"Długa Ziemia" - Terry Pratchett i Stephen Baxter

Recenzja książki

Obrazek użytkownika Brama
12.04.2013

Ziemia jest przeludniona. Jej mieszkańcy prowadząc rabunkową eksploatację jej dóbr naturalnych doprowadzili planetę na skraj zagłady, niszcząc środowisko i wyczerpując surowce. Przestrzeń życiowa dramatycznie się kurczy, złoża ropy naftowej wyczerpują a ilość wody zdatnej do picia sukcesywnie maleje. Ludzkość od kilku pokoleń z nadzieją spogląda w kosmos, w tę nieprzebraną przestrzeń obfitującą w nowe światy i bogate złoża surowców. A co jeśli patrzy w złym kierunku?

Oto bowiem za sprawą „krokera”, urządzenia, którego plany ktoś wrzucił do sieci, przed ludzkością otworem staje Długa Ziemia – całe spektrum światów oddalonych od naszego o pół grubości dźwięku, planet identycznych niemal jak nasza, będących odbiciem rachunku prawdopodobieństwa naszej Ziemi, prawie jednakowych, tyle że niezamieszkanych. A teraz za sprawą tej niepozornej skrzynki, którą samodzielnie można złożyć w domu w oparciu o powszechnie dostępne części, każdy może przenieść się do dowolnej z pośród niepoliczalnej liczby inkarnacji planety Ziemia. Ograniczenie jest tylko jedno: jednorazowo przemieszczać się można tylko o jeden krok w skali prawdopodobieństwa, dostępne są dwa kierunki – wschodni i zachodni (chociaż są to określenia czysto umowne).

Początkowo dorośli nie biorą tego na poważnie, gdyż kluczowym elementem niezbędnym do działania krokera jest… ziemniak, jednak gdy ich pociechy nagle zaczynają masowo znikać to szybko przestaje im być do śmiechu. Wśród wielu dzieci na całym świecie, które tego dnia przekroczyły do sąsiedniego świata był Joshua. Ten kilkunastoletni mieszkaniec Madison jako jedyny nie odczuł negatywnych skutków podróży – skręcających wnętrzności nudności. I jako jedyny nie stracił głowy: jego niezwykle analityczny umysł pomógł mu w sprowadzeniu z powrotem na Ziemię Podstawową tylu zdezorientowanych dzieciaków ilu zdołał.

Po mimo, że właściwa akcja rozgrywa się kilkanaście lat po pamiętnym Dniu Przejścia to właśnie tak poznajemy głównego bohatera „Długiej Ziemi” - pierwszej wspólnej powieści Terry’ego Pratchett’a znanego pisarza fantasy i Stephen’a Baxter’a brytyjskiego pisarza hard science fiction. Drugim bohaterem jest Lobsang – komputer utrzymujący że jest kolejnym wcieleniem Tybetańskiego mechanika motocyklowego. Obaj wyruszają na wyprawę w poprzek Długiej Ziemi mającą na celu zbadanie najodleglejszych możliwych wersji naszej planety, dotarcie tam gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek, a tym bardziej myślący komputer.

Ten główny wątek autorzy urozmaicają często ciekawymi wyjątkami z kronik Długiej Ziemi, zarysowują nam ciekawe sylwetki ludzi, którzy próbują odnaleźć się w nowej sytuacji. Spekulują jak otwarcie się dla ludzkości nieograniczonych przestrzeni życiowych i surowców wpłynąć może na ekonomię Ziemi Podstawowej. Jakie implikacje polityczne przyniesie ze sobą nowe odkrycie, gdy okaże się, że 15% populacji nie jest zdolna do przekraczania do sąsiednich światów. Sytuacja na Podstawowej nie wygląda różowo gdy miasta się wyludniają, cenne kruszce tracą na wartości a do głosu dochodzi gniew i poczucie niesprawiedliwości.

Takie "dygresje" oprócz tego, że pogłębiają i uwiarygadniają świat przedstawiony to są niestety również konieczne, gdyż wątek podróży badawczej dwojga skądinąd ciekawych bohaterów nie obroniłby się samodzielnie. Monotonne przekraczanie kolejnych światów na pokładzie myślącego sterowca najzupełniej w świecie zanudziłoby czytelnika po kilkudziesięciu stronach. Na szczęście autorzy chyba zdali sobie z tego sprawę i tym sprytnym zabiegiem uratowali sytuację, co nie znaczy, że czytelnik nie odczuje czasem owej monotonii.

W późniejszych rozdziałach sytuacja się poprawia, pojawia się tajemnica, zagadka i chyba nie zdradzę zbyt wiele jeśli napiszę, że okaże się, że jest świat do uratowania. W końcu książka w której nie trzeba uratować świata nie ma racji bytu w żadnej dowolnej nieograniczonej przestrzeni wielowymiarowej. Chociaż precyzyjnie rzecz ujmując do uratowania jest nie tyle świat co one wszystkie. Stawka jest zatem dość wysoka.

"Długa Ziemia" jest tak samo wielowymiarowa jak świat w niej przedstawiony i widać, że zasiadły do niej dwa naprawdę tęgie umysły (Baxter posiada dyplomy z matematyki i inżynierii), w wyniku czego jest przemyślana pod każdym kątem. Z kolei wkładem Pratchett’a (mogę się o to założyć) są soczyste, zabawne i inteligentne dialogi oraz kreacja dwójki nieprzeciętnych bohaterów. O książce brytyjskich autorów można by pisać bardzo długo, ale nie w tym rzecz - to czytelnik sam powinien sięgnąć po tę książkę i zobaczyć co uda mu się z niej dla siebie wyciągnąć. I myślę, że nie będzie to czas zmarnowany. (W razie czego skargi kierować na Poznań Zachód 15.)

Długa Ziemia

Przekład:
Rok wydania:
2013
Liczba stron:
368
ISBN:
978-83-7839-409-9
Ocena:
0
10
Zrecenzował: