Można zrobić tak wiele...

Obrazek użytkownika katboc
26.02.2013

Coraz więcej narzeka się na jakość wykształcenia pedagogów. Oni sami dostrzegają wady systemu studiów wyższych. A czy rozumieją, jakie jest ich społeczne posłannictwo? O tych i innych dylematach sprawstwa społecznego pedagogów rozmawiamy z dr Martą Kowalczuk-Walędziak - pracownikiem naukowo-dydaktycznym Uniwersytetu w Białymstoku, autorką ciekawych badań opublikowanych w książce „Poczucie sprawstwa społecznego pedagogów. Studium teoretyczno-empiryczne.”

Fot. Michał Obrycki

Katarzyna Bocheńska-Włostowska: Pedagog Pani zdaniem to…

Marta Kowalczuk-Walędziak: Osoba profesjonalnie przygotowana do działania w sferze społecznej, głównie zaś w zakresie wychowania, opieki, resocjalizacji, profilaktyki, animacji społeczno-kulturowej, działalności charytatywnej i wolontarystycznej. Celowo nie wymieniłam tu kształcenia, bowiem jest ono domeną nauczycieli. Tym samym chcę zwrócić uwagę na błędne a funkcjonujące w mass mediach (głównie w prasie codziennej) utożsamianie profesji nauczycielskiej z pedagogiczną. Trzeba wyraźnie podkreślić, że nie każdy pedagog jest nauczycielem. Nie można, na przykład, pedagoga-absolwenta studiów pedagogicznych o specjalności „pedagogika resocjalizacyjna” nazywać nauczycielem, bowiem nie ma on w momencie ukończenia studiów takich uprawnień (chyba, że w toku kształcenia w uczelni wyższej równolegle ukończył dodatkową specjalizację uprawniającą do wykonywania zawodu nauczyciela).

 

KBW.: Na ile powszechnie pokutujące przekonanie, że pedagodzy pracujący w zawodzie nie rozumieją swojego społecznego posłannictwa zbiega się z wynikami  badań, jakie Pani przeprowadziła?

MKW.: Dość duża część badanych przeze mnie pedagogów ma stosunkowo mało doświadczeń społecznych i obywatelskich, które gromadzi się głównie poprzez działania w organizacjach, uczestnictwo w oddolnych inicjatywach społecznych, w zebraniach publicznych czy wolontariacie, nie deklaruje także zbyt dużego zaangażowania w funkcjonowanie własnego środowiska lokalnego, regionu, małej i dużej Ojczyzny czy też autentycznego otwarcia się na inne społeczności. Pedagodzy ci swoje zawodowstwo ujmują w dość pragmatyczny sposób, skupiając się na wykonywaniu obowiązków zawodowych, pracy w danym miejscu i czasie, czyli tzw. „od … do …”. Jednakże w grupie badanych znalazła się także niewielka liczba pedagogów-pasjonatów, którzy nie liczą czasu, pracują po godzinach, nie tylko dla idei, ale przede wszystkich dla dobra ich wychowanków oraz szerszego otoczenia społecznego. Ta grupa pasjonatów, z którymi prowadziłam wywiady pozwoliła mi utrzymać wiarę w misyjność społeczną pedagogiki.

 

KBW.: Czy nie odnosi Pani wrażenia, że studiowanie pedagogiki stało się zbyt powszechne, i nie jest uzależnione od posiadanych predyspozycji do tego zawodu?

MKW.: Hmm…Dotyka Pani w tym pytaniu fenomenu popularności pedagogiki jako kierunku studiów. Wynika to z jednej strony, z rosnącego zapotrzebowania społecznego na zawody związane z opieką, poradnictwem, resocjalizacją, wychowaniem dzieci, młodzieży, opieką nad osobami starszymi, z drugiej zaś z edukacyjnego boomu, wzrostu znaczenia wykształcenia na rynku pracy. Jednakże, rzeczywiście, proces selekcji kandydatów do wykonywania tego zawodu prawie nie istnieje. Liczą się wyniki matury, natomiast gubimy w tym wszystkim predyspozycje, autentyczną chęć wykonywania zawodu, pomocy drugiemu (dość często w potrzebie) człowiekowi, umiejętności pracy zespołowej, zdolności manualne, muzyczne, bardzo przydatne, np. w pracy animatora.

 

KBW.: No właśnie, czy tego społecznego posłannictwa można się nauczyć? Czy raczej jest ono cechą tych, którzy otrzymali ją przy urodzeniu?

