Na podbój Marsa!

Obrazek użytkownika Filip Krause
2.09.2012

Minął już prawie miesiąc, od kiedy łazik Curiosity wylądował na powierzchni Marsa. Pierwsze zdjęcia przesłane na Ziemię potwierdziły, że misja przebiega pomyślnie. To tym większy sukces, że historia badań czerwonej planety to pasmo niepowodzeń i katastrof.

fot. NASA/JPL-Caltech/MSSS, Powierzchnia Marsa widziana przez Curiosity

Pierwsze badania Marsa sięgają oczywiście czasów starożytnych. Ruch planety, niepodobny do innych obiektów na nocnym niebie zauważali Egipcjanie, Babilończycy, Chińczycy, Grecy ,Hindusi i Persowie. Ci naukowcy, którzy spoglądali w niebo, byli zafascynowani kolorem planety, jej ruchem; nie dziwi fakt, że przydawano Marsowi moce magiczne, bądź identyfikowano go z bogami i mitologią. Nowożytne badania przynosiły kolejne informacje co do wielkości planety i jej odległości od Ziemi.

Obserwacje Marsa przez teleskop dały szansę ujrzenia niezwykłej powierzchni planety usianej kraterami. Prekursorami byli Giovanni Cassini i Christiaan Huygens, ale to Giovanni Schiaparelli dokonał odkrycia, dzięki któremu mars rozbudzał wyobraźnię i marzenia. Zauważył on na powierzchni Marsa sieć rowów, bądź kanałów. Po ponad stu latach udało się potwierdzić, ze obserwacje te były jedynie złudzeniem, bądź błędem przyrządów badawczych, ale zainteresowanie Marsem po prostu wybuchło. Powszechne były spekulacje, że na sąsiedniej nam planecie żyją inteligentne istoty.

Wszystko się zmieniło, kiedy technika umożliwiła wysłanie w kierunku Marsa sond badawczych. Od 1960 roku wysłano w jego kierunku blisko 40 misji, z których większość zakończyła się niepowodzeniem - część z nich jeszcze na Ziemi, kilka w przestrzeni międzyplanetarnej, 4 sondy zamilkły, 5 uległo zniszczeniu przy wchodzeniu w atmosferę Marsa. Spośród tych, którym udało się osiągnąć cel misji, historia zapamięta Marinera 9 – pierwszego sztucznego satelitę na orbicie obcej planety, radzieckiego Mars 3 – pierwsze urządzenie na powierzchni Marsa (utracono z nim kontakt tuż po lądowaniu), oraz Vikinga 1 i 2, które pracowały na powierzchni przez kilka lat i przesyłały dokładne zdjęcia.

Po misjach Pathfaindera i Phoenix w ostatnich latach, lądowanie na Marsie wydaje się być opanowane, a informacje zbierane przez coraz doskonalsze narzędzia dają nam szansę dowiedzieć się o czerwonej planecie wszystkiego, co powinniśmy wiedzieć przed następnym krokiem. W tej chwili po powierzchni naszego sąsiada spaceruje Curiosity, wyposażony w przyrządy, o których wcześniej nie było mowy, zdolny do jazdy z większą prędkością i do pokonywania trudniejszych terenów. Kolejny krok wydaje się być oczywisty. To człowiek musi stanąć na Marsie obok robota, żeby badania przyspieszyły i przyniosły przełom.

Taki plan to część Wizji Ekspoloracji Kosmosu (Vision for Space Exploration), amerykańskiego programu badawczego ogłoszonego 8 lat temu. Program przewiduje wysłanie na Marsa załogowej misji jeszcze w latach trzydziestych XXI wieku. Zupełnie niezależnie pojawiają się pomysły wysłania na tę planetę człowieka przez prywatne firmy, które popularyzując loty i zakładając na Marsie stałą bazę, czerpały by z tego zyski jak każda firma przewozowa. Co ciekawe, pomysły takie zakładają, że pierwsi odkrywcy Marsa mieliby pozostać na czerwonej planecie do końca swego życia. Sprowadzenie ludzi z powrotem na Ziemię może okazać się zbyt drogie i zbyt ryzykowne. Każda kolejna misja ma pomóc niwelować takie bariery.

Mars budził emocje, od kiedy pierwsi ludzie zaczęli spoglądać w niebo. Dziś mamy szansę jako pierwsze pokolenie doświadczyć bezpośredniego kontaktu z czerwoną planetą. Nasza wyobraźnia podsuwa nam coraz więcej pytań i oczekuje odpowiedzi. Jest szansa uzyskać choć część z nich. Nie liczyłbym jednak na znalezienie na Marsie inteligentnego życia; przydałoby się natomiast znaleźć samą inteligencję, jakieś niekończące się źródło. Może wtedy głupota naszego gatunku nie sprawi, że loty na Marsa będą koniecznością, bo na Ziemi nie da się już mieszkać.