Kulisy walki z terroryzmem w „Tajnym raporcie Millingtona” Martina ZeLenay’ego

Recenzja książki

Obrazek użytkownika Brama
17.03.2014

Jason Millington to analityk CIA czyli Centralnej Agencji Wywiadowczej USA. To on jako pierwszy przewidział możliwość użycia porwanych samolotów w atakach terrorystycznych na dużą skalę, w swoim raporcie dokładnie wykazał wszystkie słabości systemu. Jednak wtedy nikt mu nie wierzył, aż do 11 września 2001, kiedy to Ameryka i cały świat oniemiały w szoku. W odpowiedzi na zamach prezydent USA powołał specjalną jednostkę CIA o bezprecedensowych uprawnieniach i niezależnym finansowaniu. Jedynym jej celem jest wczesne wykrywanie i zapobieganie atakom terrorystycznym. Na jej czele stanął Millington.

Martin ZeLenay "Tajny raport Millingtona" Martin ZeLenay "Tajny raport Millingtona"

Frank Shepard, jeden z najlepszych agentów owej jednostki ma spotkać się w Alzacji z informatorem. Rutynowa robota, facet jest nikim i raczej nie ma nic ważnego do przekazania, gdyby nie brak innych agentów w okolicy, zadanie przesłuchania Turka dostałby jakiś nowicjusz a nie tak doświadczony operator. Jednak do spotkania nie dochodzi, z pozoru mało istotny informator zostaje „sprzątnięty” na oczach Franka i agent musi salwować się ucieczką. Czyim i jakim planom mogły zaszkodzić zeznania mężczyzny? Millington ma przeczucie, poparte jedynie strzępkami informacji prowadzącymi do pozornie niezależnych tropów, że zagrożenie może być poważniejsze niż kiedykolwiek dotąd…

Martin ZeLenay to pseudonim literacki, pod którym ukrywa się Amerykanin polskiego pochodzenia, historyk sztuki, współpracujący na stałe z wywiadem amerykańskim. Prawdziwego nazwiska nie może zdradzić bo musiałby nas wszystkich zabić :-) Ciężko mi odpowiedzieć na pytanie na ile opisana w książce historia opiera się na faktycznych zdarzeniach a na ile jest to literacka fikcja. Czy owa specjalna jednostka CIA istnieje naprawdę i jaki jest jej charakter? I czy fakt, że pewien historyk sztuki odgrywa dość ważną rolę w fabule powieści jest mrugnięciem okiem do czytelnika, podpowiedzią jaką rolę pełnił w opisywanych tu wydarzeniach autor powieści? I sugestią, że „więcej z tego jest prawdą niż byłbyś gotów uwierzyć”? Tego nie wiem.

Ale wiem jak autor poradził sobie z opisaniem tych wydarzeń: Wyśmienicie! Okazuje się, że autor nie tylko wie o czym pisze, ale też wie jak to robić. Wszystkie wątki tego thrillera poprowadzone są niezwykle precyzyjnie. Dysponujący najnowocześniejszymi technologiami, satelitami i możliwością podsłuchu agenci CIA w walce z globalnym terroryzmem wcale nie stoją na wygranej pozycji. Przeciwnik bardzo dokładnie planuje swoje posunięcia, każdy "pionek" widzi tylko drobny wycinek planu, często nie zna nawet prawdy o naturze swoich działań. Wywiad może tylko mieć nadzieję, że ktoś popełni błąd, może powie jedno słowo za dużo, że ten błąd uda się dostrzec i w porę wykorzystać, powiązać z czymś co naprowadzi na kolejny maleńki kawałek układanki.

ZeLenay, jak już pisałem, doskonale poradził sobie z przedstawieniem pracy wywiadowczej agentów CIA. Stosunkowo niedużo tu czystej akcji. Napięcie budują niewiedza w obliczu przypuszczalnie bardzo wysokiej stawki, wyłuskiwanie cennych informacji z gąszczu „informacyjnego szumu” i mozolne rozpracowywanie perfidnego planu w świadomości, że przeciwnik jest o trzy kroki do przodu, ma plan awaryjny i zabezpieczył się na wypadek wpadki któregoś z pionków. Pokazuje przy tym, że agenci to doskonale wyszkoleni i przygotowani do swojej pracy, ale jednak „tylko” ludzie – mają swoje słabości, popełniają błędy. I muszą działać w świadomości, że ich błąd może kosztować życie wielu ludzi. Nie każdy wytrzyma taką presję. Wszystko to sprawia, że powieść zyskuje na realizmie i autentyczności, a brak wybuchów i strzelanin (nie całkowity oczywiście) nie pozbawia jej wartkiej akcji i szybkiego tempa.

Książka zabiera też głos, choć może nie bezpośrednio, w dyskusji jak daleko państwo ma prawo zaglądać w prywatność swoich obywateli. Czy chęć zapewnienia bezpieczeństwa usprawiedliwia nieustanną inwigilację? Nie jest przecież tak, że ktoś czyta nasze maile, słucha naszych rozmów telefonicznych. To byłoby fizycznie niemożliwe. Wszystko przetwarzają i analizują superkomputery w Langley, to one przygotowują raporty i nie obchodzą ich moje prywatne rozterki i sekreciki. Być może lektura „Tajnego raportu Millingtona” pomoże Wam spojrzeć szerzej na ten temat, wyrobić sobie pełniejszą opinię? Nawet jeżeli nie to wciąż jest to doskonała powieść sensacyjna.

Tajny raport Millingtona

Przekład:
Rok wydania:
2014
Liczba stron:
480
ISBN:
978-83-240-2880-1
Ocena:
8
10
Zrecenzował: