La La Land - fajerwerki czy wodotryski?

Recenzja filmu

30.01.2017

Niezliczone doniesienia przekonują nas, że La La Land to film, który trzeba zobaczyć. Zachęta działa, kina pękają w szwach. Tekst kieruję do kinomanów (kinomaniaków?), którzy wahają się, czy uczestniczyć w tym wydarzeniu.

Damien Shazelle to niewątpliwie jedna z najciekawszych postaci ostatnich lat w świecie kina. Najpierw zadziwił miłośników kina krótkometrażowego na wielu przeglądach takiego formatu, by później rozwinąć swój pomysł na "Whiplash" w pełnometrażowego faworyta do poważnych nagród, w tym Oscara. Shazelle objawił się miłośnikom kina jako twórca, który mimo młodego wieku, niezwykle sprawnie radzi sobie z opowiadaniem o muzyce. Można by rzec, że sprawił rzecz niemożliwą - przedstawił tę muzykę obrazami.

Fani jednego z najlepszych filmów ubiegłego roku czekali na nowy obraz Shazella z nadzieją, że młody twórca potwierdzi niezwykły kunszt łączenia filmowej dojrzałości z miłością do muzyki. Co otrzymali? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. O ile bowiem realizacja filmu jest wręcz zachwycająca, sama fabuła i pomysł są odtwórcze i zupełnie nie porywają. Kinomani muszą się zdecydować czego po tym filmie oczekują - w zależności od wyboru, mogą wyjść z sali kinowej oczarowani lub oszukani.

La La Land jest filmem odtwórczym i nie jest to bynajmniej zarzut, za jaki możecie odebrać ten osąd. W filmie roi się od dosłownych nawiązań do klasyki kina. Niektóre zahaczają wręcz o próbę ich odkurzenia i przypomnienia. Układanka powiązań i odniesień jest tutaj alegorią miejsca akcji, osławionego Los Angeles - miasta, które spełnia niejedno marzenie...

"Kochajmy marzycieli" - głosi reklamowy slogan promujący film. Nieprzystawanie głównych bohaterów do szarego swiata  i wyrazistość ich marzeń jest wręcz przedsadna. Łatwo niestety o wrażenie, że to wszystko wyolbrzymiono ponad miarę. Trudno kibicować bohaterom, którzy są o tyle beztroscy, co naiwni, a ich życie jest jedynie grą o najwyższą stawkę. Niestety mimo założenia, Mia i Sebastian nie wzbudzają emocji, które pozwoliły by się z nimi utożsamiać.

Prawdziwym majstersztykiem jest montaż zarówno dźwięku, jak i obrazu. Można by dużo opowiadać o tym jak wszystko ze sobą współgra, jak wciąga widza w scenę. Potwierdza sie dobre wrażenie z Whiplash. Zabrakłó jednak uzasadnienia dla takiej realizacji. Sam montaż nie zapewni zlepkowi scen nieśmiertelności. Główne role nie zachwycają, są płaskie i ckliwe. Zabrakło wyrazistości i znanego z poprzedniego filmu Shazella napięcia. W La La Land brakuje dobraj historii, zaskoczenia, poczucia wyjątkowości. Najgorsze jest jednak to, że poza sceną przesłuchania Mii, forma musicalu jest zupełnie nieuzasadniona (niewykorzystana?).

Dlaczego mimo wszystko La La Land nie jest filmem złym? Z tego samego powodu, dla którego nie mogę mu wystawić wysokiej oceny: to układanka, zabawa w odczytywanie nawiązań do starego kina i intencji twórców. Zabawa jest przyjemna i... i tyle, po prostu nic więcej. A szkoda.

La la land

Reżyseria:
Scenariusz:
Występują:
Zdjęcia:
Czas trwania:
126 min.
Premiera:
20 stycznia 2017 (Polska), 31 sierpnia 2016 (świat)
Ocena:
6
10
Zrecenzował: