A ja jaj, Puerto Rico (cz. 3)

Obrazek użytkownika Robert Sierocki
27.08.2013

Połączenie egzotycznej przyrody z przyjaznym nastawieniem tamtejszych mieszkańców sprawia, że Karaiby są idealnym miejscem do zwiedzania i odpoczynku.

Mieszkańcy St. Kitts | fot. Robert Sierocki Mieszkańcy St. Kitts | fot. Robert Sierocki

Ostatnią wyspą, którą zwiedziliśmy ze statku, była St. Kitt’s. Po wyjściu na brzeg przeszliśmy w stronę wyjścia, gdzie zaskoczyła nas ilość sklepów tzw. Duty Free. Rzeczywiście, zakupy były bardzo udane, np. 1 litr wódki smakowej Absolut gruszkowy kosztował mniej niż 20$! Potem poszliśmy w miasto – stolicę wyspy Bassettere. Ludzie są tam bardzo mili i przyjaźni. Czuliśmy się bardzo bezpiecznie. Mieliśmy wrażenie, że nie jest tu tak bogato jak na St. John’s, ale nie tak ubogo jak na Santa Lucia. Zwiedziliśmy m. in. 3 kościoły:

1. Protestancki – odbywało się tam tzw. Christmas Party (był to okres przedświąteczny) dla obywateli seniorów wyspy. Grała orkiestra, stoły były zastawione przekąskami i napojami. Część uczestników tańczyła i wszyscy się do nas uśmiechali. Dało się wyczuć, że panowała tam bardzo sympatyczna atmosfera.

2. Anglikański – odbywała się tam próba chóru z wyspy Antigua przed występem w noc bożonarodzeniową. Podszedł do nas pastor i wywiązała się sympatyczna rozmowa. Powiedzieliśmy, że jesteśmy z Polski. Doskonale wypowiedział słowo „Warszawa”. Opowiadał nam o polskim księdzu, który przez kilka lat mieszkał w pobliskiej parafii. A chór pięknie śpiewał Requiem Brahmsa. Joanna, uczestniczka podróży, jako wykwalifikowana śpiewaczka operowa, stwierdziła, że chór brzmiał imponująco.

3. Katolicki – była tam próba przedstawienia świątecznego młodzieży szkolnej.

Centrum miasta Bassettere | fot. Robert SierockiW centrum miasta zwiedziliśmy uroczy pomnik na Placu Niepodległości. Następnie udaliśmy się do uboższej dzielnicy i zrobiliśmy zakupy w tamtejszym mini-markecie. Wyglądał jak duży, nieco zaniedbany garaż. Kupiliśmy tam lokalną kawę, sos chilli, dżem z gujawy pakowany w woreczku foliowym. Po czym udaliśmy się w stronę statku, gdzie dokończyliśmy zakupy w Duty Free.Playa Flamenco | fot. Robert SierockiPark Narodowy El Yunque | fot. Robert SierockiObserwatorium Arecibo | fot. Robert Sierocki

Z Karaibów przywieźliśmy przepis na poncz rumowy, tzw. rum punch:
1 of sour, 2 of sweet, 3 of strong and 4 of week.

W dowolnym tłumaczeniu:
1 miarka soku z cytryny, 2 miarki cukru trzcinowego, 3 miarki rumu, 4 miarki soku lub wody. Wszystko mieszamy i delektujemy się karaibskim smakiem.Plaża w dzielnicy Isla Verde w San Juan | fot. Robert Sierocki

Podczas całego pobytu na Karaibach Joanna wykazała się nietuzinkowym poczuciem humoru. Oto „złote myśli” Joanny:

  1. „Telefon w nocy dziwnie pikał, pewnie przekroczyliśmy równik” podczas nocy 
    na statku płynącego na Barbados.
  2. „Pół magik, pół Węgier” po pokazie iluzjonisty karcianego z Węgier.
  3. „Wiem, że jest późno, już nie będzie wcześniej” po spóźnionej pobudce.
  4. „Po co znowu robić zdjęcie, przecież te wyspy z brzegu wyglądają tak samo” 
    po zacumowaniu do ostatniej wyspy podczas rejsu statkiem.
  5. „Jak oni mogą tu mieć buty zimowe, skoro tu nigdy nie ma zimy” podczas zakupów 
    w  miejscowości Barcelonetta.
  6. „Powinnam wypisać się z tej mojej rodziny” po kolejnej rozmowie telefonicznej z jej mamą.
  7. „My tu już byliśmy, to była nasza pierwsza toaleta” podczas przejazdu obok kolejnego outletu handlowego.

„Wzięłam tabletkę nasenną. Nie dożyję jutra jak Heath Ledger” podczas ostatniej nocy w Puerto Rico na Isla Verde.Stary cmentarz w San Juan, tuż nad brzegiem oceanu | fot. Robert SierockiPlac Kolumba w San Juan | fot. Robert Sierocki

Poprzednie części reportażu:
A ja jaj, Puerto Rico
A ja jaj, Puerto Rico (cz. 2)