Dwurecenzja: Hitman: Potępienie/Rozgrzeszenie

Obrazek użytkownika Brama
14.02.2013

Książki i gry. Te pierwsze dosyć często stają się inspiracją dla tych drugich. Wystarczy wspomnieć grę Metro 2033 doskonale oddającą klimat zaszczucia postapokalipytcznego Moskiewskiego metra czy też doskonałe gry z serii Wiedźmin będące godną kontynuacją sagi Andrzeja Sapkowskiego. Podobnych adaptacji jest oczywiście więcej, nie wszystkie są aż tak znanymi (i świeżymi) produkcjami, zwykle jednak ich jakość jest dość dobra. Książki na podstawie gry są znacznie rzadszym zjawiskiem. Zazwyczaj są one tworami zamówionymi przez wydawcę jako dodatkowa promocja najnowszej odsłony znanej marki, co niestety negatywnie odbija się na ich jakości. Taka książka zazwyczaj opowiada niezależną historię ze świata gry, lub jest książkowym odpowiednikiem fabuły gry.

Screen z gry Hitman: Rozgrzeszenie Screen z gry Hitman: Rozgrzeszenie
  • Okładka książki Hitman: Potępienie
  • Screen z gry Hitman: Rozgrzeszenie
  • Screen z gry Hitman: Rozgrzeszenie
  • Screen z gry Hitman: Rozgrzeszenie

Nieco inaczej sprawa ma się z powieścią Raymond'a Benson'a zatytułowaną Hitman: Potępienie, mianowicie (jak wynika z informacji na okładce) wydarzenia w niej przedstawione bezpośrednio poprzedzają te zawarte w grze Hitman: Rozgrzeszenie. Taki właśnie ciekawy zabieg wydawcy sprawił, że postanowiłem zaryzykować i sięgnąć po lekturę. Również owa ciągłość fabularna skłoniła mnie do zrecenzowania „za jednym podejściem” zarówno książki, jak i gry której wydarzenia uzupełnia.

Wątkiem spinającym oba dzieła jest postać Diany Burnwood, dobrze znanej fanom serii. Zdradza ona Agencję, ucieka z wartościową paczką i znika. Jej motywy, jak również to czym ta „paczka” jest pozostają dla czytelnika zagadką. Inna sprawa, że Diana uciekając pozostawia Agenta 47, tytułowego Hitmana, samego podczas wykonywania niebezpiecznej misji w Himalajach co niemal doprowadza do jego śmierci. Pozbawiony wsparcia głosu w słuchawce Agent wykonuje zadanie, jednak wywołana przez niego lawina porywa i jego.

Rok później wciąż nie odzyskawszy pełnej sprawności i uzależniony od silnych środków przeciwbólowych 47 ukrywa się przed ICA – Międzynarodową Agencją Kontraktów, organizacją która za ogromne pieniądze „pozbywa się problemów" możnych tego świata. Agencja nie zapomniała jednak ani o nieuchwytnej jak dotąd operatorce, ani o swoim zabójcy nr 1. Tego ostatniego udaje im się namierzyć podczas wykonywania drobnego „zlecenia” na boku i pomimo pewnych oporów nakłonić do dalszej współpracy. Jego nowe zadanie – zbliżyć się (i w razie potrzeby wyeliminować) do przywódcy nowego ruchu religijnego w USA pastora Charliego Wilkinsa - i to jak sobie z nim poradzi stanowi główny wątek fabularny książki.

