Hobbit: Pustkowie Smauga

Recenzja filmu

Obrazek użytkownika Brama
30.12.2013

Wstęp rezerwuję dla tych, którzy Śródziemie znają tylko z filmów Petera Jacksona. Poza ten akapit czytać nie musicie, a nawet byłoby to niewskazane gdyż zdradzam tu wydarzenia, które dla znających na pamięć książki Tolkiena fanów żadnym zaskoczeniem nie będą, Wam zaś mogą popsuć zabawę wynikającą z ich odkrywania. Dla Was mam tylko kilka słów: Jeśli spodobała wam się część pierwsza – idźcie do kina. Kontynuacja jest nawet lepsza (choć moja Najmilsza stwierdziła odwrotnie, bo w Niezwykłej podróży było więcej scen komediowych). Jeśli uwielbiacie trylogię Władcy Pierścieni – idźcie do kina. Nie gwarantuję, że film spodoba Wam równie mocno, ale odnajdziecie tu mnóstwo nawiązań do przygód Drużyny pierścienia. Chociaż film nie jest może dziełem na miarę poprzedniej trylogii reżysera to ma nad nią jedną przewagę: Bilbo, grany przez Martina Freemana, to ciekawsza i barwniejsza postać niż wymoczkowaty Frodo, bardziej nadająca się na głównego bohatera. Tak więc idźcie do kina. Warto.

Hobbit: Pustkowie Smauga Hobbit: Pustkowie Smauga | © 2011 New Line Productions, Inc.
  • Hobbit: Pustkowie Smauga
  • Hobbit: Pustkowie Smauga
  • Hobbit: Pustkowie Smauga
  • Hobbit: Pustkowie Smauga

Co się zaś tyczy fanów książkowego Śródziemia sprawa nie jest taka prosta. Na film z całą pewnością warto się wybrać, ale to na ile będziecie zadowoleni z seansu zależy od tego na ile tolerancyjni jesteście na odstępstwa od książkowego materiału.

Sprawa ma podłoże matematyczne. Trzy tomy Władcy pierścieni przekłuto na trzy filmy trwające łącznie około dziewięć godzin. Adaptacja była dosyć wierna i jeśli nie liczyć skrótów i drobnych uproszczeń (gdzie wcięło Toma Bombadila?!?) o dużych odstępstwach od oryginału mówić nie można. Nie ma na nie miejsca, bo materiału starczyło by na dwukrotnie dłuższe filmy. Z Hobbitem, książeczką o objętości mniej więcej połowy jednego tomu Władcy, jest dokładnie odwrotnie. Co prawda książka jest bardziej skondensowana od trylogii, nie ma tu jej charakterystycznych dłużyzn i ciągle coś się dzieje. Stąd też moje twierdzenie, że wystarczyło by Hobbita na dwa filmy po ok trzy godziny. Tu jednak pojawia się wątek finansowy – producenci chcieli trzy filmy. Może więc wystarczyło sześć godzin materiału podzielić na trzy dwugodzinne filmy? Być może Peter Jackson stwierdził, że widzowie mogliby się poczuć oszukani takim obrotem spraw, więc postanowił oszukać ich jeszcze bardziej – zmyślając jakieś trzy godziny wydarzeń, których w książce próżno szukać.

O ile Niezwykła podróż (kto wpadł na ten genialny pomysł aby „unexpected” przetłumaczyć jako „niezwykła”?) jeszcze dość wiernie trzymała się książkowych wydarzeń, tu czy tam dodając jedynie coś od siebie – jak krytykowane wątki Radagasta czy Azoga Plugawego, o tyle w Pustkowiu Smauga odstępstw jest znacznie więcej. Aż strach pomyśleć co będzie dalej, w trzeciej części, jeszcze się okaże, że wszystkie krasnoludy szczęśliwie przeżyły zawieruchę a do bitwy pięciu armii nie doszło (nie, tu trochę przesadzam, kto by sobie odpuścił możliwość ukazania wielkiej sceny batalistycznej? Na pewno nie Jackson).

Już w pierwszym filmie nie spodobało mi się ukazanie sceny w której Bilbo wchodzi w posiadanie pierścienia. To, że dokładnie widzi iż ten wypadł Gollumowi, ale i tak zabiera go jak złodziej, podczas gdy w książce znalazł go przypadkiem. Znajduje to poniekąd uzasadnienie w kontynuacji, gdzie już widzimy wpływ jaki pierścień wywiera na hobbita, a najdokładniej w świetnej scenie walki z wielkimi pająkami w Mrocznej Puszczy. Odnoszę wrażenie, że twórcy chcieli w ten sposób upodobnić do siebie obie trylogie, mocniej zaznaczyć, że to to samo uniwersum. A także zagęścić nieco atmosferę i pokazać, że już teraz sprawa toczy się o wysoką stawkę. Stąd też takie zabiegi, jak również wprowadzenie postaci Legolasa czy wątku miłosnego, bez których ten film spokojnie by się obył, a które ja odbieram jako wrzucone na siłę.

Przeinaczono także wątek Beorna, nadając mu więcej dramatyzmu czyli zupełnie zmieniając sposób w jaki krasnoludy trafiły do jego domostwa. Tak samo z więzienia u leśnych elfów Bilbo uwalnia kompanię niemalże od ręki, z kolei ucieczka w beczkach przemienia się w prawdziwą bitwę na rzece (świetnie zrealizowaną trzeba przyznać). Rola Barda z Miasta na Jeziorze została znacznie rozbudowana (a w kolejnej części postać ta zapewne jeszcze zyska na znaczeniu) natomiast spotkanie Bilba ze Smaugiem choć początkowo przebiega według książkowych ram to szybko zamienia się w zabawę w kotka i myszkę z udziałem wszystkich krasnoludów, które akurat wybrały się na do Samotnej Góry (bo część nie wiedzieć czemu się nie wybrała, zostali w pływającym mieście). Zabawę dość widowiskową i cieszącą oko - przyznaję.

Jak widać zmian jest sporo, ale muszę przyznać, że nie przeszkadzają mi one tak jak wątki dodane do pierwszej części. Film ogląda się bardzo przyjemnie, niemal cały czas trzyma w napięciu, nie uświadczymy tu dłużyzn z poprzedniej części, ciągle coś się dzieje a akcja prze do przodu niczym taran. Warto oczywiście pochwalić stronę techniczną filmu, wszystko wygląda przewspaniale i tylko czasami rzuca się w oczy kręcenie scen „pod 3D”, co na szczęście nie psuje odbioru całości. Dobrą robotę odwala też muzyka, choć może nie jest tak dobra jak we Władcy to chyba jednak lepsza niż w Nieoczekiwanej podróży. Pustkowie Smauga jest filmem długim i chociaż te prawie trzy godziny spędziłem przyjemnie to w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy przez pomyłkę nie puszczono mi od razu części trzeciej. Ukazane wydarzenia wydają się iść tak daleko, że aż zastanawiam się co oprócz bitwy pięciu armii pozostanie na zwieńczenie trylogii. 

Mam nadzieję, że tendencja zwyżkowa utrzyma się również w „Tam i z powrotem” gdyż, tak jak już pisałem we wstępie, odebrałem ten film jako lepszy niż Niezwykłą podróż. I tylko szkoda, że tak nagle się urywa…

Hobbit: Pustkowie Smauga

Reżyseria:
Zdjęcia:
Czas trwania:
161 min.
Premiera:
27.12.2013 (Polska), 02.12.2013 (świat)
Ocena:
8
10
Zrecenzował: