Jumbo Kenia! cz. 2.

Obrazek użytkownika Robert Sierocki
27.11.2013

Kenia, oprócz przyrody pięknej, posiada tę mniej urokliwą, czyli wszechobecne robactwo. Po trzech dniach pobytu uświadamiam sobie, że te wszystkie robaki i owady jednak mnie nie zjedzą.

Pracownik schroniska dla lwów Pracownik schroniska dla lwów | fot. Robert Sierocki

Kenia Express

Jeden z animatorów podczas pierwszego wieczoru opowiada o zjawisku „Kenia Exspress”. Słucham z zaciekawieniem. Tłumaczy, że w Kenii jest inna flora bakteryjna, zaleca się picie wody tylko butelkowanej, ale to i tak nic nie da. Żywność tutaj jest zdecydowanie inna, że i tak będą tzw. „skutki uboczne” i po spożyciu czegokolwiek ekspresowo będziemy biegać do toalety!

 

Owocowe śniadanie - mango, papaja i marakuja

 

Strusie

 

Safari

W recepcji wykupuję 3-dniową wycieczkę na safari. Słowo to w języku suahili oznacza podróż. Dzień przed wyjazdem odbywa się zebranie organizacyjne. Dowiaduję się tam m.in., że na płaskowyżu, który będziemy zwiedzać, będzie tylko 27 stopni Celsjusza, więc należy się ciepło ubrać! Nazajutrz o świcie wyruszamy klimatyzowanym samochodem. Klimatyzacja w tym przypadku polega na tym, że w samochodzie otwierają się okna. Jedziemy w okolice Mombasy - odległość ok. 120 km pokonujemy w 3,5 godziny. Takie tam są drogi.

 

Hipopotamy w kąpieli

 

Dojeżdżamy do lotniska dla małych samolotów pasażerskich. Lotnisko składa się z 1 budy, bo trudno to nazwać budynkiem (poczekalnia) oraz pasa startowego (ściernisko). Wsiadam do 15-osobowego samolotu. Wszystko w nim trzeszczy, ale cudem dolatujemy na miejsce. Wysiadam z samolotu, obracam się, a tu Kilimandżaro w całej okazałości. Niesamowitość tego miejsca jest nie do opisania. Wsiadam do jeepa. Przedstawia się niezwykle sympatyczny kierowca o imieniu Mambo. Najczarniejszy człowiek jakiego można sobie wyobrazić. Jego oczy i zęby odznaczają się „najbielszą bielą”. No i zaczyna się safari. Pierwszym zwierzęciem jakie widzę jest żyrafa na tle Kilimandżaro, są też spore gromadki leniwych zebr, skoczne antylopy, bardzo nieprzyjazne olbrzymie strusie, stateczne bawoły i szybko biegające guźce.

 

Żyrafa na tle Kilimandżaro

 

Antylopa

 

Jedziemy do lodge czyli miejsca noclegu. Jest tam „rajski” ogród z kolorowymi ptakami i wszędobylskimi małpami. Po wieczornym posiłku chcę udać się do swojego domku na spoczynek. Okazuje się, że po zmroku można spacerować wyłącznie w asyście uzbrojonego w dzidę lokalnego Masaja. W domku jest przyjemnie, ale zauważam napisy nad oknami: „Proszę nie otwierać okien – wskakujące małpy”. W kranie nie ma ciepłej i zimnej wody, jest gorąca i ciepła. Następnego dnia wczesnym rankiem wyruszam obejrzeć wschód słońca nad Kilimandżaro. Widok zapiera dech w piersi – dosłownie!

 

Wścibska małpa, co chce wejść przez okno

 

Potem zwiedzam schronisko dla lwów. Jestem świadkiem ich porannego posiłku. Pracownik schroniska przerzuca za wysoką siatkę spory kawał uda antylopy. Wówczas lwy w ułamku sekundy dopadają swojego „dania”. Ich szybkość jest przerażająca. Dosłownie. Nie zdawałem sobie sprawy, że lwy w tak szybkim tempie mogą dopaść swoja ofiarę. Następnie zwiedzam tereny bagniste, gdzie w niewielkiej odległości widzę wpół zanurzone hipopotamy. Wracamy do jeepa ścieżką, na której odbite są ślady hipopotamów. Zaczynam się bać, a przewodnik mówi, że to właśnie od tych zwierząt ginie tu najwięcej ludzi. Na szczęście jeep jest bardzo blisko.

Mimo czyhających niebezpieczeństw podczas safari, warto je przeżyć. Wówczas można doznać bliskości z dziką natura, której nie odda żadna wizyta w zoo czy film przyrodniczy.

 

Słonie Wiil i Wilma

 

Big 5

Wielka Piątka to określenie pięciu najgroźniejszych gatunków zwierząt Afryki: słoń, bawół, lew, nosorożec i lampart. O dziwo nie ma tu hipopotamów, które przodują przecież w zabijaniu ludzi. Jest tak dlatego, bo wyrażenie Wielka Piątka zostało dawniej wymyślone przez myśliwych. Oni ocenili te zwierzęta jako najniebezpieczniejsze ze względu na swoją agresywność i trudność w upolowaniu.

cdn.

 

Bawół

 

Pozostałe części reportażu: