Narzekaj, Polaku!

Obrazek użytkownika Filip Krause
18.07.2012

Istnieje przekonanie, że Polak uwielbia narzekać. O ile samo narzekanie rzeczywiście mamy we krwi, to już lubienie tego, nie jest wcale takie oczywiste. Narzekanie jest w końcu formą buntu, oporu, niezgadzania się z pewną rzeczywistością. Zaryzykuję opinię, że ta postawa sprzeciwu w wykonaniu Polaków wynika tylko z konieczności. Przez setki lat specyficznych układów geopolitycznych nauczyliśmy się narzekać, bo była to często jedyna możliwość powiedzenia światu (choćby półgębkiem i bez świadków), że nie zgadzamy się na to jak bardzo ta sytuacja różni się od normalności. Był w tym i zawsze będzie pewien wyrzut i oskarżenie, że przecież można by lepiej, albo chociaż trochę inaczej.

fot. Drakis

Pozostały w Polakach cechy wyuczone wtedy, gdy reakcji na pewne zjawiska nie dało się wyrazić inaczej. Zawsze wtedy gdy czegoś Polakowi zabraniano, robił to z czystej przekory. Gdy mówiono, że czegoś się nie da, musiał pokazać, że nie tylko się da, ale nie stanowi to właściwie żadnego problemu. Laissez faire aux Polonais! – Zostawcie to Polakom, miał powiedzieć Napoleon o szarży na Samosierrę. Znane mu już były niezrozumiałe możliwości tych, którzy stawiali opór oczywistościom. Nie zawiódł się i tym razem. Tylko co z tego wynika, zapytacie. Czy już po wsze czasy Polacy są skazani na wrodzone i genetyczne narzekactwo i marudzenie? A gdyby dało się wykorzystać te predyspozycje do stworzenia społeczeństwa obywatelskiego?

Stwórzmy z narzekania cechę pozytywną i pożyteczną. Aby mogło się tak stać, narzekanie musi nieśc za sobą coś więcej, musi być tylko przyczynkiem do działań pozytywnych, twórczych, nacisków, starań i chęci. Narzekajmy jak najwięcej Polacy, ale róbmy to z klasą. Po każdym wypowiedzianym „jakie te drogi dziurawe!” spieszcie do swych listowników i klawiatur, ślijcie petycje do miejscowych władz, zarządców dróg, interesujcie tym problemem lokalne media. Za każdym razem, gdy z ust wymknie się wam „Oni nic nic nie robią!”, zróbcie to sami – lepiej, szybciej i wydajniej, z pożytkiem dla celu, jakikolwiek by on nie był. Jeśli wasze przemyślenia zamienią się w soczyste „nie chcę, nie zgadzam się, nie podoba mi się…”, zróbcie wszystko, żeby za tymi ważnymi słowami poszły jeszcze ważniejsze działania. W przeciwnym przypadku, słowa szybko rozwieją się w powietrzu, pozostawiając jedynie gorycz, niespełnienie a w cięższych przypadkach jadowitą złość. Ale jak tu się nie wściekać, kiedy danej sytuacji zmienić nie można i choćbyś się zaparł, rozpędzał, uderzał, bił i kopał, to nie ruszysz, nie dobiegniesz, nie zburzysz murów, które zasłaniają ci widok na to co pożądane. Zaklnij pod nosem, a później szybko pomyśl co mógłbyś zrobić, poszukaj najmniejszej możliwości, żeby Twoje przekleństwo obrosło w siłę i możliwości. Jeśli nie znajdziesz nic, po prostu rób swoje. Może zbierzesz siły, spojrzysz na temat inaczej i zaatakujesz za chwilę.

Narzekajmy jak najwięcej, jeśli będzie to narzekanie twórcze ale na miłość boską nie porównujmy tego co nasze do całego świata, nie cieszmy się za każdym razem kiedy łaskawy Zachód pochwali nas, albo powie, że może nie jesteśmy wcale taką zabitą dechami, zatęchłą dziurą. Róbmy swoje i twórzmy swoje standardy, kopiowanie kultury na duża skalę nigdy nie przynosi dobrych efektów. Narzekajmy, a jeżeli pójdą za tym zmiany na lepsze, nie bójmy się utraty tej dziejowej konieczności narzekania – właśnie dlatego, że życie nie jest idealną bajką, powody do narzekania znajdziemy zawsze.