Matthew Dunn „Tropiciel szpiegów” - recenzja

Obrazek użytkownika Brama
21.10.2012

Tajny agent, sekretny program szkoleniowy, MI6 i CIA, piękna kobieta postawiona w niebezpiecznej sytuacji, groźny terrorysta, zamach zakrojony na niespotykaną dotąd skalę i niebezpieczne zadanie by mu zapobiec. Ile razy to już było? W swoim debiucie literackim, thrillerze „Tropiciel szpiegów” Matthew Dunn zawarł wszystko czego możemy się spodziewać po tym gatunku. Standard, ale taki standard, który się chyba nigdy nie znudzi – konwencja jeszcze się nie przejadła ani pisarzom, ani (co ważniejsze) czytelnikom. I nic nie wskazuje na to by coś się miało w tej materii zmienić.

Myślę, że powyższy akapit doskonale ilustruje czego oczekiwać po omawianej pozycji, a miłośnikom powieści sensacyjnych zdecydowanie wystarczy by po nią sięgnąć. Jednak tekst takiej długości nigdy by nie przeszedł przez redakcyjne sito (nie mówiąc o tym co by na to powiedział redaktor naczelny), więc nie ma rady – muszę się bardziej postarać.

Wywiad amerykańskiego CIA trafia na ślad islamskiej siatki terrorystycznej, która chce doprowadzić do zamachu na ogromną skalę wymierzonego w Zachód – gdzieś na terenie Wielkiej Brytanii lub Stanów Zjednoczonych wybuchnie bomba o wielkiej sile rażenia. Zamach przygotował generał irańskiego Korpusu Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej – najniebezpieczniejszej organizacji terrorystycznej na świecie – znany jedynie pod pseudonimem Megiddo. Wysoko postawieni oficerowie CIA i MI6 postanawiają połączyć siły i wysłać do akcji najlepszego człowieka jakim dysponują obie agencje, a zarazem jedynego, który ma jakiekolwiek szanse zbliżyć się do zabójczo inteligentnego, okrutnego i nieuchwytnego terrorysty.

Will Cochrane jest agentem brytyjskich tajnych służb wywiadowczych znanych jako MI6, wychowankiem tajnego programu Spartanin, tytułowym tropicielem szpiegów, najlepszym z najlepszych; bezwzględnym człowiekiem, którego nie obowiązują protokoły i który sam ustala zasady gry. Jednak nawet on może nie podołać zadaniu jakie przed nim postawiono. Jedynym znanym kontaktem, który potencjalnie może ich zaprowadzić do Megidda jest kobieta o arabskim pochodzeniu, która w młodości była wykorzystywana przez Irańczyków, jako kurier, w czasie wojen bałkańskich. Mimo iż Lana Beseisu wydaje się być słabym punktem zaczepienia Will postanawia zwerbować kobietę by, ryzykując jej życie, wykorzystać ją w roli przynęty. Jednak samo zabicie terrorysty nie wchodzi w grę, pionki są już rozstawione, a bomba wybuchnie nawet pomimo jego śmierci. Kluczowym jest schwytanie go i wydobycie z niego informacji, co zmienia zadanie z bardzo trudnego na niemal niewykonalne. Nawet najlepszy agent jej Królewskiej Mości niewiele zdziała w pojedynkę, dlatego do pomocy dostaje czterech najlepszych ludzi jakimi dysponuje CIA.

Tym co wyróżnia „Tropiciela szpiegów” spośród innych szpiegowskich powieści sensacyjnych jest autor. Matthew Dunn jest byłym operatorem MI6, a jego doświadczenie w pracy wywiadowczej doskonale odbija się na kartach powieści. Autor stara się pokazać czytelnikowi psychikę i procesy zachodzące w głowie człowieka, który w ułamku sekundy musi zdecydować o życiu lub śmierci osoby stojącej po drugiej stronie lufy pistoletu. Człowieka, który wbrew swoim przekonaniom, w imię wyższego dobra musi manipulować, brutalnie przesłuchiwać lub nawet poświęcać niewinne jednostki. Tu gdzie Dunn'owi czasami brakuje kunsztu i doświadczenia literackiego nadrabia on wyjątkowym realizmem przedstawionych wydarzeń. Kulisy tajnej operacji o zasięgu globalnym, śledzenie i obserwacja celów, cicha eliminacja agentów innych wywiadów, pościgi samochodowe, krytyczne decyzje podejmowane w ciągu ułamków sekund i konsekwencje tych błędnych, wszystko to zostało pokazane bardzo skrupulatnie i z dbałością o szczegóły. Napiszę to jeszcze raz: realizm i autentyzm działań agentów wywiadu jest największym atutem tej książki.

Również fabuła nie zawodzi, mimo że odwiedzamy najróżniejsze zakątki naszego globu i teren działań potrafi zmieniać się w zastraszającym tempie to wszystkie wydarzenia łączą się w logiczną całość i nie ma mowy o uczuciu zagubienia i pytaniach typu: „Hej! Dlaczego nagle jesteśmy w Pradze?”. Will Cochrane mimo, że jest agentem MI6 to bliżej mu do książkowego Bourna niż James'a Bond'a Iana Fleminga. Stawia głównie na swoje umiejętności, doświadczenie i sprawność fizyczną, a jedyne „gadżety” jakie są mu potrzebne to niezawodny pistolet i słuchawka Bluetooth do komunikacji z innymi członkami zespołu. Początkowo książka wydaje się być nieco „przegadana”, a akcja na dobre rozkręca się dopiero w drugiej części (książka jest podzielona na trzy), ale tajne operacje również wymagają najpierw żmudnych przygotowań i zebrania danych wywiadowczych nim agenci ruszą do akcji.

„Tropiciel szpiegów” to udany debiut literacki, w którym pełno jest szybkiej akcji, napiętych sytuacji i dramatycznych w skutkach decyzji. Matthew Dunn w niespotykany dotąd sposób oddał realia tajnych akcji wywiadowczych pozwalając czytelnikowi przyjrzeć się im „od kuchni”. Każdy miłośnik thrillerów szpiegowskich może śmiało sięgnąć po tę książkę i jestem pewien, że tak jak ja, będzie usatysfakcjonowany lekturą, kiedy już odłoży ją na półkę.

Autor: Matthew Dunn
Tytuł: Tropiciel szpiegów
Tytuł oryginalny: Spartan
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka, 2012
ISBN: 9788377850053
Stron: 492
Cena: 39,90 zł