Książki z zakurzonego strychu: Alfred Szklarski „Tomek w…”

Recenzja książki

Obrazek użytkownika EdEs
16.06.2014

Robiąc porządki, natknąłem się na zbiór książek z dzieciństwa (nie takiego dzieciństwa, bo o ile mnie pamięć nie myli, to do książek Szklarskiego sięgałem jeszcze w szkole średniej).

Alfred Szklarski, Tomek Alfred Szklarski, Tomek

Postanowiłem o nich co nieco napisać, bo obecny rynek wydawniczy oferuje wiele ładnych wizualnie książek, które niestety okazują się gniotami. Przez zalew takimi właśnie chałami często zapominamy o starych dobrych książkach. Do serii Alfreda Szkalrskiego mam szczególny sentyment, bo między innymi od „Tomka w Gran Chaco” rozpocząłem szlak mola książkowego. Początkowo książka mnie nudziła, każdą stronę mozolenie zdobywałem, zastanawiając się, czy nie odłożyć książki na bok. Doszedłem do fragmentu, kiedy podróżnicy zaczęli przygotowywania do kolejnej wędrówki. Pamiętam to jak dziś, coś pstryknęło w mojej głowie. Opis gromadzenia ekwipunku tak bardzo mnie zainteresował, że nie mogłem się oderwać od książki. Od tamtej pory regularnie staram się sięgać po jakieś przyzwoite czytadło.

Kiedy przeczytałem kilka stron przy okazji porządków, moje odczucia były już nieco inne. Zauważyłem prosty język, raczej nieskomplikowaną fabułę, przejaskrawione sylwetki bohaterów i w ogóle pewną prostotę. Ale o to w tym chodzi, właśnie, dlatego książki Szklarskiego są skierowane do prawie najmłodszych. Skłamałbym twierdząc, że nic mnie już nie rusza w „Tomku…” Popularyzowanie geografii, aktywnego wypoczynku i cała masa historycznych dygresji wciąż są mocną cechą całej serii.

Piszę o tym, bo z moich obserwacji wynika, że mało dzieciaków sięga po książki. Podczas spotkania z moją chrześnicą, spytałem jak w szkole i tak dalej. Ku mojej uciesze odpowiedziała, że lubi język polski. Poszedłem za ciosem i spytałem, czy czyta cokolwiek. Tu czekał mnie zimny prysznic. Nie tylko nie czyta nic dla siebie, ale nawet lektury zastępuje brykami. Żeby nie było, zaznaczyła, że czyta… Bravo i Popcorn. Jak sama stwierdziła lubi polski, ale nie lubi czytać książek. Być może to walka z wiatrakami, ale jeśli chociaż jeden potencjalny czytelnik podsunie jakiemuś szkrabowi książkę, to uznam, że mam wkład w propagowanie czytelnictwa. Nie jest powiedziane, że po tę książkę sięgnie młody czytelnik. Znajoma bibliotekarka opowiadała mi jak ojcowie przychodzący zapisać dzieciaki do działu dla najmłodszych, często sami biorą lekturę z dzieciństwa. Podobno taka ucieczka od doczesnych trosk, do krainy kangurów, na tropy yeti albo gdziekolwiek indziej (choćby na kwadrans) działa terapeutycznie.

Tomek w...

Przekład:
Wydawca:
Rok wydania:
1957
Liczba stron:
ISBN:
Ocena:
6
10
Zrecenzował: