Amber Gold, a naiwność klientów

Obrazek użytkownika Filip Krause
12.08.2012

Śledzę doniesienia w sprawie Amber Gold i jej prezesa, Marcina Plichty i kolejny już raz daję się zaskoczyć łatwością, z jaką udaje się niektórym robić swoje nie oglądając się na nikogo i na nic; zarabiać potężne pieniądze żerując na ludzkiej naiwności.

fot.: Ifpilz

Staram się nie wczuwać w sytuację ludzi, którzy ze łzami w oczach wyczekiwali pod oddziałami Amber Gold na wypłatę pieniędzy, czasem oszczędności całego życia. Nie robię tego, bo chcę oceniać całą tę sytuację na chłodno i racjonalnie, a poszkodowanych zwyczajnie mi żal. Odkładając na bok współczucie, zastanawiam się co skłania ludzi do pewnych wyborów. Klienci, którzy czekają na wypłatę swoich pieniędzy jawią się w mediach jako osoby, które swoje pieniądze chciały pomnożyć na spokojne, dostatnie życie i godną emeryturę. Czy w takiej sytuacji powierza się pieniądze firmie, która obiecuje mocno przesadzone wyliczenia co do zysków, przed którą ostrzega Komisja Nadzoru Finansowego i której prezes był kilkukrotnie skazywany za różne przestępstwa gospodarcze? Przed zmianą nazwiska (wcześniej nazywał się Stefański), pan Marcin założył Multikasę, która również naraziła na straty swoich klientów – nie trudno znaleźć te informacje.

Problemy Amber Gold nie zaczęły się kilka tygodni temu. Nazwisko Marcina Plichty pojawiało się w mediach wielokrotnie przy okazji informacji o kolejnych procesach i wyrokach. Ciekawa jest przy tym łatwość, z jaką skazany prawomocnymi wyrokami przedsiębiorca zakłada kolejne spółki i prowadzi działalność gospodarczą. Marcin Plichta zdawał się nie przejmować przepisami prawa, czy chociażby zakazem prowadzenia przez Amber Gold działalności w pewnym zakresie, wydanym przez ówczesnego ministra gospodarki, Waldemara Pawlaka. Od 2010 roku toczy się również postępowanie dotyczące podejrzenia prowadzenia przez Amber Gold nielegalnej działalności bankowej.

Dodajmy do całej tej układanki fakt wpisania spółki na listę ostrzeżeń publicznych, a moje pytanie o motywację powierzenia firmie Marcina Plichty swych oszczędności nabierze większego sensu. Niejedne badania pokazywały już, że ludzie nie czytają podpisywanych umów, aneksów, ważnych dokumentów. Co więcej przedstawiciele instytucji i firm, które pod takimi dokumentami wymagają podpisu, zdziwieni są nierzadko faktem, że „ktoś chce to wszystko przeczytać”. Ludzka naiwność była i zawsze będzie pożywką dla ludzi pokroju Marcina Plichty. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Pisząc ten tekst, zajrzałem na stronę Amber Gold. Strona oczywiście działa, tak jak sama firma. Nie ma przeszkód, żeby nowi klienci zakładali tu lokaty i inwestowali swe pieniądze w podobny sposób jak ci, którzy oczekują teraz zwrotu choćby części powierzonych oszczędności. Zastanawiam się ile osób, nie zastanawiając się nad historią spółki i jej prezesa, nie czytając ostrzeżeń, chcących po prostu zainwestować swoje pieniądze pójdzie do Amber Gold, podpisze umowę bez jej przeczytania, po czym usiądzie z zadowoleniem i nadzieją na spory zysk. Niech ta myśl będzie puentą, uzupełniającą pytanie postawione na początku.

AKTUALIZACJA:
Na stronie internetowej pojawiła się informacja o likwidacji spółki Amber Gold Sp. z o.o. Czytamy w niej:

"W dniu rozpoczęcia likwidacji zgodnie z Regulaminem depozytów towarowych Amber Gold Sp. z o.o. wypowie wszystkim Klientom obowiązujące umowy depozytów towarowych. W związku z zerwaniem lokat przez Amber Gold wszystkim Klientom należy się zwrot pełnej kwoty kapitału wraz z odsetkami naliczonymi do dnia wypowiedzenia umowy. O wypłacie środków będziemy informować listownie".

Amber Gold zamyka także wszystkie oddziały i punkty.