Koń by się uśmiał

Obrazek użytkownika besek
8.01.2013

W momencie, kiedy czytasz ten artykuł, na całym świecie 365 224 osoby opowiadają właśnie jeden z 4 293 281 istniejących dowcipów. 4% odbiorców nie zrozumie opowiadanego żartu, z czego tylko połowa się do tego przyzna. 28% z opowiadanych właśnie dowcipów nie jest w ogóle śmiesznych, ale w 67% takich przypadków, odbiorcy śmieją się z grzeczności. 0,06% opowiadających dostaje właśnie w pysk.

Koń by się uśmiał fot. xsxecutor

Nieodłączny element wielu imprez i spotkań towarzyskich. Pojawia się po zapowiedzi, ale i niespodziewanie. W wielu wypadkach stanowi idealną puentę lub komentarz sytuacyjny. W jeszcze większej liczbie przypadków jest kompletnie nie na miejscu. Żart – ta pradawna sztuka zjednywania sobie przyjaciół (a także wrogów) za pomocą krótkich (a także długich), mniej lub bardziej zabawnych historii. Zamienia opowiadającego w duszę towarzystwa, o ile jest umiejętnie dobrany do sytuacji i grupy odbiorców lub też w durnia, w przeciwnych przypadkach. Granica między byciem zabawnym a byciem śmiesznym okazuje się być bardzo wątła. Ponadto – każdy widzi ją gdzie indziej. Ba, jeden człowiek widzi tę granicę w różnych miejscach – w zależności od nastroju, czy też liczby promili wchłoniętych do organizmu.

Obserwując przypadki „imprezowych opowiadaczy dowcipów” (i siebie), spróbowałem stworzyć definicje najczęściej występujących postaci. Oto najbardziej denerwujące z nich:

Wykładowca
Opowiada dowcip za dowcipem i nie zauważa, że stracił zainteresowanie już dobre piętnaście minut temu. Jest jednak niestrudzony i do przerwania ciągu nudnych opowieści nie przekonują go znudzone miny zebranych, nieustanne próby zmiany tematu, ani nawet „och, zamknij się wreszcie” rzucone przez jednego z mniej cierpliwych słuchaczy.

Wampir
Typ trochę podobny do poprzedniego. Czerpie swoją energię z atakowania innych dowcipami. Nie muszą być śmieszne, ważne, że atakuje znienacka, w momencie kiedy się tego najmniej spodziewasz. Męczy tak długo, dopóki nie pozostawi cię kompletnie wyssanego z zainteresowania czymkolwiek. Wtedy dyskretnie się wycofuje i rusza na poszukiwania kolejnej ofiary.

Błędny rycerz
Widzi, że inni opowiadają świetne dowcipy i też chciałby się trochę poudzielać, więc szuka okazji. Jedyny problem jest taki, że nie za bardzo pamięta treść żartów, które próbuje opowiadać i przekręca je niemiłosiernie tworząc kalekie konstrukcje, niemające nic wspólnego z oryginalną historią. Z reguły zaczyna od puenty.

Impotent
Człowiek, który bardzo chciałby, ale nie może. Mało szkodliwy, bo nie wypowie żadnej historii. Widać po nim jak próbuje sobie przypomnieć cokolwiek. Sapie, zapowietrza się, piszczy, aż w końcu wypuszcza parę uszami i zamienia się w sflaczałe ciało słuchające.

Łacinnik
Uważa, że stopień śmieszności dowcipu mierzy się liczbą występujących w nim przerywników. Im więcej i im mocniejsze są w nim inwektywy, tym zabawniejszy musi być żart.

Historyk
Nauczył się kilku dowcipów, które opowiada za każdym razem. Większość z nich jest tak stara, że zapewne jeden z jego przodkozaurów opowiadał je na imprezach, krótko po tym, gdy kontynenty się rozłączyły. Jego wnukoboty będą opowiadały te same dowcipy, gdy lądy połączą się z powrotem.

Karol
Fan Familiady, wszystkie swoje dowcipy czerpie właśnie z tego programu. Należy unikać za wszelką cenę, zwłaszcza, że może próbować zmusić słuchaczy do machania na koniec swojego występu.

To wszystko przykłady dość negatywne. Przyznaję – łatwiej mi przychodzi marudzić i narzekać niż napisać coś konstruktywnego albo pozytywnego. Ale obiecuję, już wkrótce, opublikować kilka dobrych przykładów – dla równowagi.

Statystyki umieszczone na wstępie były kompletną bzdurą, niczym więcej jak tylko żartem. Żart spowodował, że 37% czytających uznało ten tekst za ogromną stratę czasu. 21% roześmiało się z grzeczności lub litości. 13% myślało o obiedzie, więc i tak nie koncentrowało się na treści. Dla 20% tekst był obojętny, 7% pomyślało „napisałbym to lepiej”, a jedna osoba uznała, że artykuł jest całkiem zabawny i będzie go rozsyłać wszystkim swoim znajomym. Dziękuję, mamo.