Eurowybory 2014, czyli dlaczego nikt nie docenia naszej inteligencji…

Obrazek użytkownika Tomasz Płuciennik
20.05.2014

Wybory do Europarlamentu już niedługo. Zainteresowanie wybieraniem swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku wykazało 20,87% uprawnionych do głosowania, czyli co piąty Polak. W 2009 roku frekwencja wynosiła 24,53%, a zatem już co czwarty… Można zatem przyjąć, że w tym roku będzie jeszcze lepiej.

Parlament Europejski Parlament Europejski podczas sesji plenarnej | © Unia Europejska 2014 EP

Mam jednak wrażenie, że nikt nie jest zainteresowany jakimś większym zaangażowaniem wyborców w wybory w Polsce. Potwierdzeniem mogą być zachowania niektórych komitetów wyborczych. Zrozumiałbym, że politycy zapraszają są do współpracy postacie nie mające nic wspólnego z polityką, ale mamy do czynienia z oddawaniem czołowych miejsc na listach wyborczych osobom, które nie mają żadnego doświadczenia w polityce lokalnej, nie mówiąc o europejskiej. Można tu wymienić sportowców (Tomasz Adamek, Maciej Żurawski, Otylia Jędrzejczak i inni), a także osoby z trochę innych środowisk, jak Izabela Łukomska-Pyżalska (prezes klubu sportowego, który radzi sobie niestety bardzo kiepsko), Kazimiera Szczuka (dziennikarka i działaczka na rzecz kobiet) czy Bogdan Wenta (trener piłki ręcznej).

Jeszcze innym rozwiązaniem, które miało miejsce już wcześniej, jest przysyłanie kandydatów pochodzących z innych okręgów wyborczych w miejsca gdzie mają większe szanse na zdobycie mandatów. Mam jednak nadzieję, iż przyczyną takich ruchów jest raczej przekonanie, że nie ma znaczenia regionalność, a reprezentacja kraju jako całości. Przykładem działań tego typu może być kandydatura Ryszarda Czarneckiego z Warszawy wysłanego do okręgu wielkopolskiego, czy Ewy Wójciak z Poznania do łódzkiego okręgu. Wyborcy jednak nie czują żadnych związków z przysłaną postacią, a zatem mają jeszcze mniej powodów do pójścia „na wybory”. Na szczęście większość kandydatów reprezentuje „swoje” okręgi wyborcze.

Największym problemem – według mnie – jest brak całościowych pomysłów na przewidywane działania na rzecz Europy. Z moich obserwacji wywnioskowałem, że dyskusja oscyluje raczej w ramach przeciwstawnych postaw (typu – „Jak Ty jesteś za wprowadzeniem Euro – to ja jestem przeciw” itp.), bez głębszej analizy wyrażanych sądów oraz skutków przedmiotowych działań, które za nimi mogą wystąpić.

Jednak – jak co wybory – przedstawiciele „od prawa do lewa” przekonują, że wybory są bardzo ważne, że to obowiązek obywatelski oraz że jak chce się mieć wpływ na politykę to należy postawić krzyżyk. Szkoda, że nie idą za tym działania mające na celu okazać szacunek wyborcom poprzez zmianę powyższych zachowań, a dalej próbę docenienia inteligencji głosujących…