Fenomen Star Treka

Obrazek użytkownika Brama
30.04.2013

„Kosmos: ostatnia granica. Oto wędrówki statku Enterprise. Prowadzi on misję aby odkrywać nowe obce światy, aby szukać życia i nowych cywilizacji, aby śmiało podążać tam gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek.”* Tę frazę zna każdy miłośnik Star Treka na tym świecie, jak i zapewne na wszystkich innych. Rozpala ona serca i umysły fanów  gwiezdnych wędrówek od blisko pięćdziesięciu lat.

USS Enterprise NCC-1701 USS Enterprise NCC-1701
  • Obsada Star Trek TOS, od lewej: James Doohan, Walter Koenig, DeForest Kelley, Majel Barrett, William Shatner, Nichelle Nichols, Leonard Nimoy i George Takei.
  • Oryginalny model statku Enterprise używany podczas kręcenia serialu.
  • Obsada serialu, producent Gene Roddenberry (brązowa marynarka), oficjele NASA i wahadłowiec kosmiczny Enterprise.
  • Obsada nowego Star Treka: Simon Pegg, Karl Urban, Zoe Saldana, Chris Pine, Zachary Quinto, John Cho, Anton Yelchin

Pierwszy odcinek serialu „The Man Trap” został wyemitowany 8 września 1966 roku. Łącznie nakręcono 79 odcinków w trzech seriach, zaś ostatnim dniem zdjęciowym serialu był 9 styczeń 1969r. Od tamtego czasu w kinematografii zmieniło się praktycznie wszystko, od efektów specjalnych, designu i charakteryzacji, przez prowadzenie fabuły i grę aktorską po rozmach i rozdmuchane budżety współczesnych produkcji. Co zatem sprawia, że po tylu latach popularność serialu nie maleje i wciąż przybywa nowych widzów?

Myślę, że czynników jest przynajmniej kilka. Jednym z nich jest na pewno wizja świata wykreowanego przez Gene’a Roddenberry’ego. Akcja serialu rozgrywa się w XXIII wieku na pokładzie statku U.S.S. Enterprise i na odwiedzanych przez niego światach. Ludzkość jednoczy się po tym jak wynaleziony zostaje napęd Warp, pozwalający na podróże z prędkością większą niż światło i okazuje się, że nie tylko jest życie na innych planetach, ale że kosmos zasiedla szereg innych inteligętnych ras. Zażegnane zostają konflikty i wojny, głód i nędza przestają istnieć gdyż ludzie żyją już nie dla bogactw i zysku lecz poświęcają się rozwojowi i nauce. Tworzy się Gwiezdna Flota działająca w ramach Federacji Zjednoczonych Planet, a ludzie wyruszają w kosmos nie w celu podboju a z misją badawczą.

Star Trek mógł postarzeć się wizualnie, ale jego siłą są ponadczasowe historie. Dzielna załoga USS Enterprise pod dowództwem kapitana Jamesa Kirka co rusz napotyka inne rasy, często dalece bardziej rozwinięte lub/i wrogo nastawione. Zawsze jednak dzięki uporowi, sprytowi, a czasem szczęściu udaje się rozwiązać problem, zażegnać spór czy uratować zagrożoną planetę. Jednym z motywów przewodnich serii jest możliwość wzniesienia się istoty ludzkiej ponad doczesny poziom. Gdy cała ludzkość zostaje uznana przez nadrzędne istoty za barbarzyńską rasę, która zasługuje na zniszczenie kapitanowi Kirkowi udaje się udowodnić, że mimo burzliwej przeszłości ludzkość wyzbyła się swojej brutalnej natury i zasługuje na szansę dalszego rozwoju.

Scenarzyści nie bali się poruszać drażliwych tematów, często wyprzedzając epokę. Serial przełamywał różne bariery, również społeczne i często odwoływał się do aktualnych problemów jak rasizm, seksizm czy wojny globalne. W załodze mieliśmy obok siebie takie postacie jak kierujący się chłodną logiką kosmita (pół-Volkanin) komandor Spock, stanowiący jego przeciwieństwo lekarz Leonard McCoy, Hikaru Sulu - sternik japońskiego pochodzenia, młody Rosjanin chorąży Pavel Chekov czy główny mechanik o irlandzkich korzeniach Montgomery Scott. W serialu po raz pierwszy pokazano pocałunek pomiędzy białym mężczyzną – kapitanem Kirkiem a czarnoskórą kobietą - porucznik Uhurą, która z kolei była pierwszą kobietą sportretowaną na decyzyjnym stanowisku. Trzeba pamiętać, że były to lata sześćdziesiąte, czas zimnej wojny i nacjonalizmu, a kobiety traktowane były jako pracownik drugiej kategorii mający usługiwać mężczyznom. A tu mieliśmy tak różną kulturowo załogę, która efektywnie i zgodnie współpracowała dla dobra ludzkości. Tak jakby mówiono: "Spóżcie! Tak można!".

