Kebab life style

Obrazek użytkownika EdEs
29.07.2014

W mediach króluje zdrowy tryb życia. Już nie tylko w sportowych czasopismach, ale w radiu, prasie, czy telewizji. Wszędzie możemy zobaczyć zestawy ćwiczeń, diety i wskazówki, jak w zdrowiu dożyć setki. Wydawać by się mogło, że ta medialna kampania przypieczętuje los fast foodów i skaże je na kulinarną i kulturalną banicję. Tak jednak nie jest, mimo, iż promuje się styl „fit”, to jedzenie typu fast food, ma się całkiem dobrze.

Kebab Kebab | fot. Yansen Sugiarto (CC BY-ND 2.0)

Pewnego, słonecznego, wrześniowego dnia postanowiłem odwiedzić bibliotekę. Wychodząc z biblioteki, pospacerowałem chwilę po mieście. W oczy rzuciły mi się osoby jedzące kebaby, głównie uczniowie. Czy nikt już nie nosi kanapek? – pomyślałem. Wiedziony ciekawością poszedłem bliżej lokali z „szybkim jedzeniem”. Tak jak myślałem, w każdym (a odwiedziłem cztery lokale) grupki młodych ludzi, siedząc przy stołach, namiętnie pałaszują kawałki mięsa w bułce. Stwierdziłem, że muszę się przyjrzeć bliżej temu zjawisku.

Za dwa dni, w godzinach popołudniowych wybrałem się na mini badania socjologiczno- kulinarne. W pierwszym lokalu, sam zamówiłem tortille. Usiadłem w kącie i zacząłem obserwować. Wybrałem dobrą porę, bo w kilka minut lokal zapełnił się ludźmi z plecakami, torbami i teczkami. Najczęściej przychodzili grupami, zamawiali i siadali, żywo dyskutując. Zanotowałem w myślach spostrzeżenia i ruszyłem dalej. Do drugiego lokalu, nawet nie widziałem sensu wchodzić – wszystkie miejsca zajęte. Pozostał mi trzeci i najpopularniejszy – czyli międzynarodowa sieciówka. Myślałem, że lokalizacja, jakby nie było daleko od centrum, spowoduje nieco mniejsze zainteresowanie, przynajmniej w tygodniu. Myliłem się. Oprócz uczniów, całkiem sporo innych osób. Dopiłem kawę, rozejrzałem się i wyszedłem.

Jeśli zapytać zwolenników tego typu jedzenia o argumenty, przeważa jeden – jedzenie „na szybko” i ciepłe. Zgadzam się. Tylko, że ten argument ma sens w ustach osób pracujących, którzy nie zawsze mają czas, na domowe obiady. Jeśli chodzi o uczniów, czy też studentów, to myślę, że na większość w domu czeka obiad. Skoro nie głód jest powodem popularności „kebsów”, czy „maca”, to co? Patrząc na zachowanie w lokalach dostrzegłem, że jedzenie jest czymś pobocznym, ci ludzie celebrują samą wizytę w takim lokalu. Lokale z fast foodami stały się po prostu modne. Stały się niemalże ośrodkami kulturalnymi. Stara, poczciwa kawa lub kufel piwa już nie wystarczają jako sceneria spotkań towarzyskich. Teraz niezbedna staje się buła z mięsem lub wiaderko kurczaka smażonego na głębokim tłuszczu.

Niedawno czytałem artykuł, gdzie specjalista od savoir vivre ubolewał nad tym, że upada kultura jedzenia i panuje kulinarne barbarzyństwo w postaci hamburgerów, cheeseburgerów i tym podobnych tworów. Coś w tym jest. Według badań, co raz częstszym schorzeniem młodych jest nadwaga, często przechodząca w otyłość. Nauczyciele wychowania fizycznego narzekają od kilku lat na lawinowe zwolnienia z WF-u. Jednocześnie w mieście otwierane są nowe lokale ze śmieciowy żarciem. Więc jak to jest? Nikt nie dyskutuje ze szkodliwością palenia. Ograniczane są miejsca, gdzie można zapalić, a palaczy traktuje się jak ludzi, co najmniej nieodpowiedzialnych, którzy sami sobie szkodzą. Każdy wie, co to jest rak płuc, a nikt nie bierze pod uwagę nie mniej groźnej otyłości, która zbiera równie ponure żniwo. Na zakończenie napiszę tylko, że sam lubię czasem zjeść coś niezdrowego, ale traktuję to, jako urozmaicenie jadłospisu, a nie główny składnik diety.