Jak łatwo się domyślić powieść należy do gatunku political thriller. Benson dość sprawnie radzi sobie z prowadzeniem fabuły i wątkami sensacyjnymi, co nie dziwi, wszak autor ma doświadczenie w gatunku - odpowiada między innymi za kilka powieści o Jamesie Bondzie, czy książkowe adaptacje gier z serii Metal Gear Solid oraz Splinter Cell. Do poziomu mistrzów gatunku takich jak Robert Ludlum co prawda sporo mu brakuje, ale nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z całkiem satysfakcjionujacym i przyjemnym czytadłem (pozwolisz Marku, że pożyczę sobie od Ciebie to słowo). Ciekawym zabiegiem są fragmenty, w których wydarzenia poznajemy z perspektywy Agenta 47 - wnikamy wtedy w jego myśli, poznajemy psychikę. Zbierając informacje o swoim celu 47 zbliża się do pewnej kobiety, pod jej wpływem zachodzi w nim coś na kształt duchowej przemiany, odkrywa w sobie niemal ludzkie uczucia (trzeba tu powiedzieć, że zabójca jest klonem stworzonym i genetycznie zaprogramowanym do zabijania).

Fabuła gry rozpoczyna się tam gdzie kończy się książka - Diana Burnwood zostaje w końcu odnaleziona, Agent 47 zostaje wyznaczony do jej eliminacji i odzyskania cennej "paczki". 47 wykonuje zadanie, jednak (być może pod wpływem wydarzeń opisanych przez Bensona) spełnia ostatnią prośbę byłej współpracowniczki - zaopiekować się ową paczką, którą okazuje się Victoria, młoda dziewczyna na której agencja prowadziła eksperymenty. Zabójca poprzysięga uchronić dziewczynę przed losem jaki był jego udziałem, lecz okazuje się, że nie tylko agencja jest zainteresowana pozyskaniem Victorii.

Tyle o fabule, a jak wygląda sama rozgrywka? Gra rzuca Agenta w szereg różnorodnych i mniej lub bardziej rozbudowanych lokacji. Nie ma mowy o sandboksie jak w serii Assassin's Creed, jednak Hitman ma nad Altairem i spółką inną przewagę. Pomimo iż lokacje są całkowicie zamknięte to zostały tak pomyślane by gracz mógł sam zdecydować o drodze do celu i sposobie jego likwidacji.

Chcesz być duchem, który niezauważony przeniknie do chronionego kompleksu, ominie straże, zabije tylko i wyłącznie cel np. pozorując wypadek, po czym ulotni się bez śladu? A może chcesz bezszelestnie likwidować kolejne napotkane patrole, chować ciała tak aby nie wzbudziły podejrzeń i żeby niczego nieświadomy cel udusić garotą? Będziesz co chwilę zmieniał przebranie by zmylić wrogów, czy pozostaniesz wierny ikonicznemu garniturowi 47? Użyjesz trucizny, snajperki czy materiałów wybuchowych? A może preferujesz otwartą wymianę ognia? Wszystko to zależy od Ciebie, ale im „czystszy” sposób wybierzesz tym więcej punktów i wyższą rangę dostaniesz za ukończenie misji. Każą planszę można rozgrywać od nowa by poznawać kolejne możliwości i o ile rozwiązania siłowe dają sporo radochy to prawdziwym wyzwaniem i satysfakcją, nawet na niższych poziomach trudności, jest uzyskanie rangi Cichego Zabójcy.

Mechanizmy rozgrywki są odpowiednio dopracowane, więc Hitman sprawdza się niezależnie od tego jaki styl gry preferujemy. Zaimplementowany system osłon sprawdza się bardzo dobrze, chociaż może nie jest tak płynny i intuicyjny jak w serii Uncharted (gdzie moim zdaniem został dopracowany niemal do perfekcji), ale biorąc pod uwagę, że jest to tytuł premiujący skradanie się a nie otwarte konflikty nie można tego odbierać jako wadę.