Serial od samego początku musiał sobie radzić z ograniczonym budżetem, stąd ciężar udźwignięcia widowiska spoczął na aktorach, odgrywanych przez nich postaciach i opowiadanych historiach. Częstym zabiegiem stosowanym przez scenarzystów było wysyłanie na misje Kirka i dwojga najbardziej różniących się temperamentem bohaterów – Spocka i doktora McCoya. Ich konfrontacje wprowadzały dodatkowy aspekt humorystyczny gdy tych dwoje wymieniało swoje „złośliwości”, równocześnie starając się ukryć jak bardzo zależy im na sobie (miedzy innymi kultowe powiedzenie doktora „Jestem lekarzem, a nie…” i tu dowolna profesja, której znajomość akurat by się przydała). Przyjaźń tych trojga bohaterów udowadniała, że można się szanować mając zupełnie odmienne poglądy.

Niewystarczające fundusze powodowały pewne braki w warstwie efektów specjalnych (np. w odcinku „Arena” gdy załoga napotyka obcy statek ten nie zostaje pokazany, gdyż model nie został wykonany), jak również w scenografii i charakteryzacji obcych ras. Zdecydowanie zbyt wiele kosmitów wyglądało dokładnie jak ludzie, bez żadnej charakteryzacji za to w specyficznych strojach. Tych którzy znają późniejsze serie i filmy (również te z oryginalną załogą) zdziwić może zwłaszcza przedstawienie Klingonów: raz, że wyglądających jak ludzie, bez charakterystycznego pofalowanego czoła, za to mocno opalonych i noszących się po wojskowemu. Dwa, że nie używają tu swojego charakterystycznego języka czy opartych na honorze zasad. Jak widać ich złożona kultura, tak uwielbiana przez fanów, powstawała stopniowo dopiero na potrzeby kolejnych produkcji.

Po pierwszej serii okazało się, że traktujące science fiction poważnie i poruszające dojrzałe tematy widowisko gromadzi przed telewizorami całkiem sporą grupę widzów, więc stacja NBC podjęła decyzję o nakręceniu drugiego sezonu. Jednak przesunięto jego emisję na późniejszą godzinę co spowodowało odpływ młodszych widzów i obniżenie oglądalności. Gdy trzeci sezon stanął pod znakiem zapytania do siedziby stacji przyszło ponad milion listów (więcej niż kiedykolwiek wcześniej w stosunku do jakiegokolwiek serialu) z prośbą o kontynuowanie serii. Okazało się też, że Star Treka oglądają naukowcy, studenci, nauczyciele czy lekarze – innymi słowy widownia „na poziomie” o którą warto było zawalczyć. Pod naporem fanów powstała kolejna seria, jednak kolejne pogorszenie czasu emisji i decyzja stacji o zmniejszeniu budżetu poskutkowały kolejnym obniżeniem notowań i ostatecznie wstrzymaniem produkcji.

Po tej decyzji NBC odsprzedało prawa do emisji kilku innym stacjom i dopiero tutaj rozpoczęła się prawdziwa popularność Star Treka. Okazało się bowiem, że kolejne retransmisje serialu przyciągają przed telewizory coraz większe rzesze widzów i gromadząc coraz większe zyski, gdyż fani nazywani teraz „trekkies”, lubowali się w wielokrotnym oglądaniu każdego odcinka, a wielu z nich pochwalić się może wręcz encyklopedyczną wiedzą na temat poszczególnych epizodów i serialowych realiów. Star Trek stał się kulturowym fenomenem dla niektórych urastającym do rangi religii, na jego temat napisano wiele poważnych prac naukowych i opracowań. Decyzję o zaprzestaniu produkcji uważa się dziś za jedną z najgłupszych w historii telewizji.

Na motywach Star Trek: The Original Series (w skrócie TOS, który to przydomek zyskał by wyróżnić go na tle powstałych później serii) powstało dziesięć filmów kinowych (w tym sześć z oryginalną obsadą i cztery oparte na kolejnej serii), kilka nowych seriali jak ST: The Next Generation czy ST: Voyager, seria animowana i niezliczona ilość komiksów, książek, albumów i innych wydawnictw. Wiele wątków nakreślonych w TOS doczekało się swoich kontynuacji w późniejszych produkcjach. Ciągle powstają też nowe fanowskie produkcje, a scenę tę można porównać jedynie do tej zebranej wokół Gwiezdnych Wojen (oba środowiska toczą też gorące dysputy odnośnie wyższości jednego uniwersum nad drugim). W dodatku współczesna popkultura pęka w szwach od różnej maści nawiązań do kultowej serii, a wiele innych produkcji, jak na przykład opisywany przez Bartka serial Big Bang Theory (polecam! http://poprzecinku.pl/art/teoria-wielkiego-podrywu/146), bez Star Treka nigdy by nie powstało lub wyglądałoby zupełnie inaczej.

