O Paraolimpiadzie i istocie sportu

Obrazek użytkownika Filip Krause
10.09.2012

Wczoraj wieczorem zgasł w Londynie paraolimpijski znicz. Dla polskich sportowców oznacza to 36 nowych medali, ale przede wszystkim spełnienie po latach przeciwstawiania się niewyobrażalnym barierom.

fot. David Poultney for LOCOG/london2012.com

Niektórzy rozpoczęli życie zmuszeni do przełamywania przeciwności codziennego życia, innych ta niesprawiedliwość dotknęła później. Wszystkich tych, którzy pojechali do Londynu reprezentować nasz kraj w sportowych zmaganiach łączy jedna cecha: nie poddali się. Pokazali, że można pracować ciężko, aby spełnić swoje marzenia. Nie oznacza to wcale, że nie zważali na swą niepełnosprawność. Było w tym coś więcej. Paraolimpijczycy udowodnili, że właśnie pomimo swej ułomności zauważyli w sporcie swoją szansę; i wykorzystali ją w piękny sposób. Udowodnili coś sobie i innym.

„Londyńska paraolimpiada zmieniła postrzeganie sportu niepełnosprawnych” – pisał Daily Telegraph. Ci, którzy będą się w tym zdaniu doszukiwać choć odrobiny przesady, niech zwrócą uwagę na popularność imprezy. Przed czterema laty, potyczki niepełnosprawnych sportowców obejrzało na stadionach trzy razy mniej widzów, sprzedano 900 tys. biletów. To historyczny przełom i nie mam na myśli jedynie suchych danych. Te liczby niosą za sobą niezwykłą konsekwencję, oby trwałą – idea Igrzysk stała się w powszechnej świadomości podstawą i sensem zmagań osób upośledzonych ruchowo.

Stadiony właściwie codziennie wypełnione były kibicami. To jednak nieco zaskakujące, ale niezwykle optymistyczne. Dlaczego sportowcy, którzy zdobywają medale, bijący rekordy świata, słuchający swoich hymnów stojąc na najwyższym stopniu podium, nie mieliby być dopingowani w taki sam sposób, jak ich zdrowi koledzy? Łzy w oczach tych, którzy spełniali swoje marzenia chociażby biorąc udział w takich zawodach przekonują, że taka tendencja wypełnia ideę Igrzysk w zupełności.

Są tacy, którzy doszukują się w paraolimpiadzie zwyrodnienia i zepsucia sportu. Ostrzeżenie Janusza Korwin-Mikkego o tym, że oglądanie zawodów osób niepełnosprawnych może doprowadzić do zaburzeń motorycznych oglądającego są trudne do skomentowania. Twierdzi on że, oglądanie inwalidów nie pozwala na rozwój cywilizacji. Oznacza to zapewne intensywne, ostatnie już próby zaistnienia na politycznym rynku , bo ciężko uwierzyć, że wypowiada się takie słowa na poważnie i rzeczywiście w nie wierząc. Panie Januszu, cywilizacja rozwija się doskonale, przynajmniej w tym aspekcie.