Diablo III - Recenzja

Obrazek użytkownika Brama
23.08.2012

Od czasu premiery Diablo 2 minęło już 12 lat. W tym czasie wielu twórców próbowało wykorzystać puste miejsce pozostawione przez Blizzard i zaprezentowało swoje wizje na gatunek gier hack'n'slash. W wiele z tych tytułów grało się całkiem przyjemnie, wspomnę chociażby Dungeon Siege czy Torchlight, jednak wszystkie miały jeden poważny problem: żadna nie była... Diablo.

Teraz, po ponad dekadzie oczekiwania, Blizzard w końcu wydał kontynuację swojego najpopularniejszego dzieła. Wszyscy przed premierą zachodziliśmy w głowę czy nowa gra spełni oczekiwania fanów. Przejście w trójwymiar i mniej mroczna, bardziej kolorowa otoczka sprawiła, że wielu obawiało się, że to już nie to samo. Spieszę więc z wyjaśnieniem: Tak, to wciąż stare dobre Diablo.

Wielu z was pewnie dalszych rekomendacji nie trzeba, już dawno wyłączyło przeglądarkę i jest w drodze do sklepu (zwłaszcza, że teraz nie ma już takich problemów z dostępnością gry jak tuż po premierze). Jednak dla reszty z was, oraz tych bardziej dociekliwych rozwinę temat, zwłaszcza, że nie wszystko wygląda tak różowo.

Fabuła? Jest!

Seria nigdy nie przywiązywała wielkiej wagi do fabuły. Dojść powiedzieć, że ta była raczej szczątkowa (zwłaszcza w pierwszej części) i stanowiła jedynie pretekst do eksterminacji kolejnych zastępów poczwar. Podobnie, niestety, jest w najnowszej odsłonie. Spadająca gwiazda uderza w starą katedrę w Tristram, co powoduje przebudzenie ukrytego pod nią zła. Śladem komety podąża grupka bohaterów, z których każdy ma inna motywację by odkryć jej tajemnicę. W jednego z tych śmiałków wciela się gracz, do wyboru ma jedną z pięciu klas, jednak wybór ten wpływa na fabułę w sposób kosmetyczny - zaczynamy zawsze w tym samym miejscu i zwiedzamy te same lokacje. Za to rewelacyjnie zrealizowane zostały wstawki filmowe - takiego rozmachu i poziomu technicznego próżno szukać w innej grze, czy nawet animacjach goszczących na ekranach kin. W tej dziedzinie z Blizzard'em równać się może chyba tylko Square Enix z ich trailerem Tomb Raider'a.

Pierwszy raz w historii serii twórcy pozwolili nam wybrać płeć naszego protagonisty. Zabrakło natomiast kreatora postaci, więc jej wygląd zmienimy jedynie ubierając ją w nową zbroję. Trochę szkoda, bo to ogranicza możliwości personalizacji postaci, które ważne są zwłaszcza dla osób grających po sieci. Może w Diablo 4?

Hasło przewodnie: Upraszczamy!

W mechanice gry zaszły pewne zmiany, z których większość należy zaliczyć do grona uproszczeń, co nie każdemu się spodoba. Nie sprawiają one jednak, że napotkane potwory są prostsze do zabicia, a jedynie, że obsługa gry jest przystępniejsza. I tak wyleciały słynne drzewka umiejętności, zamiast tego wraz ze zdobywanym doświadczeniem i wspinaniem się na kolejne poziomy odblokowujemy nowe zdolności, które przypisujemy do sześciu slotów (dwa przyciski myszy, oraz klawisze 1 – 4). Taki zestaw możemy w każdej chwili zmienić, więc nie trzeba już rozważnie dobierać sobie skilli, bo zły wybór można zaraz naprawić. Nie decydujemy już też, ile punktów doświadczenia przeznaczyć na poszczególne atrybuty postaci, bo te przydzielane są automatycznie.

Kolejną nowością jest to, że z zabitych wrogów oprócz typowych „znajdziek” i złota wypadają ampułki, które leczą natychmiastowo po wejściu na nie. To pomaga, zwłaszcza, że teraz po wypiciu napoju leczącego trzeba odczekać jakiś czas nim wypijemy następny, a gdy jesteśmy otoczeni potworami punkty życia uciekają w zastraszającym tempie.

