Alergia na klapkowiczów

Obrazek użytkownika besek
21.02.2013

Mam alergię. Ale nie taką na pyłki, kwiatki czy inne koty. Mam alergię na ludzi. Nie wszystkich, ale na osobników poruszających się wszędzie z klapkami na oczach.

Autobus na przystanku, komunikacja miejska Autobus na przystanku. | fot. Bartłomiej Swojak
  • samochód na kontrapasie rowerowym

Sytuacja 1. - autobus

Podróż autobusem komunikacji miejskiej jest w stanie dostarczyć wielu wrażeń, które w większości zawdzięczamy współpasażerom. Czekasz na przystanku, pojazd z dużym opóźnieniem podjeżdża i otwiera drzwi. Co robi uroczy tłum osobników z klapkami na oczach, który czekał na przystanku? Ano, rzucza się do drzwi. Klapkowicze wiedzą już (albo większość wie), że należy poczekać, aż wysiądą wysiadający i dopiero wtedy wsiadać. Ale nie wpadną już na to, że stanąć można obok drzwi, tak żeby wysiadanie ułatwić. Zamiast tego tłumek ustawia się w gęsty murek i utrudnia wyjście. A równocześnie niecierpliwi się, że wszyscy tak wolno wychodzą. Połowa z tych niecierpliwych, po wejściu do autobusu, zapomina o innych, którzy też próbują wejść. I zatrzymuje się zaraz za drzwiami. A tłum napiera. Rezultat jest taki, że autobus traci na przystanku dwa razy więcej czasu niż potrzeba. A spóźnienie rośnie...

Sytuacja 2. - również autobus

Tym razem trafiam do autobusu, w którym podróżuje niewiele osób. Jest miło do czasu, gdy na jednym z przystanków wsiada pani z ogromnymi zakupami. Mimo, że w całym autobusie ma sporo wolnego miejsca, staje tuż obok mnie. Czuję jej sapiący oddech i regularne uderzenia tobołami po nogach. Musiała stanąć akurat tutaj. Przemieszczam się więc w inną część pojazdu i biorę się za czytanie książki. Na to tylko czeka młoda dziewczyna, która wsiada na następny przystanku. Stając tuż obok mnie zaczyna głośne terkotanie przez komórkę. Opowiada dawno nie widzianej koleżance o tym jak inna koleżanka była ubrana, dlaczego już nie rozmawia z jeszcze inną koleżanką oraz że Marek to jednak kawał drania i tyle. Natężenie głosu tej dziewczyny jest mniej więcej takie, jak gdyby rozmawiała z Radomiem, bez telefonu.

Sytuacja 3. - chodnik

Mój krok do najwolniejszych nie należy. Lubię chodzić szybko, bo gdy poruszam się wolniej, zaczynam się nudzić, czuję że tracę czas nic nie robiąc. Inni wolą chodzić powoli. I moglibyśmy wszyscy sobie współistnieć na miejskich chodnikach, nie wchodząc nikomu w drogę. Ale pojawiają się klapkowicze, którzy poruszając się w tempie konduktu pogrzebowego, zabierają się do wyprzedzania innych idących z podobną prędkością. I kończą to wyprzedzanie w połowie, gdy wszyscy się zrównają. Nikt nie idzie szybciej, nikt nie idzie wolniej, a cała szerokość chodnika jest zablokowana. Doświadczenie podpowiada mi, że nie ma sensu próba wyminięcia z głośnym przepraszam - zazwyczaj sporo czasu zajmuje załapanie o co chodzi. Raz nawet usłyszałem "A, nie ma sprawy", po czym nie zmieniło się nic. Szybciej obejść ulicą.

Sytuacja 4. - supermarket

Klapkowicz biega po sklepie szukając produktów, które chce kupić. Gdy znajdzie coś, co go zainteresuje, zatrzymuje się i z uwagą przegląda produkty na półkach. Wózek z zakupami ustawia w tym czasie w poprzek alejki. Próba komunikacji i prośba o przesunięcie wózka spotyka sie zazwyczaj z niezrozumieniem. Przepchnięcie jego wózka zostanie albo niezauważone albo skwitowane pogardliwym prychnięciem.

Sytuacja 5. - ulica

Tu klapkowicze dostarczają wielu tematów. Wystarczyłoby ich nie na osobny artykuł, ale całą książkę. Standardem jest wjazd na skrzyżowanie, gdy nie ma jak z niego zjechać. Światła się zmieniają i ci, którym zapaliło się zielone, też nie mogą przejechać, bo nasz klapkowicz został na środku. Wszyscy trąbią i psioczą na organizację ruchu w mieście, a do ogródka wszechobecnych korków każdy dokłada swój kamyczek.

Inną kategorią są kierowcy, którzy zdali prawo jazdy kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu i uważają, że nie ma powodu, by pozostawali na bieżąco ze zmianami w przepisach. Nie uwzględniają też, że od czasu gdy zdali egzamin zmieniły się warunki i natężenie ruchu. Jadą tak, jak jeździli zawsze, bo kto im zabroni?

Do tego dochodzi jeszcze parkowanie. Często "tylko na chwileczkę", często "bo musiałem". Taki klapkowicz potrafi zablokować torowisko tramwajowe lub przystanek albo kontrapas rowerowy. Bo stanął tylko na chwilę. Rowerzysta, który porusza się legalnie kontrapasem, żeby wyminąć samochód takiego delikwenta, musi jechać pod prąd narażając się, w najlepszym wypadku, na bluzgi innych nadjeżdżających z przeciwka. Tu widać też, że wielu kierowców traktuje światła awaryjne jak jakąś nieokreśloną, magiczną funkcję, dołączoną do samochodu po to, by pozwalała na więcej. Jak sama nazwa wskazuje, światła awaryjne powinny służyć do sygnalizowania awarii. W praktyce pozwalają na zatrzymanie samochodu nawet w najbardziej absurdalnym miejscu.

 

Tych parę sytuacji jest z życia wziętych. To tylko wybrane przykłady zachowań osób poruszających się z klapkami na oczach, dla których nie mają znaczenia inni ludzie. Liczą się tylko oni. Przyznam, że taki brak myślenia bardzo mnie irytuje. Najbardziej obawiam się jednak tego, że sam mogę być klapkowiczem. Bo przecież klapkowicz, z definicji, nie zdaje sobie sprawy z tego, że nim jest...