W 2006 roku wytwórnia Paramount (obecny właściciel praw do franczyzy) wypuściła cyfrowo zremasterowaną do rozdzielczości HD wersję TOS. Odnowiony Star Trek, z na nowo nagraną ścieżką dźwiękową, poprawionymi efektami prezentuje się nawet nieźle, chociaż niektórzy stwierdziliby, że jest zaledwie znośny. Dodatkowo filmowcy uzupełnili niektóre braki, o których pisałem wcześniej i na nowo nagrali sekwencje kosmiczne. Żałuję tylko, że do odtworzenia tych ostatnich wykorzystano obrazy generowane komputerowo, które wyglądają nieco sztucznie, zamiast pokusić się o nagranie ich na nowo tradycyjną techniką z wykorzystaniem modeli.

Z kolei w 2009 roku J.J. Abrams nakręcił nowego kinowego Star Treka, który jest restartem całego uniwersum i pokazuje proces formowania się oryginalnej załogi. Niestety dopuszczono się wielu nieścisłości względem oryginału. W nowym filmie Kirk obejmuje dowództwo po admirale Pike’u, podobnie jak to miało miejsce w serialu, jednak tam Enterprise to już kilkunastoletni okręt natomiast tu dopiero co opuścił stocznię. W serialu Chekov miał 22 lata a Kirk 34, tutaj Chekov ma ich 17 (a w momencie wybudowania statku powinien mieć najwyżej 8), a Kirk jest niewiele starszy (dopiero co ukończył akademię i nie wygląda na trzydziestkę). Owszem założeniem fabularnym filmu jest powstanie alternatywnej rzeczywistości po zakłóceniu temporalnym, co mogło by tłumaczyć pewne zmiany, jak późniejsze wybudowanie statku, ale chyba nie zmianę relacji wiekowych bohaterów, a nawet jeśli to wydaje się to być naciągane. Nic więc dziwnego że dla prawdziwych trekkies nowy film jest niemalże bluźnierstwem, bo skoro ja zauważyłem te nieścisłości to co dopiero prawdziwi znawcy tematu.

Niemniej nie piszę tego by kogokolwiek zniechęcić do nowego filmu i wchodzącej pod koniec maja do kin kontynuacji. Wręcz przeciwnie: Star Trek Abramsa to dobry film, świetnie zrealizowany wizualnie i sprawnie poprowadzony. Jednak nie jest to film zrobiony dla fanów uniwersum, a dla szerokiej publiczności, przygotowany tak by to dla niej był atrakcyjny. Zrywa on z pewną teatralnością i statycznością dotychczasowych filmów, jednak gdzieś po drodze zagubiła się jego głębia, przesłanie, zachęta do refleksji nad ludzką naturą; ustępując miejsca dynamicznej akcji i pełnych efektów specjalnych sekwencjom. Co ciekawe również ten Star Trek musiał borykać się z ograniczeniami budżetowymi – filmowcy nie mieli pieniędzy na wszystkie scenografie, które by sobie zażyczyli stąd niektóre wnętrza statków grają prawdziwe miejsca jak fabryka piwa, czy magazyn. Podejrzewam, że po sukcesie komercyjnym, jakim okazał się ten film (najlepiej zarabiający Star Trek), sytuacja w kontynuacji nie powinna się powtórzyć.

Możliwe, że serial z lat sześćdziesiątych już dawno utracił atrakcyjność wizualną, momentami ocierając się o śmieszność i naiwność w przedstawianiu świata, jednak ja twierdzę, że wizja którą przedstawił Gene Roddenberry zasługuje na to by dać Star Trekowi szansę. Bo czyż myśl o zjednoczonej ludzkości, mogącej sięgać gwiazd i odkrywać nieznane światy nie jest kusząca? Czyż nie chciałoby się jak załoga Enterprise wyruszyć na gwiezdną wędrówkę aby przekonać się jakie niespodzianki skrywa dla nas wszechświat? No i ten statek! USS Enterprise NCC-1701. Nawet teraz po tylu latach jej sylwetka zadziwia elegancją i ponadczasowym designem, tak jak klasyczne włoskie auta sportowe.

*Nieoficjalne tłumaczenie frazy z czołówki serialu