Ciekawe przypadki Marka Raczkowskiego

Recenzja książki

Obrazek użytkownika Filip Krause
5.02.2013

„Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki” - tytuł książki od razu nasuwa na myśl prowokację. Czyżby Marek Raczkowski potrzebował rozgłosu? Czy jeden z najlepszych rysowników w Polsce zatęsknił za medialnym szumem, który rozpętał się wokół niego w 2006 roku? Ale od początku.

Marek Raczkowski jest rysownikiem niezwykle docenianym. Nie jest przy tym celebrytą, a przynamniej nie celebrytą pierwszej kategorii, jak sam to określa. Wydaje się, że nie potrzrebuje rozgłosu, a ten jeden jedyny raz, kiedy pisały o nim tabloidy, wyszedł tak jakby przypadkiem.

„Był marzec 2006 roku, zaczęła się wiosna i zaczęliśmy masowo wchodzić w psie gówna. Stąd temat.”

Raczkowski powtykał w te nieczystości miniaturowe, biało-czerwone flagi. Trochę, żeby je oznaczyć, a trochę, żeby zawstydzić Polaków. W krótkim czasie temat podchwyciły wszystkożerne media. Nie mówiło się w kontekście rysownika o niczym innym, jak o kupach – tak to działa, tak nakręca się spirala popularności. To chyba nie zainteresowało Marka Raczkowskiego. Robił swoje, pozostawiając swój happening za sobą.

„Rysowałem, odkąd pamiętam. I to bardzo ładnie. Dużo ładniej niż inne dzieci.”

Dziś flagi w kupach odeszły w zapomnienie. Istnieją za to rysunki Marka Raczkowskiego. I to już od 1992 roku. Od tamtego czasu rysunki ukazywały się w „Obserwatorze Codziennym”, Życiu”, „Gazecie Wyborczej”, a obecnie w „Przekroju”. Poza tym wciąz powstają obrazy, były plakaty, a nawet okładka płyty „Łony”. Poza wyrazistą kreską, rysunki Raczkowskiego charakteruzją się niezwykłym humorem. Trzeba widzieć świat w niezwykły sposób, żeby móc go przekazać w ten sposób.

„Zainteresowanie fotografią przejęła od mojego ojca. Jak go poznała, była modelką i klasyczną przedwojenną panną na wydaniu – grała pięknie na pianinie.”

To pewne, że specyficzną wrażliwość Marka Raczowskiego ukształtowała jego matka. Była artystką, fotografowała - ogladała świat w obrazach. Marek też tak go widział, ale obrazy okzały się zgoła inne, a do tego rzeczywistość przepuszczona była i jest przez wyjątkowy filtr sarkazmu. Skończył ASP w Warszawie na wydziale architektury wnętrz, ale to rysunek pozostał z nim przez całe dotychczasowe życie.

„Chodziłem na religię w tajemnicy przed rodzicami. Maturę z religii też przed nimi ukrywałem. Tak jak w tajemnicy przed rodzicami wziałem ślub kościelny. I w tajemnicy pred rodzicami miałem dziecko.”

Wydaje się, że Raczkowski hołduje zasadzie, że z życiem jest jak z jazdą na rowerze - żeby się nie przewrócić, nie można się zatrzymać. I ten pęd utrzymuje go przy życiu, chociaż ciężko nazwać to szczęściem i spokojem. Być może taka siła wydaje mu się lepsza i zdrowsza. Nie brakuje w tym jednak melancholii i zastanowienia.

„Ja prostytutki kocham i szanuję. A już zwłaszcza te zza wschodniej granicy. Mam bardzo zażyłe stosunki z prostytutkami. Sam mam przecież lekkie obyczaje.”

Rysownik stara się patrzeć na świat na swój sposób. I na swój sposób próbuje rzeczywistość tłumaczyć. Nic nie jest czarno-białe. Zwykłe potępienie tylko dlatego, że coś się nazywa tak, a nie inaczej, to najzwyczajniej pójście na łatwiznę. Świat, który uważamy za zły i wulgarny, jest w końcu naszym światem – rozejrzyjmy się dookoła. To jest właśnie prawdziwe, poszukajmy w tym dobra.

„W ogóle nie muszę mieć pogrzebu, można mnie nawet na śmietnik wyrzucić. Jak już umrę to co mi zależy.”

Może to pragmatyzm, może zwykła obojętność. Pewne sprawy są oczywiste, chociaż może jedynie dla konkretnej jednostki. Marek Raczkowski jest pragmatykiem obojętnym na konwenanse. Ciężko takiemu żyć w społeczeństwie, chyba, że sam tworzy zasady. Nie lubi piłki nożnej, śmieszy go głupota w polityce. Na temat katastrofy smoleńskiej, przychodzi mu do głowy definicja komedii według Woody'ego Allena: to tragedia plus czas.

„Po marihuanie ludzie przestają myśleć przewidywalnie. Dlatego władza tak bardzo się marihuany obawia. Bo kampanie i bilboardy pójdą się jebać.”

Raczkowki zapytany o wpływ narkotyków na swoją twórczość, odpowie, że wpływ jest, w dodatku bardzo dobry. To zapewne kolejna mała prowokacja. Bo o ile świat używekpewnie nie jest mu obcy, opinie o rysowniku jako o skończonym narkomanie można włożyc między bajki. Zresztą, jeżeli sprowadzimy całość tematu do tzw. narkotyków miękkich, Marek Raczkowski czuje to, co coraz większa cześć polskiego społeczeństwa: że ściganie za kilka gramów marihuany i zamykanie w aresztach dzieciaków – to dopiero jest zbrodnia.

Czy to jest właśnie prawda o rysowniku? Nie, to tylko kilka słów zachęty do przeczytania jego książki. Prawdę o Marku Ryczkowskim posiada tylko on sam. Ale możecie próbować ją wyrwać. A przy okazji poznać odpowiedzi na pytania:

Jak smakowała pierwsza coca-cola?
Dlaczego „Match Point” jest najlepszym filmem Allena?
Czy miłość od pierwszego wejrzenia istnieje?

Wszystkie cytaty, oraz okładka pochodzą z książki wydawnictwa Czerwone i Czarne: „Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki”, w której z Markiem Raczkowskim rozmawia Magda Żakowska.

Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki

Przekład:
Rok wydania:
2013
Liczba stron:
ISBN:
Ocena:
0
10
Zrecenzował: