Gwiezdne wojny

Obrazek użytkownika Willy
5.10.2012

Co łączy piłkarskie światy Krakowa, Łodzi, Poznania czy Warszawy z futbolowymi realiami Mediolanu, Londynu, Glasgow albo Madrytu? Zdecydowanie różny poziom sportowy, ogromna dysproporcja środków finansowych zainwestowanych w  działalność klubów, inny zasięg marketingowy, sposób i skala pracy z młodzieżą…a to przecież ta sama dyscyplina sportu, w której chodzi o to, aby zdobyć o jedną bramkę więcej od przeciwnika. Jest jednak coś, wydarzenie, które sprawia, że serca kibiców biją jednakowo szybciej niezależnie od kraju, miasta i regionu. Derby. Emocje na długo przed spotkaniem. Medialne spekulacje, rozpatrywanie mocnych i słabych punktów każdej z drużyn, żmudne statystyki. Wreszcie pomeczowe analizy, komentarze i oceny. Pamięć kibiców o triumfie którejś ze stron aż do…następnych derbów! Czyż to wszystko nie wygląda podobnie w niemal każdym kraju, w którym piłka jest sportem narodowym?

Real kontra Barcelona. fot. http://www.flickr.com/photos/jansolo09/3495464936/ (CC BY-SA 2.0)

Wisła z Cracovią, ŁKS z Widzewem, Legia z Polonią – te pojedynki wywołują emocje szczególne, wśród kibiców lokalnych drużyn niestety negatywne. Ciekawe, że Poznań jest bodaj jedynym dużym miastem w Polsce, gdzie sympatycy miejscowych drużyn (Lecha i Warty) żyją w zgodzie. Za to spotkania Lecha z Legią już do spokojnych, zarówno na trybunach jaki i na boisku, nie należą. Nie inaczej jest w innych krajach Europy. Wystarczy wspomnieć odwieczną wrogość Milanu i Interu, piłkarskie wojny klubow z Manchesteru – City i United, religijne podłoże konfliktu fanów Celticu i Glasgow Rangers, czy gospodarcze derby zagłębia Ruhry pomiędzy Borussią Dortmund i Schalke 04 Gelsenkirchen. Podobne przykłady można wymieniać niemalże w nieskończoność. Każde derby mają swoją specyfikę, historię i tło społeczne, polityczne, ekonomiczne czy też wyznaniowe.

Są jednak derby inne niż wszystkie. Ze względu na swój zasięg, tradycję i temperaturę wydarzeń na boisku, pojedynki Realu Madryt z Barceloną są nieporównywalne z żadnymi innymi tego typu wydarzeniami na świecie.  Gran Derbi, El Clasico, czy jak kto woli, Derby Europy.

Wielka polityka.

Od zawsze walka na boisku tych dwóch klubów to coś więcej niż sport, to rywalizacja dwóch regionów: Katalonii i Kastylii. Świadczy o tym już samo motto Barcelony, doskonale widoczne gdy opustoszeje stadion Camp Nou. Odmienna barwa krzesełek tworzy napis: Mes que un club – Więcej niż klub. Katalońska drużyna jest symbolem regionu, który dążył i dąży do niepodległości. Te zapędy szczególnie krwawo i zdecydowanie były tłumione podczas rządów generała Francisco Franco, powszechnie uznawanego za kibica Realu Madryt. Z rąk jego zwolenników, podczas hiszpańskiej wojny domowej zginął prezydent Barcelony Josep Sunyol. Real to klub ze stolicy, która była ośrodkiem centralizmu, skupienia w jednym miejscu władzy i nadzoru nad państwem. Pisarz Manuel Vázquez Montalbán w jednej ze swoich powieści określił nawet Barcelonę jako „epicką broń kraju bez państwa”. W 1920 roku król Alfonso VIII nazwał Real Madryt "Królewskimi", dodając przy tym koronę herbowi. Korona ta, z krótką przerwą gdy Hiszpania była republiką, pozostała do dziś, wywołując nadal pewne kontrowersje. A propos…

Wielkie kontrowersje.

