Ośmiolatek z Luizjany zastrzelił babcię

Obrazek użytkownika Brama
29.08.2013

Chłopiec strzelił kobiecie w tył głowy, starsza pani jak wykazało śledztwo była jego babcią. Ośmiolatek twierdził, że był to wypadek przy zabawie, ale policja wykluczyła tę wersję. Według funkcjonariuszy wycelował i celowo pociągnął za spust, jednak nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji tego czynu. Chwilę wcześniej grał w GTA IV. Sąsiedzi i opinia publiczna są w szoku – gry winne kolejnej tragedii. Ja też jestem w szoku, ale z innego powodu.

Strzelanie z pistoletu Broń, fot. Friday
  • Gotowa okładka na rynek amerykański ze wszystkimi oznaczeniami

Na pierwsze wzmianki o tej tragedii natknąłem się przeglądając pewien polski portal internetowy, dopiero później dotarłem do oryginalnego artykułu amerykańskiej stacji CNN. W informacji, którą znalazłem na polskim portalu przeczytać można: „Ośmiolatek, który spędził kilka godzin przy Grand Theft Auto IV, postrzelił śmiertelnie swoją 87-letnią opiekunkę.” Pytanie dla uważnych: Co nie pasuje w powyższym zdaniu? Podaj dwa szczegóły.

Pierwszy szczegół: zestawienie słowa „ośmiolatek” z tytułem Grand Theft Auto IV (w skrócie GTA). Media i inni krzykacze już zdążyli grę jak i jej twórców obwołać winnymi całego zajścia. I to jest właśnie szok dla mnie. Winna jest GRA! Gra oznaczona i sprzedawana jako „dla dorosłych”. Winny nie jest rodzic, który pozwolił dziecku grać w grę absolutnie dla niego nieodpowiednią, a twórca i wydawca który ośmielił się ją na rynek wypuścić. To on ma krew na rękach. To nic, że dzieciak nie powinien nie tylko w nią grać, ale nawet wiedzieć, że taka jest w domu (tzn. nie powinien widzieć jak gra w nią ktoś dorosły). To nic, że na każdym opakowaniu jest informacja o kategorii wiekowej tejże i dokładny opis treści jakie zawiera.
Prawda jest taka: to rodzic czy opiekun jest winien tej tragedii bo nie dopilnował pociechy, lub nawet sam mu wręczył nieodpowiednią dla niego grę (bo nie wiadomo jak było). Nie ponosi zaś winy twórca, który stworzył przecież treść dla dojrzałego odbiorcy.

Drugi szczegół, który mi nie pasuje, wręcz nie chce się zgodzić, to zestawienie słów „ośmiolatek” i „postrzelił”. Kto pozwolił aby dziecko miało dostęp do broni, a w szczególności naładowanej? Zacytuję tutaj sarkastyczną wypowiedź jednego z internautów z wspomnianego wcześniej portalu:  „Winne są gry! Każdy kto twierdzi, że łatwy dostęp do broni palnej jest problemem żyje w błędzie.” Tak, myślę, że użytkownik REALista trafił w samo sedno. Kto tym razem jest winien, co jest przyczyną tragedii? Nie gra oczywiście, a nieodpowiedzialne zachowanie tego, kto nie zabezpieczył odpowiednio broni, tak, żeby dziecko nie miało do niej dostępu. Okazuje się, że tą osobą jest sama (już nie)zainteresowana – jak podała policja i potwierdził syn/ojciec, broń należała właśnie do babci chłopca. Brawo! Nagroda Darwina się należy, albo chociaż nominacja. Nawet nie zapytam po co dziecko wiedziało, że w domu jest broń i gdzie?

Słyszeliśmy dotychczas o podobnych przypadkach, masakrach w szkołach, zastrzeleniu matki, bo zabrała konsolę itp., ale zawsze chodziło tu o nastolatka, 15-17 lat. To już taki wiek, w którym dobrze rozwinięty młodzian potrafiliby docenić złożoną mechanikę i wielowątkową fabułę produkcji. I to jest dla mnie drugi szok: Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że w GTA mógłby grać ośmiolatek, to chyba jakiś precedens. Bo co mógłby tam robić? Tylko strzelać do przechodniów, kraść fury i przejeżdżać nimi tychże. Bo ukończyć misję? Wątpię. Szkoda mi tylko tego dzieciaka, trauma pozostanie mu najpewniej do końca życia. Oczywiście uniknie kary, bo prawo w Luizjanie przewiduje jakąkolwiek odpowiedzialność karną za swoje czyny u osób powyżej 10 roku życia. Ja natomiast obarczyłbym nią rodziców młokosa. Rzecz jasna po zbadaniu na ile zawinili; ja chciałbym wiedzieć dlaczego chłopiec grał w tę grę; czy rodzice mu pozwalali, a może zachęcali; czy rodzice wiedzieli, że w domu jest broń; czy pokazywali dziecku, chociażby w zabawie jak się strzela?

