Jamas! - znaczy "na zdrowie!"

Obrazek użytkownika Weronika
10.07.2014

Peloponez - to tu wszystko się zaczęło. Strategiczne miejsce na mapie starożytnej Europy. Obiekt wielu walk i wojen. Peloponez – wyspa Pelopsa, tak piękna i tak niedoceniana. Od lat będąca w cieniu okolicznych wysp, na które ściągają co roku miliony turystów z całego świata. A Peloponez leży niewzruszony, zachowując swój urok i prawdziwe oblicze. Tutejszy krajobraz jest bardzo zróżnicowany. Są lasy, pola uprawne, hektary winnic i góry opasane plażami, niczym nie ustępują urodzie pobliskich wysp. Znajdziemy tu liczne zabytki będące niemym świadectwem naszej cywilizacji, urocze małe miasteczka, górskie wioski i prawdziwą grecką gościnność. Do tego pyszne białe wino i niesamowicie dobre jedzenie.

Philipeon Olimpia Philipeon Olimpia | fot. Weronika Leciejewska

Na poznanie Peloponezu potrzeba dużo czasu. Nie tylko ze względu na ogromną ilość atrakcji, sporych odległości i miejsc wartych odwiedzenia, ale także dlatego że to prawdziwa Grecja, a tam wszystko odbywa się powoli – siga, siga.

 

Nieodkryty Peloponez

Moja przygoda, zaczyna się w porcie w Kyllini na północy półwyspu. Wczesnym rankiem dobijamy do brzegu. Pogoda, jak na Grecję przystało, dopisuje. Zanim jednak zejdziemy na ląd, mogę poobserwować lokalne życie portowe. Najpierw ze statku wydostają się samochody, na nabrzeżu rozkładają swoje przewoźne stoiska sprzedawcy warzyw i owoców. Poruszają się w wraz z grupką osób schodzących ze statku. W międzyczasie zjeżdżają się kolejni pasażerowie, chcący wrócić na Zakynthos, skąd przypłynęliśmy. Dalej ustawiają się taksówki i wyłapują potencjalnych klientów. Wszystko ma tu swój określony rytm, o dziwo przecież to Grecja! Na nas czeka już autokar, jedziemy odkrywać półwysep.

Pierwsze wrażenie wypada dość słabo. Krajobraz mało urozmaicony, pola uprawne ciągną się w nieskończoność, a na ulicach większych miast panuje totalny bałagan. Myślę sobie – jak tak wygląda prawdziwa Grecja, to chcę wrócić na piękny, uporządkowany Zakynthos i pocieszyć oko tym nieskazitelnym widokiem. Na szczęście, im dalej w ląd, tym robi się co raz ładniej.

Śmieci na ulicach znikają, a może to ja się przyzwyczaiłam? Na horyzoncie zarysowują się góry, a gdzie nie spojrzeć ciągną się gaje oliwne. Nic dziwnego w końcu Grecja należy do wielkiej trójki producentów oliwy, zaraz obok Hiszpanii i Włoch. Rocznie na jednego Greka przypada statystycznie 20 litrów oliwy! Kręte drogi prowadzą nas po górach, a widoki zapierają dech w piersiach. Zanim jednak wjedziemy w wysokie góry odwiedzamy starożytną Olimpię.

 

Olimpijski ogień

Antyczny kompleks zajmuje olbrzymią powierzchnię odpowiadającą wielkości współczesnych wiosek olimpijskich. Potężne drzewa dają przyjemny cień i wytchnienie w ten gorący dzień. Dzięki  temu zwiedzanie to czysta przyjemność. To tu zrodziła się idea Igrzysk Olimpijskich, kiedy to raz na 4 lata zaprzestawano wojen, by w iście szlachetnym tonie współzawodniczyć. Pierwsze udokumentowane igrzyska odbyły się w 776 roku p.n.e i jest to zarazem pierwsze wydarzenie w historii Grecji o dokładnie określonej dacie. Igrzyska Olimpijskie związane były z kultem bogów i zgodnie z różnymi legendami to oni je zapoczątkowali. Współczesne Igrzyska po raz pierwszy odbyły się w 1896 roku w Atenach. Spacerując wśród antycznych ruin nie sposób nie poczuć podniosłej atmosfery olimpijskich zawodów. W centralnym punkcie placu wyraźnie wznoszą się ruiny świątyni Zeusa – to największy obiekt w całym kompleksie. Świątynia powstała w V w p.n.e, kiedy Igrzyska zyskały już światową sławę. O ich potędze świadczy fakt, że świątynia Zeusa była tak duża jak ateński Partenon. Dziś z ziemi wyrastają jedynie kolumny, większa część została zniszczona podczas trzęsienia ziemi. Pozwala to jednak wyobrazić sobie potęgę Zeusa. Nim dojdziemy do najważniejszego punktu wioski olimpijskiej – stadionu, mijamy Gimnazjon. To miejsce, gdzie nadzy zawodnicy ćwiczyli i pokazywali, że są gotowi do walki by sięgnąć po najwyższe trofeum. Tuż obok, zarysowują się kształty warsztatu Fidiasza, w którym wykonano ogromny posąg Zeusa – jeden z 7 cudów antycznego świata. Zbliżając się do stadionu mijamy Świątynię Hery. To tu za pomocą wklęsłego zwierciadła i promieni słonecznych zapala się ogień olimpijski, który później przenoszony jest na główny stadion. Zanim jednak znajdziemy się na głównej arenie, przechodzimy przez długi tunel i pod łukiem z III wieku. Dla wielu znalezienie się na arenie sportowej walki w starożytnej Olimpii to marzenie życia. Tutaj się wszystko zaczęło.

