(Nie) wiem co jem!

Obrazek użytkownika Iwona Łapińska
28.03.2013

Naukowcy nie mają wątpliwości - nie wiemy co jemy! Nieustannie toczą się dyskusje na temat jakości artykułów spożywczych dostępnych w Polsce. I bardzo dobrze. Dzięki temu świadomość konsumentów stale rośnie. Zakupy to aktualnie już nie tylko bezwiedne wrzucanie produktów do koszyka. Widok konsumenta czytającego etykiety jest dzisiaj widokiem niewzbudzającym niczyjego zainteresowania.

 

czekolada, jabłko, owoce Łakocie i owoce | fot. Iwona Łapińska
  • chleb

Zadziwiającym wydaje się fakt, że dyskusje nie dotyczą wyłącznie produktów społecznie uznawanych za niezdrowe, ale co dziwne, również produktów powszechnie uznanych za zdrowe. Przykładem będą tu warzywa, owoce czy chleb. Żeby bliżej zapoznać się z tematem, przyjrzyjmy się kilku podstawowym grupom produktów.

Owoce i warzywa

Zdrowe? Oczywiście, ale tylko takie z domowego ogródka. Większość owoców i warzyw dostępnych w sklepach oprócz oczywistej porcji zdrowia i witamin zawiera również pestycydy oraz innej bliżej niesprecyzowane dodatki. Badania wskazują, że do naszych organizmów codziennie dostaje się co najmniej 20 rodzajów pestycydów. W ogromnej mierze pochodzą one z roślin – naszych ukochanych jabłek, brzoskwiń, ogórków i papryk. Jedząc przykładowego pomidora, mało kto zdaje sobie sprawę, jaką drogę przebył, zanim trafił na nasz stół. Warzywa te zbierane są jeszcze jako zielone, po czym odstawiane do dojrzewania. Aby przepięknie wyglądały na sklepowych półkach, krótko przed trafieniem do marketów wstrzykuje się w nie zachęcający klientów sztuczny barwnik. Konsument razem z pięknym kolorem kupuje osobliwą mieszankę rośliny z niewiadomego pochodzenia chemią! A smak? No cóż, sami wiemy jak smakuje zimowy pomidor czy ogórek.

Zgodnie z opinią lekarzy z wydziału medycznego Uniwersytetu Harvarda w Bostonie substancje toksyczne występujące w warzywach i owocach to „cicha epidemia”. Przeprowadzili oni szereg badań, które jasno wskazały, że składniki te nawet w małych dawkach mogą powodować poważne problemy neurologiczne. Mogą doprowadzić do zaburzeń koncentracji, opóźnienia w rozwoju, a nawet porażenia mózgowego.  Warto pochylić się nad takimi badaniami.

Ograniczyć zgubne skutki chemicznych natrysków możemy dokładnie myjąc warzywa i owoce, jednakże chemia w nie wstrzykiwana już nie jest możliwa do chociażby częściowej elimanacji.

Chleb

We wszystkich sieciach handlowych trafimy na „gorące punkty”. Apetycznie pachnące bułeczki i ciastka pieką się dosłownie na oczach klientów. Kupuje się je tuż po wyjęciu z pieca, jeszcze gorące i pachnące tak miło, że nie można się nim oprzeć. Droga gotowego produktu do konsumenta już nie może być bardziej skrócona. Niestety po kilku godzinach taki towar po prostu się wyrzuca, bo najzwyczajniej przestaje być świeży. Ustawianie pieców w sklepie to kolejny chwyt marketingowy, jednakże całkiem skuteczny. A jak proces pieczenia wygląda w rzeczywistości? Pieczywo powstaje daleko od gorących punktów, a przywozi się je na miejsce zamrożone. Niestety mrożenie nieodwracalnie przerywa naturalny proces fermentacji ciasta. Aby go przywrócić niezbędne jest dodanie substancji oznaczonych literką E, a wiemy że konsumenci jej nie lubią. W przypadku chleba często jednak nie wiemy, że może on zawierać chemiczne polepszacze. Pieczywo z półek najczęściej nie posiada etykiet z opisami. Możemy je znaleźć jedynie na półce, ale i to często trudno.

Posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego dążą do ustawowego zakazania używania nazwy „chleb” dla produktów zawierających sztuczne wzmacniacze. Ich zdaniem problem polepszonego chleba jest bardzo ważny, ponieważ osoby, które latami go jedzą, są bardziej narażone na raka jelita grubego, gorzej się czują i tyją.

Co zatem? Najzdrowiej będzie wypiekać chleb na zakwasie w domu lub kupować pieczywo w sprawdzonej, lokalnej piekarni. Prawdziwy chleb na zakwasie zawiera błonnik oraz pałeczki kwasu mlekowego, które zapobiegają nowotworom. Ponadto jest pozbawiony toksyn pleśniowych i związków rakotwórczych, które giną w wyniku nieprzerywanej mrożeniem fermentacji.