Jawna wzajemna niechęć obu drużyn dolewa oliwy do ognia. Podczas meczu walka toczy się o każdy metr boiska. Poza nim także nie jest przyjemnie. Wystarczy przypomnieć Luisa Figo. Wybitny portugalski skrzydłowy ośmielił się zmienić barwy klubowe, przechodząc z Barcelony do obozu największego wroga. Stał się dla Katalończyków wrogiem publicznym numer jeden. Restauracja należąca do Figo została zdemolowana, a podczas pierwszego meczu w barwach Realu na stadionie Barcy z trybun posypały się na piłkarza monety, butelki, a nawet…telefony komórkowe i świński łeb. Głównym zmartwieniem ostatnich selekcjonerów reprezentacji Hiszpanii jest to, aby konflikty powstałe w klubach nie przeniosły się do drużyny narodowej, której istotna większość to właśnie gracze ze stolic Katalonii i Kastylii.

Wielki biznes.

Gran Derbi to także wymierny sukces finansowy. Na płycie boiska biegają zawodnicy warci razem kilkaset milionów euro. Transmisje telewizyjne do niemal każdego zakątka globu generują ogromne przychody. Fantastyczna promocja ligi hiszpańskiej przyciąga sponsorów. Nie ma przesady w opinii, że te pojedynki to jedno z największych eksportowych dóbr narodowych Hiszpanii.

Wielki sport.

Mecze obu hiszpańskich potęg niemal zawsze stały na wysokim poziomie. Nic dziwnego, skoro w szeregach zarówno Realu jak i Barcelony występowali wirtuozi światowego futbolu. Di Stefano, Kopa, Puskas, Amancio, Gento, Butragueno, Sanchez, Suker, Mijatovic w białych barwach. W bordowo-granatowych Kocsis, Neeskens, Cruyff, Maradona, Schuster, Koeman, Stoiczkow, Rivaldo, Romario. Wymieniłem jedynie niektórych i to z czasów już odległych. Poziom wyszkolenia technicznego i taktycznego obu drużyn, piękne bramki, zaangażowanie i wola zwycięstwa za wszelką cenę czyniły Gran Derbi widowiskami, o których pamiętano latami. Często lepsze lata jednej ze stron były jednocześnie gorszym okresem dla drugiej. Widoczne jest to szczególnie w ostatnim 15-leciu potyczek gigantów. Przełom wieków i pierwsze lata po roku 2000 to przewaga Królewskich z Madrytu. 1998, 2000, 2002 – trzykrotnie zdobyty Puchar Europy miał swoją wymowę. Słynny projekt prezesa Florentino Pereza „Zidanes y Pavones” zakładał budowę drużyny w oparciu o światowe gwiazdy uzupełniane wychowankami. Tak powstali Galactikos – drużyna marzeń, w której występowali tacy piłkarze jak Figo, Zidane, Roberto Carlos, Beckham, Raul, Ronaldo. I mimo, że z czasem projekt ów się wypalił, to jednak przez jakiś czas osiąganymi sukcesami i niebotycznym poziomem rozpalał wyobraźnię milionów kibiców. Nadchodziła już jednak era Barcelony, zespołu opartego na innej filozofii. Duma Katalonii postawiła na wychowanków wspieranych przez gwiazdy, ale gwiazdy pasujące do stylu gry zespołu, który charakteryzował się długim utrzymywaniem się przy piłce i konstruowaniem akcji ofensywnych poprzez dziesiątki podań. Najpierw m.in. Eto’o, Ronaldinho i Xavi, a poźniej także Messi, Villa, Pedro czy Iniesta sprawili, że kibice z Camp Nou mogli cieszyć się z przewagi nad odwiecznym rywalem z Santiago Bernabeu. Ostatni sezon to jednak powrót Realu do gry. Drugi rok pracy Jose Mourinho zaowocował mistrzostwem Hiszpanii i wygranym El Clasico na gorącym terenie rywala.

Rozpoczęte niedawno rozgrywki 2012/2013 zapowiadają się szalenie pasjonująco. Cristiano Ronaldo, Benzema, Ozil, Di Maria czy Messi, Xavi, Fabregas, Iniesta? Czy Modrić okaże się rozgrywającym zdolnym rozmontować obronę Barcelony? Czy powrót po kontuzji Davida Villi pomoże pokonać Casillasa?

Wielki mecz

Już w niedzielny wieczór.