, nasz kierowca-przewodnik zauważył w rowie stertę dużych kartonów i krzątających się przy nich ludzi. Zatrzymaliśmy się. Były to pudła z łososiami, które wysypały się z przewróconej ciężarówki. Podążając za innymi wzięliśmy ze sobą kilkanaście sztuk łososi.

W drodze do Delta Junction zatrzymaliśmy się na długi lunch przy rzece Tenana. Sami przygotowaliśmy tatara z łososia.

Znak przy wjeździe na drogę Alaska Highway

Tatar z łososia alaskańskiego jest tak pyszny!

Następnego dnia popołudniu dotarliśmy na Koło Polarne! Po drodze widzieliśmy backpakera jadącego na rowerze oraz motocyklistów ubranych w skórzane kurtki. Mijaliśmy sekretną bazę wojskową AFB – Air Force Base. Za wysokim ogrodzeniem dostrzegłem jedynie szare boeingi. Zatrzymaliśmy się w miejscowości North Pole, gdzie mieszka amerykański Święty Mikołaj. Jego dom to sklep z ozdobami świątecznymi czynny cały rok. Obok sklepu znajduje się zagroda z kilkoma wychudzonymi reniferami. Jedyne co w nich imponujące to olbrzymie poroża. Kolejnym przystankiem była miejscowość (dosłownie 2 domy) Joy (z języka ang. radość). Tam nabyłem pamiątki, m. in. koszulkę z napisem „Przekroczyłem Koło Polarne”.

Ostrzeżenie przed zbliżaniem się do ropociąguJedziemy dalej trasą Dalton Highway aż do rzeki Jukon. Przechodzimy przez nią ogromnym mostem podziwiając zmieniającą się na uboższą florę, która jest charakterystyczna dla terenów tundry. W dalszej drodze mijamy szlak ropociągu. Jest to ogromna, metalowa, zygzakowata konstrukcja biegnąca w poprzek horyzontu. Pogoda zmieniała się co pół godziny, ale na miejscu na szczęście nie padało, choć słonecznie też nie było. Wszyscy byliśmy zdziwieni, że nie jest tu mroźnie i że nie ma śniegu. Część z naszej grupy, łącznie ze mną, ubrana była w koszulki z krótkim rękawem. W miejscowości Coldfoot zrobiliśmy mały piknik, na którym dojedliśmy wczorajszego łososia.

 

Na kole polarnym w porze letniej temperatura może osiągać ponad 15 stopni Celsjusza.

W drodze do FairbanksW drodze powrotnej ponownie zatrzymaliśmy się w Joy u właściciela sklepiku z pamiątkami (ma on 23 dzieci, jak sam twierdzi), który wręczył nam indywidualne dyplomy przekroczenia Koła Polarnego.

Fairbanks Pioneer ParkW miejscowości Fairbanks znajduje się Pionier Park z rekonstrukcją miasteczka z czasów tzw. Dzikiego Zachodu. Czułem się tam jak na planie filmowym westernu. Następnym punktem podróży był Denali National Park and Preserze czyli Park Narodowy i Rezerwat Denali z takimi miejscami jak Renana, Talkeetna. W tej ostatniej kosztowałem wraz ze współtowarzyszami podróży lokalnych trunków w pubie a’la „Przystanek Alaska”. W Talkeetna znajduje się małe lotnisko, skąd można polecieć oglądać tereny górskie wraz z najwyższym szczytem USA, Mt. Kinley, oraz podziwiać jedyną w swoim rodzaju okrągłą tęczę zwaną zjawiskiem Brücknera.

 

Różnica czasowa między Polską a Alaską to 9 godzin.

Typowy krajobraz alaskiUdaliśmy się do największego miasta Alaski – Anchorage. Po drodze utknęliśmy w ponad godzinnym korku, ponieważ duża cysterna zerwała linię energetyczną. Przed Anchorage ukazały się malownicze góry Chugach i piękny zachód słońca. Na miejsce dotarliśmy tuż przed północą. Następnego dnia zwiedzaliśmy Alaska Native Heritage Museum – Muzeum Dziedzictwa Indian Alaski, czyli muzeum etnograficzne. Najciekawszym eksponatem jest tutaj oryginalna część wioski indiańskiej. Młodzież szkolna prezentuje narzędzia i maszyny wykorzystywane kiedyś przez rdzennych mieszkańców Alaski.

Płonące niebo nad AlaskąCentrum miasta zwiedzałem już indywidualnie spacerując ulicami, parkami, nabrzeżem. Podglądałem jak na co dzień żyją tutaj ludzie. Na lunch zjadłem „Polish sausage” oraz pyszną zupę łososiową. Miejskim autobusem nr 36 wróciłem do hotelu. Na kolację cała nasza grupa została zaproszona do honorowego konsula RP na Alasce Stana Boruckiego. Jego gościnność była wręcz wyjątkowa. Oprowadził nas po konsulacie opowiadając ciekawe historie ze swojego życia, np. jak w 1962 roku płynąc statkiem na Kubę wyskoczył z niego i dopłynął do bazy amerykańskiej.

Krajobraz tundry alaskańskiejW hotelach w tej części świata i o tej porze roku zasłony w oknach są podwójne i szczególne grube. O godzinie 23 jest jeszcze widno, o 4 nad ranem już widno.