Pozostałości Gimnazjonu

Nieopodal ogromnego stanowiska archeologicznego, znajduje się Muzeum Archeologiczne, jedno z najważniejszych w całej Grecji. Znajdziemy tam cenne zbiory, takie jak posągi ze świątyni Zeusa i Hery, a także bogini zwycięstwa Nike. Najcenniejszym eksponatem w Muzeum jest posąg Hermesa Praksytelesa. Jest to najlepiej zachowany posąg z czasów klasycznej Grecji. Boski posłaniec przedstawiony jest w swobodnej pozie, trzymający na ręku małego Dionizosa. Posąg został wykonany z dbałością o najmniejszy detal, widoczne są najdrobniejsze szczegóły, dzięki czemu można przypuszczać iż model faktycznie tak wyglądał.

Posąg Hermesa Praksytelesa

Opuszczamy starożytną Olimpię, kierując się na wschód w kierunku Argolidy. Przez dość wysokie góry prowadzi niewiele autostrad, te które są, znacznie przyspieszają drogę. Mając w głowie europejskie standardy zaplecza autostrad, decydujemy że to będzie najlepsze miejsce na toaletę. Ku naszemu wielkiemu dziwieniu, toalety na greckich autostradach to 2 zwykłe, samotnie stojące toi toie. Czym jeszcze nas Grecja zaskoczy?

 

Hydra – wyspa artystów

Po długiej i męczącej drodze na Półwysep Argolidzki, następnego dnia płyniemy na Hydrę. To wyspa leżąca dokładnie naprzeciwko, jakieś 30 minut rejsu motorówką. Miejsce znane z tego, że jest znane, zwłaszcza wśród lokalnej bohemy i artystów z całego świata. Krążą już legendy kto tam nie ma swojego domu lub chociażby apartamentu.

Hydra, postój taksówek

Unikalność wyspy polega na tym, że  w ogóle nie ma tam ruchu kołowego. Brak tam samochodów czy nawet rowerów. Cały ruch odbywa się pieszo lub na osiołkach. Od strony morza, wyspa i port prezentują się zjawiskowo. Kaskadowo ułożone białe domki, kryte czerwoną dachówką i małe wąskie uliczki, pokrywają zbocza półkolistej zatoki. W porcie gromadzą się jachty pod banderami z całego świata. Nasza motorówka sprawnie wpływa do portu – jesteśmy jeszcze przed sezonem i to w dodatku w środku tygodnia. W weekend z pewnością nie byłoby tak łatwo, kiedy to hotele pękają w szwach, a z tawern wydobywa się gwar biesiadujących do białego rana.

Malowniczny port na Hydrze

Większość zabudowy to wille powstałe w XVIII wieku. Jeden z domów należy do Leonarda Cohena. Tutaj ponoć powstawały jego największe przeboje. W mieście znajduje się też Muzeum Morskie i Szkoła Kapitańska. Na Hydrę płynie się jednak nie dla zabytków, a dla lokalnego klimatu i krajobrazu. Pełno tu małych kawiarenek, tawern i sklepików. Każdy zakamarek tego miasta jest piękny, ukwiecony i dający wytchnienie.  Ceny jednak są najlepszym świadectwem renomy wyspy. Warto zatem oddalić się od portu by w bocznej uliczce znaleźć lokalną tawernę i zamówić pół kilo (!) białego wina w przystępnej cenie.

 

Nafplio – pierwsza stolica

Liczba miejsc, które trzeba zobaczyć na Peloponezie jest ogromna. W zasadzie, co rusz napotykamy ślady antycznych miast, a przypadkowo odkryty kamień może mieć dużą wartość historyczną. Miejsca, które wydają się być jedynie tworem wyobraźni istnieją naprawdę i znajdują się właśnie tu. My kierujemy się do Nafplio jednego z ładniejszych miast Peloponezu. Wyjątkową urodę nadaje miastu średniowieczna architektura, pochodząca z czasów okupacji weneckiej. Z okolicznych wzgórz roztacza się piękny widok na zatokę i  pobliskie góry. Nad miastem wznoszą się ruiny twierdzy Palmadi, do której wiedzie jedynie 999 schodów. Na sąsiednim wzgórzu zarysowuje się druga twierdza Its Kale, leżąca w miejscu dawnego akropolu. Najsłynniejszym widokiem z Nafplio jest trzecia twierdza, zwana twierdzą Bourtzi i znajdującą się na wysepce pośrodku zatoki. W czasach wspomnianej już okupacji weneckiej, twierdza odegrała dużą rolę. Można było z niej całkowicie zablokować jedyną drogę morską wiodącą do miasta. Po burzliwych czasach, w twierdzy urządzono dom dla miejscowego kata, a później luksusowy hotel. Obecnie stoi pusta i stanowi malowniczy obiekt w krajobrazie miasta.

