Ciało obce

23.08.2013
"Ciało obce" Filip Krause

WTOREK

Jeszcze wczoraj wszystko było w porządku. Życie toczyło się swoim biegiem: szkoła, przyjaciółki i on… Adam, mój przyszły. To było wczoraj. A dzisiaj? Wszystko przepadło.

To dopiero początek, ale wiem już jak to się skończy, widziałam to u innych, którzy to mieli. Śmiechy, wytykanie palcami, wstyd i wykluczenie. Oto co mnie czeka. A oni? Żyli z tym, z oszpeconymi twarzami, udawali że nic się nie stało, że to normalne, tylko, że ja widziałam strach i upokorzenie w ich oczach. Jak można żyć z… z tym czymś? U mnie zaczęło się całkiem zwyczajnie, niewinnie wręcz. Drobna anomalia skóry nieco poniżej lewego oka, niby nic wielkiego. Ale to był pasożyt, ciało obce. Niewidoczne gołym okiem, jednak jest tam, czuję to. Wyczuwam palcami tuż pod skórą.  

ŚRODA

Obudziłam się rano mając w głowie wydarzenia wczorajszego dnia. Jak ja bym chciała, żeby to był tylko sen. Niestety, to była prawda. Pasożyt rozrósł się przez tę krótką noc. Teraz był twardym zgrubieniem na skórze, które bolało gdy dotknąć. Wciąż jednak niewidoczne. Nie żeby to coś zmieniało, wkrótce i tak będę jedną z nich, nosicielką. Prawo nie przewiduje żadnych sankcji, ale społeczeństwo samo dzieli się na dwie kategorie. Niedługo mam należeć do tej gorszej.

W szkole byłam jakby nieobecna, słowa koleżanek nie docierały do mnie, wciąż myślałam o… tym czymś, co nieubłaganie we mnie rosło. Z otępienia wyrwał mnie on, Adam.  Dzisiaj po raz pierwszy mnie zauważył, uśmiechnął się do mnie. Dlaczego teraz, dlaczego akurat teraz? Niedługo już nigdy na mnie nie spojrzy.

CZWARTEK

Obserwowałam dzisiaj tych, którzy już to mają, pasożytniaków, jak ich nazywamy z przyjaciółkami. Choroba różnie się u nich rozwija. U jednych można tego prawie nie zauważyć, przynajmniej z daleka - twarze są jedynie nieznacznie zniekształcone. Na oblicza pozostałych strach patrzeć. Wytworzyli wewnątrz siebie małe zamknięte grupki, niby-przyjaźnie, sami siebie nawzajem traktując ze skrywanym obrzydzeniem. Tak nie można żyć, ja bym nie potrafiła. Wolałabym umrzeć.

Wciąż myślę o nich „oni”, nie mogę się zmusić do myślenia „my”. Wciąż łudzę się, że jeszcze mam szansę, że to się cofnie. Że to obumrze, zaschnie, cokolwiek. Słyszałam o takich przypadkach. Czy rzeczywiście jest dla mnie nadzieja?

PIĄTEK

Jeżeli tak to coraz mniejsza. On zaczął być widoczny. Niewielkie zaczerwienienie, drobna skaza, subtelna zmiana skórna. W szkole czułam się jakby wszyscy dookoła pokazywali mnie sobie, śmiali się za moimi plecami. Czy już wiedzą? Pozornie wszystko było jak zawsze, ale w zachowaniu przyjaciółek wyczułam drobną zmianę, tak jakoś dziwnie patrzyły na mnie. Współczuły mi? A może to tylko moja paranoja? Sara rozpoczęła rozmowę, zamilkła jednak gdy spojrzała na moją twarz. Zauważyła. Powiedziałam, że się uderzyłam. Potem wszystko wróciło do normy, tylko nie wiem czy naprawdę mi uwierzyła.

Na koniec dnia Adam podszedł do mnie, uśmiechnięty, przystojny. Chciał coś powiedzieć, spojrzał na mnie, zawahał się i odwrócił wzrok. Odszedł bez słowa udając, że chciał wziąć kartkę z biurka nauczycielki. Czyli on już wie. Boże, on już wie! Dlaczego akurat on?