MKW.: To zależy od tego jak rozumie się owe społeczne posłannictwo. Wydaje mi się, że społecznego posłannictwa nie trzeba się uczyć, wystarczy nieustannie uświadamiać sobie, że jest ono wpisane w wykonywany zawód i starać się na co dzień je wydobywać. Ponadto, już dostarczanie wychowankom wiedzy czy umiejętności, umożliwiających im prawidłowe funkcjonowanie, udzielanie profesjonalnej pomocy w sytuacjach kryzysowych jest poniekąd zalążkiem tego posłannictwa, trzeba bowiem pamiętać, że jednostka jest członkiem szerszej grupy społecznej. Powtarzam raz jeszcze, od kandydatów do tego zawodu trzeba wymagać wnikliwego przeanalizowania własnych sił i możliwości oraz głębokiego namysłu nad decyzją podjęcia pracy w tym zawodzie. Pedagog z konieczności czy z przypadku może stać się sprawcą ale zjawisk społecznie negatywnych.

 

KBW.: Proponuje Pani bardzo konkretne rozwiązania w zakresie studiów wyższych pedagogicznych. Część z nich można wdrożyć bez rozporządzeń ustawowych. Prawda?

MKW.: Tak. Wiele z tych propozycji dotyczy przede wszystkim zmian w sposobie działania nauczyciela akademickiego oraz jego partnera – studenta, np. wykorzystywanie w większym stopniu na zajęciach ze studentami metod samodzielnego dochodzenia do wiedzy, metod problemowych, stwarzanie studentom sytuacji, w których będą mogli learning by doing, zachęcanie ich do podejmowania wysiłku w ramach samokształcenia, włączanie do współdecydowania o tym, co się dzieje na terenie wydziału/instytutu/uczelni. Do tego nie trzeba rozporządzeń ministerialnych, wystarczy uświadomienie problemu, jego analiza, wypracowanie i zastosowanie nowego sposobu myślenia i działania oraz dobra wola obu stron.

 

KBW.: Studenci i pedagodzy, jak Pani udowadnia w książce dostrzegają wady systemu kształcenia na studiach wyższych, część nauczycieli akademickich podziela ich poglądy. Dlaczego więc ciągle ten system kształcenia jest obciążony teoretyzowaniem i niewydolnymi praktykami?

MKW.: Bo nie tylko nauczyciele i studenci decydują o efektach kształcenia w uczelniach wyższych. Są jeszcze wspominane przez Panią rozporządzenie ustawowe, reformy, które niejednokrotnie blokują te szczytne zamysły. Jednak chcę przy tej okazji zwrócić uwagę na jeszcze jedną, niezmiernie ważną w moim odczuciu kwestię. Mówi Pani o obciążeniu teoretyzowaniem i niewydolnymi praktykami. I tu pojawia się odwieczny problem teoria a praktyka… Moim zdaniem, trzeba tu zachować zdrowy rozsądek. Nie należy ulegać presji studentów pedagogiki i pedagogów, domagających się wyłącznie zajęć o charakterze praktycznym. Trzeba pamiętać, że wiedza teoretyczna stanowi podstawowy składnik poznawczego i praktycznego oglądu przez pedagogów zjawisk związanych z wychowywaniem, opieką, profilaktyką, resocjalizacją, animacją społeczno – kulturową, działalnością charytatywną i wolontarystyczną, jest fundamentem dla realizowania działań praktycznych. Trzeba motywować obie strony – i teoretyków i praktyków do udziału w konferencjach, zjazdach, sympozjach i seminariach naukowych, podczas których może dokonywać się wymiana poglądów, myśli, opinii między praktykami a teoretykami. Takiej wymianie służyć też będzie tworzona przeze mnie fundacja „Centrum Transferu Wiedzy i Innowacji Społeczno-Pedagogicznych”.

 

KBW.: Po zapoznaniu się z wynikami prezentowanych przez Panią badań, odniosłam wrażenie pedagodzy nie bardzo chcą angażować się w działania społeczne na rzecz swoich wychowanków i winy za ten stan rzeczy upatrują wszędzie, ale nie w sobie.

MKW.: Moim zdaniem pedagodzy chcą angażować się w rozwój swoich wychowanków, jednakże nie do końca uświadamiają sobie, że samo „chciejstwo” jeszcze nie wystarczy. Potrzeba do tego przede wszystkim wysokich kwalifikacji, wytrwałości, uporu itd. Ponadto skuteczność działań społeczno - zawodowych pedagogów jest uzależniona od szeregu innych czynników. Niemniej jednak zdecydowana większość badanych przeze mnie pedagogów upatruje czynników utrudniających im realizowanie sprawczych społecznie działań przede wszystkim w czynnikach zewnętrznych, np. w sposobie funkcjonowania placówek, środowisku rodzinnym wychowanków, polityce oświatowej państwa. Trudno nie zgodzić się z tym, że niektóre przepisy prawne utrudnią ich działalność, ale pedagodzy zapominają tu wyraźnie o czynnikach tkwiących w nich samych, o odpowiedzialności zawodowej, autorefleksji. Po raz kolejny zdaje się potwierdzać porzekadło, że porażka jest sierotą, a sukces ma ojców wielu. 

 

KBW.: Kluczowe przesłanie dla każdego kto chce wkroczyć na ścieżkę bycia pedagogiem,to…

MKW.: Można zrobić tak wiele…