Gazety na tablety - marsz!!!

Obrazek użytkownika Iwona Łapińska
11.10.2013

Jeszcze kilkanaście lat temu czytanie prasy wprost z komputera, smartfonu czy tabletu wydawało się co najmniej dziwne. Traktowane było raczej jako niepotrzebne unowocześnienie już i tak doskonałego systemu prasy drukowanej. Większość ludzi (w tym ja) deklarowało, że nigdy nie przestawi się na czytanie na ekranie. Czy jednak czasy, w których przychodzi nam żyć potrafią zmienić nasze przyzwyczajenia i wypowiadane dawniej poglądy? Wydaje się, że tak!

źródło: wikipedia.org; autor: Martouf fot. Martouf
  • źródło: wikipedia.org; autor: Design Continuum

Internet

Dziś intenet rządzi – szybki, łatwodostępny i w zasadzie wszechobecny, a e-biznes rośnie na jego barkach. E-kioski zachęcają nas do kupna e-prenumaraty naszej ulubionej gazety. Nie musimy nawet wychodzić z domu! Żadna szanująca się gazeta nie ogranicza się dzisiaj wyłącznie do wydań drukowanych. Nie masz wydania elektronicznego – nie istniejesz! Mimo, iż prasa drukowana stale odgrywa ważne miejsce w świecie mediów, to ta elektroniczna zyskuje coraz to nowe rzesze czytelników – coraz bardziej wybrednych i bezwględnie selekcjonujących czytane teksty.

Czy to zmusza nas – pisarzy, redaktorów, dziennikarzy do innego niż kiedyś pisania? Bardziej energetycznego i przyciągającego?  Zdecydowanie tak! W dobie przesytu treści w sieci jesteśmy narażeni na przeoczenie, a i dotarcie czytelnika do naszej twórczości nie daje gwarancji zapoznania się z jej treścią.

 

Jak czytają internauci?

Już w 1997 roku guru użyteczności – Jakob Nielsen jednozancznie odpowiedział na to pytanie. Otóż: nie czytają. Badania wskazały, że prawie 80% użytkowników sieci rozpoczyna przeglądanie strony od jej pobieżnego przeskanowania, a tylko 16% pozostaje na niej i czyta słowo po słowie.

Nawet, jeśli niektórzy blogerzy mówią, że nie obchodzi ich czy ktoś ich wogóle czyta, to nie jest to prawda. Każdy z nas pragnie być doceniony, chcemy aby nasza proza dotarła do jak największej liczby odbiorców. Z zasady, jeżeli piszemy ładnie, składnie i potrafimy bawić się słowem nie powinniśmy mieć problemu aby nas czytano. Jednak zły kanał dystrybucji może sprawić że teksty nawet najlepszego autora odejdą w zapomnienie. I tu z pomocą nadchodzą portale społecznościowe.

 

Którędy na fejsa?

Nie ma opcji nie ogłaszania się ze swoją twórczością za pośrednictwem facebooka. Wydaje się on ostatnim i najważniejszym ogniwem dotarcia do klienta/czytelnika. Po pierwsze konto oficjalne musi posiadać wydawca, tam musi się dziać. A jak się dzieje to są fani, im ich więcej, tym większa szansa rozpowszechnienia – lajki produkują lajki. Przeciętny użytkownik posiada ok. 130 znajomych i jest powiązany z minimalnie 80 obiekatmi społecznościowymi – stronami, grupami czy wydarzeniami.   50% użytkowników portali społecznościowych łączy się z nimi za pośrednictwem telefonów komórkowych i innych mobilnych rozwiązań, a to czyni ich dwukrotnie bardziej aktywnymi uczestnikami min. Facebooka.

 

Sztuczki przyciągające uwagę

Drogi czytelniku, jesteś ciekawy jakie sztuczki stosujemy, aby przykuć Twoją uwagę? Są bardzo proste:

  • Teksty dzielone na krótkie logiczne części – opatrzone intrygującymi i wskazującymi na ich treść śródtytułami,
  • Stosowanie akapitów – wielka ściana tekstu nie zachęca do czytania,
  • Stosowanie list i wypunktowań – takie formatowanie tekstu zawsze przykuwa uwagę internauty,
  • Wyróżnianie kluczowych fragmentów tekstu za pomocą pogrubionej czcionki,
  • Unikanie wielkich liter – są mało czytelne, a w dodatku w netykiecie oznaczają krzyk (żaden autor nie che podnosić głosu na swoich czytelników)

 

Co za dużo...

To, że czytanie na ekranie męczy potwierdzają nie tylko nasze codzienne doświadczenia, ale również specjalistyczne badania. Wynika z nich, że używając elektronicznego nośnika czytamy 25% wolniej niż mając przed sobą drukowaną kartkę. Bardzo ważną dla autora cechą jest bycie rzeczowym i konkretnym. Internet to nie miejsce na zamieszczanie wypracowań.

Dlatego też na tym akapicie – uznawszy temat za wyczerpany – kończę. 

Dało się to jakoś przebrnąć?