Krok w przestrzeń

Obrazek użytkownika Filip Krause
1.10.2012

Zwykła codzienność przygniata nas sprawami zwykłymi, powtarzalnymi, bardzo przyziemnymi. Upiększamy tę rzeczywistość przez delikatne odrywanie się od ziemi, szukamy czegoś nowego, ekscytującego; dla każdego z nas ma to inną postać i sens. Jest coś, dzięki czemu możemy się oderwać dosłownie i rozwinąć skrzydła, albo tylko ręce.

fot. Asia Paczulla

Ktoś zapytał mnie po co chcę wyskoczyć z jednego z samolotów, skoro tak bardzo lubię nimi latać. To przecież nielogiczne. Roześmiałem się, ale naprowadziło mnie to na odpowiedź na pytanie, dlaczego lubię latać. To nie tak, że chcę być zamknięty w metalowym cylindrze dla kilkuset osób; to nie tak, że lubię czuć przeciążenia przy starcie i lądowaniu. Za każdym razem, kiedy jestem w powietrzu i patrzę na widok za oknem, mam ochotę być częścią tej przestrzeni, tego bezkresu. Wiem że nie mogę tego zrobić będąc pasażerem rejsowego lotu. Nie otworzę okna, chociaż może to dziwić niektórych kandydatów na urząd prezydenta USA. Chyba podświadomie zawsze chciałem po prostu wyjść, wyskoczyć i spadać, a poczuć się jakbym leciał.

Już od dłuższego czasu chodziło mi to po głowie. Zastanawiałem się często czy wyskoczenie z samolotu byłoby tak niezwykłe, jak mówią ci, którzy tego próbowali. Myślałem ile w tym dumy z faktu, że się dokonało tej przerażającej rzeczy, a ile prawdy i rzeczywistego zachwytu. Brałem pod uwagę, że doświadczyć można wszystkich tych uczuć, które bezpośrednio związane są ze strachem i doznaniami ekstremalnymi: utratą czucia gruntu pod nogami, przeciążeniem, przerażającym widokiem czterokilometrowej wysokości i, co najważniejsze, ryzyka, że nie otworzy się spadochron.

Kiedy się zdecydowałem, z każdym dniem przed samym skokiem upewniałem się w tym, że wybrałem dobrze, bo ludzie z aff.com.pl, którzy mają czuwać nad moim bezpieczeństwem i odpowiednim poziomem adrenaliny, są wyszkoleni, doświadczeni i traktują swoją prace z ogromną odpowiedzialnością. Błędem było jednak oglądanie zmontowanych już filmów ze skoków, które uczestnicy wrzucają do Internetu. Za każdym razem kiedy ktoś tam na ekranie ze strachem w oczach przechylał się i rzucał w dół, mój żołądek zdawał się skakać razem z nim. Jeszcze głupsze było oglądnie tego na dzień przed.

Tego dnia było słonecznie i ciepło. Kiedy dojechałem na miejsce, godzinę przed skokiem, swój czas mieli inni. Mogłem zobaczyć jak wsiadają w pomarańczowych kombinezonach do białej Cesny; jak samolot odrywa się od ziemi i... jak po dziesięciu minutach na niebie pojawiają się powiększające z mojego punktu widzenia kropki, które szybko okazują się szalejącymi z euforii skoczkami. Za chwilę moja kolej.

Wszystko działo się tak szybko, że pamiętam to jak przez mgłę. Poznałem mojego tandemowego partnera, Bobera i Asię, która miała skakać obok mnie i filmować mój skok. Atmosfera luźna, szalona, wszystko po to, żeby zniwelować strach i wzmocnić doznania. Niedługo później siedziałem już w samolocie, w kombinezonie i uprzęży, spoglądając z przerażeniem na wysokościomierz. Dwa kilometry nad ziemią zaczęły się gorączkowe przygotowania, głównie sprawdzenie mocowań. Założyłem okulary i nim się zorientowałem, przesuwałem się już w stronę otwartych drzwi, przez które co kila sekund wyskakiwali kolejni skoczkowie. Naprawdę myślałem, że będzie więcej czasu.

„Odchyl głowę, złap za uprząż, skaczemy”. Widziałem jeszcze Aśkę, która skoczyła równo z nami. Później kilka sekund bez orientacji i wreszcie Bober rozprostował moje ręce, spadamy. W zasięgu wzroku pojawiła się Asia i lecieliśmy tak razem ciesząc z tego poczucia wolności. Dwa kilometry lotu w około 50 sekund, blisko 200 km na godzinę, a jednak czujesz, że jesteś zawieszony w powietrzu. I wtedy coś lekko szarpie cię w gorę. Spadochron się otworzył. Już na spokojnie i lekko łapiąc oddech, złapałem za linki sterownicze by lekko sunąć nad pas startowy. Jeszcze kilka manewrów, korkociągów i zabawy w powietrzu. Lądujemy, na ziemi jest już Asia i podbiega do nas z kamerą. To koniec tego niezwykłego doznania; krzyczę „ja tu jeszcze wrócę”.

Do końca dnia czuję jeszcze tę energię, którą wybucham, a przez kilka kolejnych dni zarzekam się, że będę skoczkiem; że chcę to robić każdego dnia. Kiedy emocje opadły, nie zgubiłem przekonania, że warto skoczyć. Po jakimś czasie dostałem film i zdjęcia, ale są one tylko rozrusznikiem dla mojej pamięci i wyobraźni. Podejrzewam i mam nadzieję, że zrobię to jeszcze, może kilka razy. Nie da się tego uczucia zatrzymać, trzeba je przeżywać.