Specjaliści z IO-Interactive wyposażyli Agenta 47 w system pomocy zwany „Instynktem”. Pozwala on zabójcy znaleźć przedmioty z którymi można wejść w interakcję, widzieć pozycje przeciwników (nawet przez ściany), czy przewidzieć ich kolejne ruchy wyświetlając ścieżki jakimi się poruszają. Coś podobnego widzieliśmy już w postaci Orlego instynktu Ezio w Assassin's Creed Revelations, czyżby 47 był potomkiem Asasynów? Można by pomyśleć że ów instynkt jest zbytnim ułatwieniem, ale na szczęście tak nie jest, w końcu sposób ominięcia patroli i tak wymyślić musimy sami, oszczędzono nam jedynie żmudnego i czasochłonnego rozpracowywania ich ścieżek. Nikt również nie zmusza do korzystania z Instynktu, a dla purystów przewidziano najwyższy poziom trudności – bez instynktu, bez checkpointów, interfejsu i podpowiedzi, za to ze znacznie czujniejszymi przeciwnikami.

Również oprawa audiowizualna stoi na najwyższym poziomie i testowanej przeze mnie wersji na PS3 ciężko cokolwiek zarzucić. Lokacje są różnorodne i bogate w detale, modele postaci i ich animacja w porządku, muzyka podkreśla wydarzenia a odgłosy broni są odpowiednio soczyste. Jedyny zgrzyt spotkał mnie mniej więcej w połowie (dość długiej) kampanii, chcąc kontynuować zabawę okazało się, że gra nie pamięta moich postępów i rzuca mnie z powrotem na początek przygody. Na szczęście nie musiałem od nowa przechodzić gry, gdyż mogłem w menu wybrać ponowne rozegranie etapów, które już przeszedłem (tego gra nie zapomniała) i w ten sposób dokończyć kampanię. Z tego co wiem to mój przypadek nie jest odosobniony i gra ma tendencję do gubienia save'ów, ale jak widać nie jest to bardzo dokuczliwe, a przynajmniej dla mnie nie było.

Hitman: Rozgrzeszenie jest grą przeznaczoną dla jednego gracza, próżno tu szukać trybu multiplayer, jednak twórcy wpadli na pomysł jak urozmaicić grę równocześnie wydłużając rozgrywkę. W trybie Kontraktów, każdy gracz może stworzyć w oparciu o dostępne poziomy własne zlecenia, które następnie dzielić można z innymi graczami. Spośród postaci obecnych na danej planszy wybiera się te które mają zostać zlikwidowane oraz określa dodatkowe warunki, jakie należy spełnić jak np. użyta broń czy przebranie. Rozgrywanie takich kontraktów i rywalizacja ze znajomymi jest równie wciągające jak przechodzenie kampanii. Można powiedzieć, że z Kontraktami zabawa w Hitmanie nigdy się nie kończy.

Powoli zbliżamy się do końca tekstu, czas więc na podsumowanie. Hitman: Potępienie jest dobrze napisaną powieścią skierowaną głównie do fanów i do graczy, którzy zamierzają sięgnąć po grę, która jednak broni się również jako samodzielna pozycja. I o ile przeciętny gracz (czy czytelnik) niewiele straciłby omijając książkę Bensona tak przejście obojętnie obok gry Hitman: Rozgrzeszenie byłoby sporym błędem. Najnowsze przygody Agenta 47 są grą kompletną, dostarczającą wielu godzin zabawy na najwyższym poziomie. Znajdą tu coś dla siebie zarówno ci, którzy preferują ciche eliminacje, jak i miłośnicy wartkiej akcji, a proporcje w jakich zmieszają się te składniki zależą tylko od gracza. Ze świecą szukać elementów, które w jakiś sposób nie zagrały, dlatego w konkursie na zabójcę roku 2012 zwycięzcą może być jedynie Agent 47, detronizując ostatnią część Asasyńskiej sagi.

UWAGA! Gra przeznaczona dla dojrzałego odbiorcy – klasyfikacja PEGI 18.

Hitman: Potepienie
Autor: Raymond Benson
Rok wydania: 2012
Stron: 320
Oprawa: Miękka
Cena: 34,90 zł

Hitman: Rozgrzeszenie
Ocena końcowa: 9/10
Grywalność: 9/10
Grafika: 8/10
Muzyka: 9/10

Platforma: PC/PS3/X360
Wydawca: Cenega (Square Enix)
Multiplayer: Brak
Wersja językowa: PL