Białe szaleństwo czas zacząć

Obrazek użytkownika Weronika
30.11.2012
zjazd na nartach fot. Skistar Trysil/flickr (CC BY 2.0)

Jeszcze w głowie szumi nam niedawne lato i piękna złota jesień, wakacyjne wojaże i grzybobranie, a tu na horyzoncie widać nieuchronnie zbliżającą się zimę. Wielu z nas nie lubi tej pory roku, bo chłodno, ciemno, brzydko. A zima potrafi być piękna, zwłaszcza śnieżna i słoneczna. Najlepiej gdy ma się wtedy urlop i jest się w górach. Wówczas zima staje się nawet przyjazna i na swój sposób urocza. A jak już jesteśmy w górach, to cóż poradzić – białe szaleństwo czeka. Jazda na nartach to chyba jedyny zimowy sport, który zaszczepił się we mnie na stałe. A, że sezon narciarski coraz bliżej warto już dziś pomyśleć o trenowaniu formy. Nie chcemy chyba by słaba kondycja zweryfikowała marzenia o zimowym szaleństwie. To ostatni dzwonek by podreperować wytrzymałość, siłę i zwiększyć elastyczność. Bieganie, pływanie, przysiady to tylko kilka z zalecanych ćwiczeń. Nic jednak nie skutkuje bardziej niż systematyczność i konsekwencja. Nawet jeśli wybrać tylko jedną formę aktywności. Zatem do dzieła.

Atakujące mnie z każdej strony reklamy ośrodków narciarskich, przekonują że to właśnie u nich spełnię swoje marzenia o zimowym szaleństwie. Miejsc na zimowe eskapady jest cała masa. Już wiem, że wybór nie będzie łatwy. Od lat prym wiodą Alpy. Austria, Włochy, Francja, Szwajcaria - do wyboru, do koloru. Zastanawiając się dokąd pojechać, należy wziąć pod uwagę kilka kryteriów. Trzeba dopasować trudność tras, do naszych umiejętności. Drugą ważną kwestią jest ośrodek. Najlepiej żeby był blisko stoku, ale także niezbyt daleko od jakiegoś miasta – mało osób zjeżdża od wschodu do zachodu słońca. A wieczorem trzeba coś robić. Zagraniczne regiony narciarskie jak choćby Dolomity, budują swoje ośrodki, hotele, pensjonaty w tzw. miasteczkach narciarskich. Takie rozwiązanie pozwala sprostać coraz to większym wymaganiom turystów. W takim miasteczku, każdy znajdzie coś dla siebie. Bliskość stoków jak i szereg rozrywek w mieście. Wiele z tych ośrodków oferuje swoim gościom szeroki wachlarz zajęć relaksujących takich jak basen, jacuzzi, sauna. Ważną, choć nie zawsze podkreślaną kwestią jest też przepustowość wyciągów. Nic bardziej nie potrafi zepsuć przyjemności z jazdy jak kilometrowe kolejki i przepychający się ludzie. Najważniejszym jednak kryterium jest cena. Nie tylko noclegu i dojazdu, ale także karnetów. Jak wspominałam, decyzja o wyborze dobrego miejsca nie jest łatwa. Dlatego nie można odkładać tego na ostatnią chwilę. Jeśli nie chcemy wykończyć się finansowo, warto wybrać polskie trasy zjazdowe. Może jeszcze nie są na takim wysokim poziomie jak za granicą, ale dla sympatyków zimowego szaleństwa powinno wystarczyć. W końcu to o ruch i prędkość chodzi. O wspaniałe widoki, świeże powietrze i o to przyjemne (nie wierzę, że to mówię) szczypanie w policzki.

Zimowe szaleństwo to nie tylko jazda na nartach, choć samych rodzajów narciarstwa jest sporo. Nie wspomnę już nawet o sprzęcie, bo można zwariować. Lepiej zdać się na doświadczenie specjalistów. Szaleć można także na jednej desce. Nie chcę tu rozstrzygać kwestii wyższości nart nad snowboardem lub odwrotnie; że jedne mają długą tradycję, a drugie dopiero co opanowują stoki. Choć od lat jeżdżę na nartach, to wciąż kusi mnie jazda na parapecie, jak to z przekąsem mówią narciarze. Obawiam się jednak, że przywiązanie nóg do jednej deski, skutkowało by opuchlizną tylniej części ciała.  

Zapewne wielu z tych, którzy próbowali swoich sił na nartach lub snowboardzie i choć trochę opanowali sztukę równowagi, nie mogą doczekać się już sezonu zimowego. Swobodna jazda po górskich stokach, niezmącone ludzką ręką krajobrazy, ośnieżone szczyty, panująca wokół cisza i wzrastająca prędkość. Mieszanka emocji wyzwalająca się podczas zjazdu jest nie do opisania. Samo wspomnienie o tym przyprawia o dreszcze. A żeby na samych wspomnieniach się nie skończyło, warto już dziś rozejrzeć się za dobrym miejscem na spełnienie zimowych marzeń.