Letni kibice

Obrazek użytkownika Filip Krause
9.08.2012

W czasie Igrzysk Olimpijskich rośnie świadomość sportowa szerokiej publiczności. Transmisje przyciągają przed telewizory miliony telewidzów, w wielu przypadkach po raz pierwszy oglądających zawody w dyscyplinach, o których wcześniej nie mieli zielonego pojęcia. Teraz uczą się zasad, sposobu punktowania; poznają zawodników, nawet reprezentantów swojego kraju i kibicują im zawzięcie ogłaszając to wszem i wobec z zauważalnym fałszywym przywiązaniem.

fot. Success

Nie oznacza to wcale, że nie jesteśmy Igrzyskami zainteresowani. Nie byłoby możliwe udawanie, że ślęczenie przed transmisją jest ciekawe tylko dlatego, że startuje nasz reprezentant; przynajmniej niemożliwe na tak dużą skalę. Pytanie jednak, czy to zainteresowanie wynika bezpośrednio z chęci kibicowania, czy ma zupełnie inne, socjologiczne podłoże. Chcemy przeżywać euforię, być cześcią pewnego napięcia społecznego, uczestniczyć w pogoni za informacją; bo szybciej, głośniej i więcej było i będzie lepsze w sporcie i kibicowaniu, a dzięki takim zachowaniom łatwiej zidentyfikowac się społecznie.

Kibice konkretnych dyscyplin sportowych a nie imprezy jako takiej, odnajdą w tym „święcie sportu” to, co dla nich najważniejsze. Obejrzą też zapewne inne przekazy, może nawet na dłużej zainteresują się czymś dla nich nowym. Igrzyska są oczywiście znakomitą okazją poznania tego, co na co dzień mało powszechne, odsuwane na dalszy plan, albo zupełnie nowe. Ci natomiast, dla których Igrzyska są szybką sporą dawką sportowego zastrzyku, gotowi są obejrzeć wszystko, a największą przyjemność sprawi im możliwość uczestniczenia w dyskusjach na tematy, o których właśnie się dowiadują, ale w których chcą być już specjalistami. I nic w tym złego; co więcej to pozytywne społecznie. Widoczna jest za to granica pomiędzy jedną a drugą grupą, co może rodzić konflikty.

Taki konflikt występuje już w obrębie jednej dyscypliny, w Polsce głównie w przypadku piłki nożnej. Ci, którzy nazywają siebie prawdziwymi kibicami, odcinają się od kibiców sezonowych i „pikników”, nie dają im mandatu do bycia częścią sportowej braci. W przypadku wielkich masowych imprez, jak ta w Londynie, do całej tej niewiarygodności kibica chwilowego dochodzi jeszcze rozrzut tematów i sportowych dziedzin, które ten stara się poznać szybko i w krótkim czasie być ekspertem.

Z każdym kolejnym dniem Igrzysk przybywa ludzi, którzy rzucają nazwiskami faworytów do medali; rośnie grupa fanów tych dyscyplin sportowych, w których akurat nasi reprezentanci osiągają sukcesy; podnoszą się też głosy krytykujące tych sportowców, którzy nie spełnili nadmuchanych często przez media i wygórowanych nadziei. Ta rewolucja w sercach i umysłach wkrótce się skończy. Jeżeli u części tej sportowej zbiorowości zaszczepi się  sportowa miłość i kibicowska radość, uznajmy, że poza pozytywnym aspektem integrującym społecznie, całe to zjawisko jest zdrowe także w wymiarze, który Igrzyska Olimpijskie od swych początków miało właśnie realizować – być sednem i istotą sportu w każdej postaci. To pocieszająca myśl. Chciałbym w to wierzyć.