Hipsterzy, wszędzie hipsterzy!

3.07.2013

Przyglądam się ludziom jadąc na moim miejskim rowerze. Mam dziś na sobie spodnie w jaskrawym kolorze, koszulkę z grafiką łączącą typografię z pop-artem. Na nosie okulary tej samej firmy co buty, z których wystają skarpetki w dosyć wesołych kolorach. Przez ramię przerzuciłem torbę w której trzymam analogowy aparat. Na lewym nadgarstku mam trzydziestoletni radziecki zegarek. Jestem hipsterem? Cholera, nie mam ajfona, nie lubię kawy ze starbaksa, nie mam konta na majspejsie, nie znam się na modzie i trendach w sztuce nowoczesnej (nie potrafię się zachwycać obrazem, na którym inni podziwiają czarny kwadrat). Kim więc jestem, muszę się szybko zaszufladkować.

hipsterzy

Nie zliczę teraz sytuacji, w których ktoś zachowanie nietypowe nazwał hipsterskim. „Ale z niego hipster” słyszałem, kiedy ktoś wyglądał inaczej niż tłum wokół niego. „Hipsterskie okulary” to każde inne od standardowych z ciemnymi, bądź srebrnymi oprawkami. Buty hipsterów to koniecznie trampki znanych amerykańskich firm. Hipster nie słucha muzyki popularnej, nie przystoi mu – jest otwarty na alternatywę, z którą Ty nie masz szans się zetknąć, bo nie bywasz w hipsterskich miejscach z meblami z europalet, wystrojem rodem z PRL-u i tworzoną na bieżąco sztuką. Gdybyś tu wszedł bez szalika w lecie, grzywki opadającej na okulary w rogowych oprawkach i bez ostatniego numeru czasopisma Vice, poczujesz chłód i odrzucenie. Jesteś taki mainstreamowy.

Czym jest hipster? Urban Dictionary podaje, że to subkultura, której istotą jest deklarowana niezależność wobec głównego nurtu kultury masowej, podkreślanie swojej indywidualności i wyjątkowości. Co ciekawe, hipsterzy są dumni z takich zachowań i są skłonni sami siebie hipsterami nazywać. Zaraz, zaraz, czy to oznacza, że narzucają sobie zachowania mocno skatalogowane i objęte określonymi zasadami? Nie, bo określanie hipstera odbywa się zawsze w oczach mainstreamowego szarego człowieka. Choćbyś ubierał się tak jak wszyscy, słuchał najpopularniejszego radia, a produkcje z Hollywood połykał w całości, możesz zostać hipsterem, bo może robisz to wszystko ironicznie – w ten przewrotny sposób jesteś wyjątkowy (i jak się okazuje masz ogromne poczucie humoru i dystansu do siebie).

Dlaczego tak łatwo nadaje się miano hipstera? Uwielbiamy wytykać palcem tych, którzy mają czelność wychylać się z homogenicznego tłumu. Za dużo kolorów oznacza, że ktoś uważa szarzyznę za gorszą. Skoro tak, szarak musi z tym walczyć bo to osobista obelga i potwarz. Ten osobnik, który śmie nosić kolorowe skarpetki i posługiwać się radzieckim aparatem fotograficznym jest inny, a w społeczeństwie zawiedzionych rozwojem cywilizacji inność jest zawsze gorsza. Żeby było śmieszniej, poza wyjątkami potwierdzającymi regułę, każdy z nas jest inny; do nazywającego hipsterów hipsterami należy prawo oceny którą inność uznać za gorszą od dobrze znanej, niewychylającej się inności mojej, ciasnej, ale własnej.

Dobra, dobra, odbiegamy od tematu. Miałem się tu przecież określić, a mydlę czytelnikom oczy. Boję się wskoczyć do odpowiedniej szuflady. Będę się bratał z hipsterami popijając wymyślną kolę za 10 zł (i to tylko 0,33 litra), a później wskoczę w koszulę i krawat, pójdę do pracy w korporacji, albo zabiorę żonę do snobistycznej restauracji. Nazwij się, natychmiast! Jak możesz przeskakiwać pomiędzy hipsterstwem a mainstreamem. W tej chwili wyrzuć swoje płyty z muzyką alternatywną, albo rzuć pracę i zostań niezależnym artystą. Albo wóz, albo przewóz. Szuflada rzecz święta.

To ja zrobię na złość wszystkim, wszem i wobec. Będę sobą i nadal będę składał swoją osobowość z zainteresowań tak wobec siebie odległych i niepasujących, że ci, którzy próbują mnie sklasyfikować, dostaną gorączki, a później jakimś grubym pisakiem nabazgrzą kolejny napis na kolejnej szufladzie. W tym zmieniającym się bez przerwy świecie zostawię sobie odrobinę pola na improwizację; jeśli zapragnę, będę się wyrywał z tłumu, żeby poeksperymentować sam ze sobą. Dla żartu nazwę się dziś hipsterem podziwiając fotografie młodych artystów, a jutro po polsku - nie, po ludzku – skomentuję idiotyczny ubiór ekscentrycznego jegomościa z niezależną miną wyższości nad szarzyzną.

Kolorów życzę, wszystkim. Cieszmy się z tego, że możemy się różnić.