Twierdza Bourtzi Nafplio

Dla Greków Nafplio ma szczególne znaczenie. W latach 1829 – 1834 miasto pełniło rolę pierwszej stolicy młodego, niepodległego państwa, zanim została przeniesiona do Aten. Dziś Nafplio jest znane głównie nowożeńcom, bowiem właśnie tutaj najczęściej przyjeżdżają młode pary by cieszyć się swym miesiącem miodowym. Miasto uważane jest za jedno z najbardziej romantycznych miejsc w całej Grecji.

Nafplio

Po romantycznych uniesieniach jakich przysporzyło nam to malownicze miasto i krótkim spacerze, lekko rozkojarzeni udajemy się w dalszą drogę. Naszym celem jest majestatyczna bizantyjska Mistra. Zanim jednak tam dotrzemy, przejeżdżamy przez jedno z ważniejszych miast Peloponezu – Spartę! Któż o niej nie słyszał? O okrucieństwach Króla Leonidasa i „spartańskim wychowaniu”? To jedno z greckich miast – państw rywalizujących z Atenami miało duże znaczenie w starożytnym świecie. Dzisiejsza Sparta to duże, dumne miasto zbudowane na ruinach tego antycznego. Wystarczy zwykły spacer po mieście by co rusz natrafić na pozostałości z minionych wieków. Bardzo wyraźnie miesza się tu przeszłość ze współczesnością. Obok nowoczesnych budynków, znajdujemy niewielki, wydawałoby się niepozorny murek, ogrodzony siatką z przytwierdzoną tabliczką – ruiny starożytnej Sparty! Takich miejsc na mapie miasta jest znacznie więcej.

 

Mistra – bizantyjska ślicznotka            

Jeśli Konstantynopol był administracyjną stolicą Cesarstwa Bizantyjskiego, to jego kulturalnym i intelektualnym centrum była właśnie Mistra. Zbudowane na zboczu gór Tajget miasto, powstało w XIII wieku początkowo jako forteca by przejąć rolę pobliskiej Sparty. Szybko jednak przeszła pod panowanie Bizancjum i forteca zaczęła przekształcać się miasto. Zjeżdżali się tu artyści, uczeni, filozofowie. Miasto stało się sławne i modne. Mieszkał tu i tworzył Platon – grecki filozof. W XV wieku Mistrę zamieszkiwało ok. 40 tys. ludzi. Znaczenie miasta dla sztuki było ogromne. Mistra wspierała odrodzenie sztuki bizantyjskiej, w tym czasie powstało wiele kościołów, kaplic czy zwykłych budynków ozdobionych freskami. Do dziś można podziwiać wspaniałą architekturę bizantyjską w ruinach tego niezwykłego miasta przyklejonego do zbocza góry. Wąskie uliczki, starożytne domy i pałace oraz Katedra z  XIV wiecznymi freskami, gdzie koronowano ostatniego cesarza Cesarstwa Bizantyjskiego Konstantyna XI to tylko nieliczne atrakcje miasta. Mistra odbiła duże piętno także w świadomości kulturowej późniejszych artystów, o czym może świadczyć fakt, że właśnie tam Goethe umiejscowił spotkanie Fausta z Heleną Trojańska.

Mistra, ruiny

Nasze zwiedzanie Mistry jest szybkie i jak na ten obszar przystało – bardzo lakoniczne. Czuję lekki niedosyt i już wiem, że z pewnością będę miała do czego wracać, bo Peloponez inspiruje. Urozmaicony krajobraz, poszarpana linia brzegowa, mnóstwo zatoczek i szczytów, jest jak bajka – każdy opowiada niezwykłą historię, legendę czy pradawny mit. Patrząc na te ruiny miast czy świątyń przed oczami ożywają postacie Zeusa, Hery, Apolla czy pięknej Heleny. Niechcący stoję w centrum antycznych wydarzeń i z boku obserwuje wspaniałych atletów, walczących spartan i rozgadanych filozofów. Miasta tętnią życiem, rzemiosło kwitnie, władcy planują kolejne podboje. Tymczasem z zadumy wyrywa mnie zapach pieczonego prosiaka, przygotowany dla nas przez właścicielkę niewielkiej tawerny, brzdęk szklanek wypełnionych białym winem oraz głośne wołanie moich współtowarzyszy – Jamas, znaczy na zdrowie!