Kontrolery do gier

Obrazek użytkownika Brama
30.08.2012

Dla ludzi przyzwyczajonych do komputera i jego obsługi myszką i klawiaturą przesiadka na konsole może początkowo przyprawić o pewne problemy - te jakże popularne akcesoria zastąpione zostały przez rozwiązania zaprojektowane z myślą o grach, wygodzie i relaksie, a nie pracy biurowej.

fot. Evan-Amos

Kontrola absolutna

Pora zatem przyjrzeć się czym będziemy toczyć nasze wirtualne boje. Podstawowym orężem jest gamepad, czyli kontroler trzymany w dłoniach posiadający (obecnie) 16 przycisków i dwie gałki analogowe. Osobie nie mającej wcześniej z nim do czynienia może się wydawać, że obsługa ich wymaga małpiej zręczności – nic bardziej mylnego! Są zaprojektowane tak by do wszystkich przycisków był łatwy dostęp, krzyżak i  jedną gałkę obsługujemy lewym kciukiem, a drugą i cztery przyciski prawym, natomiast pod palcami środkowym i wskazującym leżą spusty. Kontrolery trzymamy w dłoniach wygodnie siedząc w fotelu czy na kanapie.

Zarówno Sony jak i Microsoft dołączają do konsol pady własnej produkcji. W przypadku japońskiej firmy jest to konstrukcja rozwijana od czasów pierwszego PlayStation – DualShock 3, natomiast Microsoft z myślą o Xboxie 360 opracował swój kontroler od podstaw. Oba rozwiązania mają swoich zażartych fanów dowodzących wyższości jednej konstrukcji nad drugą. Obiektywnie obie konstrukcje są bardzo udane, dobrze leżą w dłoniach i nie męczą przy dłuższym graniu. Obie konsole korzystają z padów bezprzewodowych, wyposażonych w wibracje dla lepszej immersji z wydarzeniami na ekranie. Różnią je wygląd, rozmiar i waga, a także rozmieszczenie gałek: w padzie od Microsoftu są one ułożone asymetrycznie (lewa gałka wyżej niż prawa), natomiast u Sony symetrycznie; różnią się też oznaczenia przycisków. W padzie do Xboxa słabuje jedynie krzyżak, ale to dokuczać będzie tylko fanom bijatyk, za to popularny Dual jest odrobinę za lekki. W padzie od Sony standardem jest wbudowany akumulator podczas gdy xboksowy korzysta ze zwykłych paluszków. Oczywiście akumulator można dokupić, ale to kosztuje.

Zabawa z ruchem

Oba konkurencyjne koncerny, po sukcesie kontrolerów ruchowych Nintendo Wii, zaproponowały swoje rozwiązania w kwestii gier ruchowych. Sony pokazało rozwiązanie zbliżone założeniami do nintendowkich, jednak o wyższej precyzji. Podstawą systemu o nazwie PS Move jest kamerka i tzw. „różdżka” trzymana w dłoni. Kamerka odczytuje pozycję różdżki, a ta wyposażona w żyroskopy przekazuje informacje o jej wychyleniach w trzech osiach. Zestaw uzupełniany jest o Navigation Controller, służący do przemieszczania postaci, lub drugą różdżkę - trzymane w drugiej dłoni (do kupienia oddzielnie). Daje to szybki i precyzyjny system, możliwy do wykorzystania zarówno w prostych grach zręcznościowych dla dzieci, jak i bardziej rozbudowanych produkcjach. Mimo wszystko konieczność trzymania w dłoniach kontrolera i „skomplikowanie” systemu może odstraszać początkujących.

W innym kierunku poszedł Microsoft, ze swoim sensorem Kinect. Podłużne urządzenie, które stawiamy nad lub pod telewizorem, wyposażone jest w kamerki, mikrofony i inne czujniki. Potrafi ono odczytać sylwetkę i gesty gracza, a także rozpoznaje komendy głosowe. Dzięki temu do obsługi konsoli nie potrzeba żadnego kontrolera! Ta prostota sprawia, że chętniej sięgają po niego osoby, dla których obsługa gamepada wydaje się czarną magią. Sensor ma jednak również wady: wykorzystuje sporą część mocy przerobowej konsoli, a ruchy gracza odczytywane są z wyraźnym opóźnieniem. Powoduje to, że niemożliwe jest użycie go w zaawansowanych graficznie i dynamicznych grach.

„Ruchowość” obu kontrolerów sprawia, że dostępne są na nie głównie produkcje dla dzieci, fitnessowe, impezowe, czy taneczne. Trudno natomiast o pozycje dla typowego gracza, który chciałby po pracy usiąść w fotelu i „postrzelać do obcych” (chociaż kilka „poważnych” gier z PS3 potrafi wykorzystać PS Move jako alternatywne sterowanie). Jeżeli interesuje Cię zakup kontrolerów ruchowych weź pod uwagę, że oba rozwiązania potrzebują sporo wolnego miejsca przed TV, co jest faktem przemilczanym przez kampanie reklamowe koncernów.