Mięso i wędliny

Ile mięsa w mięsie? To bardzo częste pytanie, na które odpowiedzi tyle, ile rodzajów mięsa i wędlin. Zwykłe parówki, które powinny być produkowane przecież z mięsa, zawierają np. tłuszcz wieprzowy, sól, emulsję drobiową, mąkę ziemniaczaną, substancje konserwujące, przeciwutleniacze i różne wzmacniacze typu E. Trudno tą listę ogarnąć zwykłemu zjadaczowi kiełbasy. Obdarzony cudownymi mocami rzeźnik z 10 kilogramów mięsa wyprodukuje nawet 15 kg wędlin. Jak to się robi? Wystarczy specjalne oprzyrządowanie, np. wstrzykiwarki i masownice, które pozwolą rzeźnikowi wstrzyknąć solankę w mięśnie czy rozprowadzić wodę po mięsie tak, żeby konsument o tym się nie zorientował.  Przykre jest, że na te oszukańcze procedery pozwalają nie tylko polskie, ale również unijne przepisy. Według ekspertów wędliny mogą zawierać do 35% wody i innych dodatków, takich jak tłuszcze roślinne, białko sojowe, hydrolizat białkowy, skrobia ziemniaczana. W kiełbasie zgodnie z prawem zmieści się aż 40% takich samych dodatków. Warto też zwrócić uwagę na nazewnictwo i proporcje. Np. w kiełbasie wieprzowo-cielęcej bardzo nierzadko występuje mniej niż 1% cielęciny. Bardzo często nazwa nijak się ma do zawartości.

Jeszcze ciekawiej wygląda sprawa ilości mięsa w produktach garmażeryjnych i konserwach.  Np. w farszu pierogów z mięsem zaświadczymy go jedynie 2-5%. To dopiero porcja pełnowartościowego białka! W przypadku konserw prawie nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę jest w środku. Białka zwierzęcego w puszkach jest często nie więcej 10%, pozostały skład to mniej lub bardziej „wyrafinowane” dodatki. Zdrowe? Na pewno nie.

Jak więc kupować dobrą kiełbasę? Czytaj skład. Im więcej białka zwierzęcego, tym lepszej jakości wędlina. Ponadto wybieraj kiełbasy grubo mielone tak, aby były widoczne kawałki mięsa i tłuszcz. Im bardziej zmielona kiełbasa, tym więcej w niej polepszaczy. Alternatywą dla marketowych wędlin jest kupowanie ich z lokalnych masarni, chociaż i to nie daje konsumentowi gwarancji dobrej jakości.

Słodycze

Wpływ cukru na nasze zdrowie jest powszechnie znany. Nie ma wątpliwości, ze jest niezdrowy, od niego tyjemy i chorujemy. Specjaliści żywieniowi biją na alarm ostrzegając przed słodkim, białym kryształem. Oprócz tego, że cukry występujące w słodyczach przyczyniają się do próchnicy zębów, to również wpływają na brak apetytu u dzieci. W momencie, gdy ilość kalorii potrzebna organizmowi zostanie zaspokojona słodyczami, dziecko nie będzie chciało jeść pożywienia bogatego w witaminy i mikroelementy, bo zwyczajnie nie będzie głodne. Takie nawyki żywieniowe mogą zaburzyć prawidłowy rozwój dziecka w okresie, w którym zapotrzebowanie na najcenniejsze pokarmy jest największe.

Ale czy cukier to wszystko „złe”, na co możemy napotkać w cukierku lub coli? Otóż nie! Niejeden rodzic będzie mocno zdziwiony, gdy dowie się, że ich pociecha jest smakoszem owadów.  Suszone i sproszkowane owady zawierają się w naturalnym barwniku (koszenila – E120), powszechnie dodawanym do napoi gazowanych, jogurtów i innych artykułów spożywczych. Mimo, iż naturalny może powodować silne reakcje alergiczne, np. duszności u alergików. W Polsce przy produkcji słodyczy stosuje się również szereg innych barwników uznanych przez specjalistów za szkodliwe, a nawet zakazanych w innych krajach. Mimo iż wszystkie substancje E stosowane przy produkcji słodyczy powszechnie uznane są za względnie bezpieczne, powinniśmy mieć do nich umiarkowane zaufanie. Nie należy zapominać również o tłuszczach trans zawartych w słodkich ciastach i ciastkach. Przyczyniają się one do wzrostu cholesterolu we krwi, miażdżycy oraz innych chorób serca.

Czy istnieją zatem zdrowe słodycze? W zasadzie nie. Ale możemy mówić o takich, które są mniej szkodliwe dla naszego zdrowia. Wymienić należy tu w szczególności czekoladę, która ma nawet pewien pozytywny wpływ na nasz organizm. Otóż poza ogromną ilością kalorii zawiera ona magnez, żelazo, potas i wapń. Warto mieć ją przy sobie podczas wyczerpujących wycieczek pieszych na wypadek nagłego spadku energii.  Jeżeli chcemy minimalizować negatywny wpływ słodyczy na nasz organizm, to właśnie czekoladę (szczególnie gorzką) należy traktować jako jedyną dopuszczalną słodycz.