Na placu boju nie jesteśmy na szczęście sami. Szybko spotykamy osoby, które chętnie się do nas przyłączą. I tak do naszej „drużyny” zwerbować możemy Złodzieja, Templariusza, lub Czarodziejkę. Każde z nich walczy inaczej i ma inne zdolności, ich doświadczenie rośnie razem z naszym, a co jakiś czas możemy zdecydować, którą z dwóch możliwych umiejętności towarzysz broni ma się nauczyć. Zapewne po to, by gracz czuł, że kieruje prawdziwym herosem, pomocnicy nie walczą nawet w połowie tak dobrze jak protagonista, ale i tak potrafią być przydatni i nie trzeba się o nich martwić. Naraz możemy wybrać tylko jednego towarzysza, jednak czasem ze względów fabularnych dołączają do nas na chwilę inne postacie.

Nie wszystko zagrało

Twórcy postanowili wprowadzić nowy system tworzenia przedmiotów zastępujący Kostkę Horadrimów z drugiej części. Tym razem spotykamy na swej drodze kowala, który wykona dla nas broń i zbroję, a później jubilera, który stworzy dla nas drogocenne kamienie. Obu możemy za pieniądze rozwijać, ucząc ich robić nowe, lepsze przedmioty. Jedyny wpływ na statystyki postaci mamy poprzez jej wyposażenie, co oznacza że wybieramy tę broń, czy pancerz, które dają największy bonus do atrybutów kluczowych dla naszej klasy.

Niestety przedmioty wykonywane przez kowala tworzone są losowo, możemy jedynie zdecydować jakiego rodzaju przedmiot chcemy, o jego bonusach zdecyduje komputer. Przez to po uciułaniu odpowiedniej kwoty i zebraniu potrzebnych składników na wymarzony oręż dostajemy często nieprzydatny przedmiot. Bo po co Barbarzyńcy napierśnik dający +40 do inteligencji, czy kusza dająca bonus do siły dla postaci walczącej na dystans? Podobnie jest z lootem wypadającym z bossów. Niechciany sprzęt można spieniężyć u kupców, pozyskać z niego części dla kowala, czy sprzedać innym graczom w Domu Aukcyjnym.

Również pod względem grafiki tytuł daleki jest do doskonałości. Modele postaci prezentują się raczej kiepsko - zdecydowanie brak im szczegółów, natomiast otoczenie, wyglądające jak namalowane, robi dobre wrażenie, choć szczytem dzisiejszych możliwości również nie jest. Odwiedzane lokacje, jak zwykle częściowo generowane losowo, mają charakterystyczny klimat, a lochy i podziemia są odpowiednio zróżnicowane.

Nie szata zdobi człowieka

Wszystkie te wady bledną jednak w obliczu tego co zawsze było siłą serii - grywalności. Każdą z klas, a mamy do wyboru Barbarzyńcę, Mnicha, Szamana, Łowcę Demonów i Czarownika, gra się inaczej, inaczej rozłożony jest ciężar potyczek. Co chwilę dostajemy nowe umiejętności do przetestowania, zdobywamy nowy lepszy ekwipunek, czy poznajemy nowy rodzaj przeciwnika. W dodatku po przejściu gry i zabiciu głównego złego jesteśmy dopiero w połowie rozwoju postaci, a gra informuje nas, że naprawdę epickie przedmioty czekają na nas dopiero na wyższym poziomie trudności. Dla najbardziej zaprawionych w bojach wojowników twórcy przewidzieli stworzenie postaci hardcorowej - jeżeli nasz heros zginie tracimy go już na zawsze i musimy tworzyć nowego bohatera. Wszystko to sprawia, że od trzeciego Diablo ciężko się oderwać, a prosta z pozoru i powtarzalna mechanika jakoś nie chce się znudzić.

Z tego wszystkiego wyłania się obraz gry może nie idealnej i nie pozbawionej wad, jednak diabelnie wciągającej i grywalnej; gry, która zapewni rozrywkę na długie godziny i od której aż nie chce się odchodzić. Tak, Blizzard znowu to zrobił: dostarczył nam soczystego, pełnokrwistego hack'n'slash'a, do którego przez następne lata będą porównywane inne produkcje i w którego fani będą się zagrywali aż do premiery kolejnej części. Nawet jeżeli trzeciemu diabłu do ideału brakuje nieco więcej niż poprzednim razem.
A teraz wybaczcie, ale muszę już kończyć, wiecie, mój Łowca Demonów czeka na nowy poziom...

Grywalność: 9/10
Grafika: 7/10
Dźwięk: 8/10
Ogółem: 8/10