NIEDZIELA

Cały wczorajszy dzień byłam jak w malignie, nie wychodziłam z pokoju, płakałam. Panicznie boję się spojrzeć w lustro, i tak wiem, że on tam jest. Nie muszę nawet sprawdzać palcami, czuję jak skóra napręża się na moim policzku, boli przy poruszeniu. Mam ochotę go rozdrapać, zniszczyć… Tylko, że wiem, że to jedynie pogorszy sprawę. Widziałam efekty takich desperackich kroków, tego nie da się opisać słowami. Krew, ropa, strupy. I blizny. Najgorsze, że i tak nic to nie zmienia, to co ma się stać i tak się dzieje, tylko gorzej.

Rodzice nie rozumieli mojego zachowania, nie wiedzieli co mnie spotkało. Nie pokazywałam im się, przemykałam tylko w kapturze do kuchni po coś do zjedzenia. Gdyby tylko wiedzieli… Nie przypuszczali nawet co spotkało ich córkę, nie pojęli by tego. Nie mogli mi pomóc.

PONIEDZIAŁEK

Błagam nie! Tylko nie TO! Przed szkołą spojrzałam w lustro, musiałam. Myślałam, może nie jest tak źle, że jeszcze da się ukryć. Myliłam się - pojawił się drugi. Pierwszy był ogromny, drugi nieco tylko mniejszy, oba nabrzmiałe, wydawały się pulsować, skóra wokół była wręcz sina. Wyglądałam okropnie, jak po pobiciu. A będzie jeszcze gorzej, to nie koniec. Widziałam to już u innych, wytykanych nawet wśród swoich, czeka mnie scenariusz najgorszy z możliwych.

Zawsze myślałam, że mnie to ominie, przecież tylu ludziom się udało, moim rodzicom też, ludzie zakładali szczęśliwe rodziny, żyli pełnią życia. Dla mnie to już niemożliwe. Dlaczego? Dlaczego mnie to spotyka? Dlaczego ja? Nie idę dzisiaj do szkoły i nie wyjdę już z tego pokoju. Nigdy.

WTOREK

Wróciłam jednak do szkoły. Nie z własnej woli  po prawdzie. To rodzice wyciągnęli mnie w końcu z pokoju. „Nie można się tak poddawać, załamywać” - mówili - „To jeszcze nie koniec twojego życia”. Łatwo powiedzieć. No ale jestem tu, bo co mogłam zrobić? Słyszałam jak rozmowy koleżanek i kolegów cichną, urywają się w pól zdania, kiedy przechodziłam obok korytarzem. Moje przyjaciółki, najlepsze przyjaciółki, nie podeszły do mnie nawet, tak jakbym nie istniała. Nie mogły sobie pozwolić na pokazanie się w moim towarzystwie. Już teraz nie.

To był ogromny cios. Pogodzona z losem wmieszałam się w grupkę moich nowych pobratymców. To nie było łatwe, nie przywitali mnie jak swoją. Rozumiałam to. Dotychczas gardziłam nimi, śmiałam się i szydziłam z nich, być może nawet bardziej niż inni, na co więc mogłam liczyć?

Z Darią przyjaźniłam się kiedyś bardzo, do czasu kiedy kilka miesięcy temu dopadło ją to co teraz stało się i moim udziałem, przekleństwem. Odwróciłam się wtedy od niej jak wszyscy, przestałam ją zauważać. Jednak to ona pierwsza do mnie podeszła. Myślałam, że chce się zemścić, wzgardzić mną. I z początku chyba nawet tak było. Nie wytrzymała w postanowieniu widząc ogrom mojego cierpienia, położyła rękę na moim ramieniu i uśmiechnęła się do mnie. Przyjaźnie. A ja nie mogłam przestać beczeć i przepraszać mówiąc jaka byłam głupia. Tak potrzebowałam kogoś bliskiego. Do końca dnia rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się tak jakby ten czas nie minął i nic złego się nie wydarzyło. Kto wie? Może moje życie faktycznie jeszcze się nie skończyło?