Cardiff – czarny diament Wielkiej Brytanii

27.02.2015

Cardiff – stolica Walii. Jakieś miasto gdzieś, nie wiadomo gdzie – większość osób pewnie tak myśli. Mało kto wie, że to przez wielu uważane za stolicę rugby, rodzinne miasto „Doctor Who” (jeden z najpopularniejszych seriali brytyjskich), zalążek osady starożytnych Rzymian, a ostatnio przykład nowoczesnej architektury. Stąd pochodzi też diva muzyki, Shirley Bassey; multi-milionerka o niebiańskim głosie, Charlotte Chuch; George Everest, kartograf; Donald Watt Davis, ojciec internetu; Timothy Dalton, czyli jeden z Jamesów Bondów i wielu innych.

 

 

 

Dlaczego Cardiff

Jako „drobny” podróżnik wahałem się miedzy Cardiff a Oslo. Względy ekonomiczne przeważyły i odwiedziłem stolicę Walii. Lot do Oslo był w podobnej cenie, ale transport z lotniska do stolicy Norwegii był droższy od samego lotu! Muszę się tu uderzyć w pierś i przyznać, że niewiele wiedziałem wcześniej o Cardiff, ale to co zobaczyłem na długo zapadnie w mojej pamięci.

 

 

 

Chmury i wiatr

Cardiff to miasto dla lubiących deszcz, wiatr i chmury. Temperatura w ciągu roku nigdy nie przekracza 20 C. Słońce zagląda tu bardzo rzadko. W czerwcu i lipcu jest w ciągu dnia tyle samo zachmurzenia co nasłonecznienia. No, ale nie będę pisał o pogodzie…chociaż może to właśnie aura sprawia, że Walijczycy nie lubią przesiadywać wieczorami w domach i ochoczo wychodzą, aby spędzić czas w knajpach, kinach, barach i gdzie się da. Aha, no i te galerie handlowe, prześcigające się w futurystycznym wyglądzie. W ścisłym centrum jest ich 5! Nie sposób nie dodać, że Cardiff to niekwestionowana stolica rugby, czego dowodem jest ogromny kompleks sportowy wybudowany nieopodal głównego dworca kolejowego.

 

 

 

Zamek

Byłem zdziwiony dowiadując się, że główna, historyczna budowla w mieście sięga swoich korzeni do I wieku naszej ery! Nie ukrywam, że widziałem już większe i bardziej imponujące kompleksy zamkowo-pałacowe, np. Schonbrunn w Wiedniu czy choćby Windsor w Anglii. Jednak w Zamku Cardiff czuć ducha starożytności mimo wielu re-aranżacji architektonicznych. Z zewnątrz wita turystów dość surowa fasada, ale komnaty w środku oślepiają bogactwem, przeważa mahoń, kryształ i marmur. Budowla zawdzięcza swój wiktoriański styl ekscentrycznemu architektowi Williamowi Burges.

 

 

 

Zatoka

Cardiff leży nad rzeką Taff, u jej ujścia Kanału Bristolskiego. Zatoka zawdzięcza swój urok nie linearnej linii nabrzeża. Po II wojnie światowej był tu największy w Europie port wywozu węgla kamiennego, teraz – centrum kulturalno-rozrywkowe Walii. To tutaj można podziwiać perełki architektury współczesnej:

- Muzeum Stowarzyszenia Sztuki Kobiecej.

- Kościół Marynarzy Norweskich przerobiony na galerię sztuki i przytulną kafejkę. Przekonwertowanie kościołów w budynki świeckie jest w Wielkiej Brytanii powszechne. Sam byłem w kościołach, które okazały się sklepami, pubami, restauracjami czy nawet dyskotekami.

- Wales Millennium Centre czyli olbrzymi kompleks z teatrami, galeriami, restauracjami, barami i sklepami. To taka nowoczesna wizytówka Cardiff.

- Mermaid Quay czyli Przystań Syreny. Bardzo popularny punkt rozrywkowy z wieloma restauracjami, barami, kawiarniami i sklepami. Wieczorami tłumnie odwiedzany ze względu na położenie z widokiem na nabrzeże.

- The Red Dragon Centre czyli Przybytek Czerwonego Smoka. Adekwatna to nazwa, bo znajdują się tu głównie kasyna, kręgielnie, kluby i restauracje. To tutaj też fani serialu „Doctor Who” znajdą się w świecie swojego ulubionego bohatera serii filmów s-f.

 

 

 

Mieszkańcy

Ludzie są, powiedzmy, powściągliwi (może to wina klimatu), ale z drugiej strony potrafią się bawić na swój sposób. Mówią w swoim „dziwacznym” języku, który jest pochodną języka celtyckiego. Tolkien wykorzystał jeden z jego dialektów w swojej trylogii „Władca Pierścienia”. Poznałem kiedyś Walijczyka, miał na imię Hywel. Walijczycy są bardzo przyjaźni turystom. Dzięki nim skorzystałem z przejażdżki wodnym autobusem, odwiedziłem jeden z najstarszych pubów w mieście. Kuchnia walijska to głównie mięso i sery oraz wodorosty! Nie będąc ich koneserem korzystałem z przysmaków restauracji azjatyckich, np. chiken tikka masala, pychota!

 

 

 

I na koniec

Do Cardiff nie jeździ się w celach kulinarnych, lecz głównie po to, żeby doświadczyć konfrontacji historii ze współczesnością, pospacerować nabrzeżem wśród prekursorskich architektonicznie budowli i wypić cydr w barze z widokiem na przystań pełną żaglówek.