Dyskretny urok PKP

Obrazek użytkownika Marek Adamkiewicz
9.11.2012

Polskie Koleje Państwowe chyba nigdy nie cieszyły się specjalnym poważaniem ze strony podróżnych. Jednak ja zawsze traktowałem opowieści zirytowanych wieloma rzeczami pasażerów nieco z przymrużeniem oka. Tyle złych cech, skumulowanych w jednej firmie? „Nie, to przecież niemożliwe” - myślałem. Taki stan rzeczy wydawał mi się być nieco wydumany. W końcu, gdy raz na jakiś czas wsiadałem do pociągu, zazwyczaj nic nieprzyjemnego mi się nie trafiało. Jednak teraz, gdy od paru miesięcy jestem zmuszony codziennie korzystać z usług narodowego przewoźnika, moje odczucia zmieniły się diametralnie. O równe 180 stopni...

Dyskretny urok PKP Dyskretny urok PKP | fot. Tomasz Lewicki/flickr (CC BY-SA 2.0)

Do pociągu wsiadam mniej więcej w środku trasy Bydgoszcz/Gniezno – Poznań. Czy uda mi się usiąść? Czy chociaż będę mógł stanąć, bez narażania się na ocieranie się o współpasażerów? Ależ skąd! PKP podstawiło bowiem jeden skład, za nic mając codzienne obrazki ludzi, tłoczących się obok siebie bardziej nawet niż podczas jazdy tramwajem we Wszystkich Świętych. Bywają dni, że ciężko byłoby wsadzić między nich szpilkę. Gdybym cierpiał na pewne specyficzne zaburzenia seksualne, taka sytuacja mogłaby mnie nawet cieszyć, tyle ocierania! Jednak cóż poradzić, jestem zdrowy i mi to po prostu przeszkadza.

Rozwiązanie jest dosyć proste. Wystarczyłoby zamiast jednego, podstawić dwa składy. (Chociaż nawet wtedy nie wszyscy mogliby usiąść, ale chociaż stanie w przejściu byłoby nieco bardziej komfortowe...) Myślę, że nie byłoby nawet zbyt ciężko znaleźć na to środki. Za 30 km jazdy płacę miesięcznie 180 zł. Tylko na tej jednej linii, mnożąc to przez sporą liczbę pasażerów, którzy także zaopatrzyli się w bilet miesięczny, wychodzi nam niezła sumka, którą można by wydać na udogodnienia podróży. Jednak po co? Szefowie spółek muszą zarobić przecież na chleb. Mieliśmy ostatnio okazję poznać ich zarobki. Przyznajcie sami, czy suma 139 tys złotych miesięcznie na trzyosobowy zarząd to naprawdę tak dużo? No i czyż nie wydaje się sensowną opcja, że w wypadku zwolnienia, otrzymaliby oni roczną odprawę i premię w wysokości półrocznego wynagrodzenia?

Sarkazm sarkazmem, ale bez dwóch zdań małe „ciach, ciach” załatwiłoby sprawę. Jednak raczej nic się zmieni, gdyż zwyczajnie brakuje tu dobrej woli. W każdym cywilizowanym państwie taka sytuacja byłaby wielkim skandalem. Dbanie o dobro klienta, który wykupując usługi, wnosi do firmy spory wkład finansowy, powinno być standardem. I gdzie indziej jest. Niemcy, Anglia, Francja – czy w tych krajach taka sytuacja byłaby normalna? Tylko, że w Polsce wydaje się, że wzory są inne. Dalekowschodnie. Jeśli tak jest w istocie, to idziemy dobrą drogą, jeszcze trochę, i podróżę polską koleją, będą przypominały ekscytujące obrazki rodem z Indii.

Osobną sprawą są współpasażerowie. Do przedziału „towarowego” nie sposób zazwyczaj wejść, gdyż tuż po otwarciu drzwi zioną na nas kłęby oparów alkoholowo-papierosowych. W końcu to żulernia powinna podróżować w komforcie, czyż nie? Jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, by konduktor wyprosił kogoś, pijącego piwo i palącego w pociągu. A, prawda... Jak miałby to zrobić, skoro niemożliwością jest przebicie się z przodu pociągu, na sam koniec?

Po tych codziennych podróżach nie dosyć, że jestem wymęczony (nieważne w którą stronę jadę, zawsze jest podobnie), to w dodatku wyraźnemu pogorszeniu uległa moja wrodzona życzliwość do innych ludzi (sic!). Zacząłem dramatycznie nienawidzić motłochu tłoczącego się w pociągach, chamskich zachowań innych pasażerów, pchania się na siebie, bez choćby słowa przeprosin. Jednak nic się nie zmieni, dopóki nie zmienią się też warunki jazdy, czego sobie i pozostałym korzystającym z usług PKP, serdecznie życzę.