Jak kpić z dobrych ludzi

Obrazek użytkownika Filip Krause
6.10.2014

Zastanówcie się przez chwilę ile razy w życiu zdarzyło wam się wyciągnąć z portfela kilka złotych i podarować je nieznanej osobie, tylko dlatego, że o to poprosiła. „Panie kierowniku, pożycz pan złotówkę”, „szefie, brakuje do wina”, „dwadzieścia groszy, na bułkę” - różne są sposoby, różnie działają. Nie daję nigdy nikomu! Mówią mi dobrzy ludzie: ale mógłbyś im kupić im coś do jedzenia. Ten tekst będzie o tym, dlaczego tym bardziej nigdy nikomu....

fot. Sebastian Mary/flickr (CC BY-SA 2.0)

Wracam do domu z pracy. Wiem, że niewiele będę miał z tego dnia, że już wypompowałem się psychicznie. Liczę w myślach ile czasu zostanie mi dla syna, zanim ten zaśnie. Kiedy z głowy uciekają na kilka godzin sprawy służbowe, ich miejsce zajmują te dużo ważniejsze: mam nadzieję, że junior będzie zdrowy; muszę rozplanować wydatki do końca miesiąca...

- Proszę pana, jedno pytanko – ktoś przerywa moje rozmyślania.
- Tak, słucham – zwalniam kroku, ale się nie zatrzymuję.
- Jestem głodny, nic dzisiaj nie jadłem – mówi nieznajomy równając krok. Czekam - proszę mi kupić spaghetti.
Czy ja śnię? Trafiłem na miłośnika włoskiej kuchni. Rozglądam się i widzę w pobliżu pizerrię – jadałem tam już, mają dobre jedzenie i uczciwe za nie ceny.
- Nie – odpowiadam krótko, odchodząc.

„Dlaczego nie kupiłeś mu tego jedzenia?”, rzecze żona (ma dobre serce). Mógłbym dać na poczekaniu kilka odpowiedzi:
- bo nie przekonał mnie, że to dla niego bardzo ważne,
- bo daleko mu było do głodowania,
- gdyby chciał, wytrzeźwiałby i poszedł do schroniska/poszukał pomocy (skąd wiem, że był pijany? Nie wiem – jeśli nie, problem jest tym mniejszy)
- sam muszę wybierać co kupić/jestem odpowiedzialny za siebie i za was, kochanie...

Myślałem o miłośniku makaronów przez kilka następnych dni. „A może moje myślenie jest ułomne”, zastanawiałem się. Pieniądze przestałem dawać po serii artykułów, felietonów i reportaży o dobrze zorganizowanym żebraczym interesie (zresztą wystarczy poczytać o starożytnym Rzymie, albo poznać „Katedrę Marii Panny w Paryżu” Victora Hugo). Traf chciał, że zdarzyła się sobota i w tę sobotę stał się traf.

Siedzimy, rozmawiamy, odzywa się dzwonek do drzwi.
- Kupiłby pan siatkę zakupów?
- Co kupił?
- Siatkę, mamy zakupy, za 15 złotych puścimy.
- Co za zakupy?
- Pan otworzy, niech pan przejrzy, 15 złotych i nas nie ma.

Przy drzwiach już tłumek zdziwionych. Otworzyło się, przejrzało się: chleb krojony pakowany, serek wiejski sztuk 4, serek topiony (firmowy), baleron krojony pakowany, batonik, mielonka, parówki, kiełbaski, napój gazowany...
Domyślacie się już? Wiecie skąd zaradni panowie mają niniejszy zestaw na sprzedaż za 15 złotych?
- Widziałem ich, widziałem jak zaczepiali i jak prosili pod Stonką (nazwa zwierzęcia zmieniona) – mówi P., człowiek tak biedny jak uczciwy (ma miękkie serce i miękką d...). Przez długie lata pracował na nędznej posadzie, bo była stała i zapewniała pewną pensję. Dziś nie ma nic i jest już zbyt „dojrzały” by móc mieć coś. Zapada niezręczna cisza.

Nie daję, nie kupuję, nigdy nic nikomu, kochanie.