Jeżeli prześledzić historię różnych szkolnych masakr i innych tragedii dokonanych rzekomo pod wpływem gier to uderzające jest metodyczne i każdorazowe pomijanie faktycznej przyczyny przez media. Gry są z miejsca obwiniane za całe zło, to one stają się przyczyną. Nikt jakoś nie potrafi skojarzyć faktu, że nastolatek, który w dodatku miał historię zaburzeń psychicznych (bo tak jest w większości przypadków, nikt normalny nie strzela do kolegów z klasy) nie powinien grać w gry 18+, że ten kto dał mu dostęp do nieodpowiedniej gry ponosi odpowiedzialność.

W newsach czytamy „Zabił bo grał 8 godzin dziennie w GTA”. Kto pozwolił dzieciakowi z problemami psychicznymi spędzać tyle czasu przy „brutalnych i gloryfikujących przemoc grach”*? Rodzic! I nie ma dla mnie znaczenia, czy było to świadomie, czy tylko przez zaniedbanie. Ale rodzice nie wezmą tej winy na siebie. To zadziwiające jak z jednej strony słychać krzyki „gry to ZŁO!”, a z drugiej strony jak bardzo rodzice ignorują to co dzieci robią przy konsoli czy komputerze. Skoro twierdzicie, że gry są "be", to nie dawajcie ich dzieciom! Skoro wszystkie te tragedie przypisuje się grom i GTA w szczególności, a nie rażącym błędom w wychowaniu, to dlaczego, do cholery, dzieciaki wciąż mają dostęp do tej gry? A przecież są gry przeznaczone dla najmłodszych i każdej innej grupy wiekowej.

Ten aspekt, co prawda, nie ma większego przełożenia na polskie poletko, ale czy zauważyliście jak w Ameryce gloryfikuje się broń palną? Uczy się dzieciaki od najmłodszych lat, pokazuje jak się strzela, zabiera na strzelnicę a potem nie chowa się przed nimi broni (a przynajmniej nie dość dobrze). W takich warunkach nie trudno o tragedię. Ale to „brutalne gry” są ich przyczyną, nie łatwy dostęp dzieci do broni. To ciekawe, że większość rodziców zastrzelonych przez dzieci ginie ze swojej broni i samo uczyło swoje dziecko strzelać. Kto normalny uczy dziecko o stwierdzonych problemach psychicznych strzelać z broni palnej? I jeszcze daje mu GTA do pogrania?

To ciekawe, że rodzice wiedzą, że jeśli na okładce filmu jest goła baba i napis 18+ to to nie jest film dla dzieci. Ale kiedy widzą na okładce gnata i taki sam znaczek, to jakoś nie mogą złapać analogii. A na okładce GTA IV naliczyłem 4 sztuki broni palnej w różnych konfiguracjach. I jeszcze panią liżącą lizaka w sposób, który można uznać za dwuznaczny. Naprawdę tak ciężko się domyślić o czym i dla kogo ta gra? Słowo "kradzież" w tytule też widocznie nie jest żadną wskazówką, że produkcja może zawierać treści nie wskazane dla dziecka. I tu jest prawdziwy paradoks, bo z jednej strony pokutuje opinia, że gry to „rozrywka dla dzieci” i gra o Troskliwych Misiach nie różni się od gry o mordowaniu. Jedno i drugie to gra, można dać dziecku. A z drugiej strony, kiedy już dojdzie do tragedii to okazuje się, że „gry to zło”. Jak dla mnie to sprzeczne stanowiska, więc może warto byłoby któreś z nich zrewidować? A tak naprawdę oba.

 

* Jak piszą o interaktywnej rozrywce media. I o ile tę metkę śmiało można przypiąć do GTA to robią to również w przypadku produkcji, które w żaden sposób nie promują przemocy – gra to po prostu łatwy kozioł ofiarny. Lubił grać w Simsy i zabił? Winne Simsy!