Piekło Czerwonych Diabłów

Obrazek użytkownika Willy
6.02.2013

6 lutego 1958 roku w Monachium pogoda nie zachęca do długich spacerów. Jest mroźno, pada gęsty śnieg. Mimo złej aury kapitan czarterowego lotu nr 609 British European Airways, James Thain, krótko po godzinie 14 bezpiecznie ląduje na pasie startowym lotniska München – Riem. Dwusilnikowy, turbośmigłowy Airspeed Ambassador 2 to pasażerski samolot krótkiego i średniego zasięgu, zaprojektowany przez firmę Airspeed Limited jako następca słynnego modelu DC-3 – jednego z najpopularniejszych samolotów w historii transportu lotniczego. Górnopłat o całkowicie metalowej konstrukcji oddaje się w ręce obsługi technicznej lotniska, która sprawnie uzupełnia paliwo. Załoga i pasażerowie oczekują na decyzję kontroli lotów...

Airspeed Ambassador 2 na lotnisku Heathrow, rok 1960 - 2 lata wcześniej podobna maszyna rozbiła się w Monachium Airspeed Ambassador 2 na lotnisku Heathrow, rok 1960 - 2 lata wcześniej podobna maszyna rozbiła się w Monachium | fot. PhillipC/flickr (CC BY-SA 2.0)
  • Zegar na Old Trafford, stadionie Manchesteru United - zatrzymany dokładnie w chwili katastrofy (czas brytyjski)
  • Pamiątkowa tablica na jednej ze ścian stadionu Old Trafford
  • Archiwalna strona Daily Herald

„Lord Burghley”, bo takim imieniem angielskiego polityka ochrzczony został ów samolot, nie odbywał tego dnia zwykłego lotu rejsowego. Mimo, że na pokład mógł zabrać maksymalnie sześćdziesięciu pasażerów, tym razem było ich jedynie 38. Niezwykłych pasażerów. Kibice, dziennikarze, pracownicy klubu, wreszcie sami piłkarze i trenerzy Manchesteru United byli w doskonałych nastrojach. Wracali do domu po trudnym meczu w Belgradzie. Remis 3:3 z miejscową Crveną Zvezdą dał im upragniony awans do półfinału Pucharu Mistrzów. Nic dziwnego, że euforia udzielała się także sześcioosobowej załodze. W Manchesterze czekał na nich tłum szczęśliwych kibiców, międzylądowanie w Monachium miało trwać krótko, jedynie tyle czasu, ile zajmuje uzupełnienie paliwa i przygotowanie samolotu do dalszego lotu.

... o 15.20 kapitan Thain i drugi pilot Kenneth ‘Ken” Rayment otrzymują wreszcie pozwolenie na start. Rozpoczynają kołowanie na wskazany pas nr 25. Dziesięć minut później rozpędzają maszynę z pasa startowego. Jednak nie wszystko jest w porządku, silniki nie pracują prawidłowo. Piloci przerywają start i powracają na miejsce startowe. Próbują raz jeszcze, kontrolerzy wyrażają zgodę. Samolot ponownie nabiera prędkości. Nagle wzrasta ciśnienie paliwa w silniku nr 1. I tym razem nie uda się wystartować, kapitan wyhamowuje. W kokpicie trwa dyskusja – co dalej?...

Charyzmatycznemu szkockiemu trenerowi United, Mattowi Busby’emu, udało się w latach pięćdziesiątych zbudować naprawdę mocny, młody zespół. Mieszanka talentów z własnej akademii w rodzaju Marka Jonesa, Davida Pegg’a, Eddie’go Colmana czy Duncana Edwardsa oraz dość kosztowne transfery doświadczonych, sprawdzonych Taylora i Gregga, wspomagani przez wschodzącą gwiazdę Bobby’ego Charltona...tak, to zaczynało przynosić zwycięstwa. Przecież zaledwie kilka dni przed meczem w Belgradzie, na wypełnionym ponad 60 tysięczną publicznością stadionie Highbury w Londynie pokonali w prestiżowym pojedynku tamtejszy Arsenal 5:4. Po fascynującej grze!

...jest decyzja. Spróbują raz jeszcze. Tym razem jest plan: otworzyć przepustnice wolniej, być może uda się tym sposobem zlikwidować problem ciśnienia w silnikach. Tymczasem wciąż pada śnieg. Pokryty jest nim zarówno samolot, jak i płyta pasa startowego. Mimo, że podczas nieudanych prób startu część białego puchu została zmieciona pędem powietrza, to jednak kilkucentymetrowa warstwa wciąż się utrzymuje. Zarząd portu lotniczego nie widzi problemu, nie dostrzega go również załoga. Ponownie pas nr 25. Silniki rozgrzane, można ruszać. Prędkość 20...30...43 m/s – znów zwiększa się ciśnienie w silniku nr 1. Piloci unoszą dziób samolotu. Maszyna odmawia posłuszeństwa przy prędkości około 60 m/s. Chwilę później kapitan dostrzega z przerażeniem sporą połać błota śniegowego na pasie. Prędkość maleje do 54 m/s. Nic już nie można zrobić. To zbyt mało, aby wzbić się w powietrze  jednocześnie zbyt wiele, by skutecznie hamować. Samolot z impetem wypada z pasa startowego, taranuje barierkę, przecina drogę i wbija się w pobliski, na szczęście pusty, dom i drzewo. Część wraku pędzi dalej, zatrzymując się 90 metrów dalej na drewnianym garażu. Wybuchają płomienie...

Giną 23 osoby, w tym ośmiu piłkarzy Manchesteru United. Między innymi wspomniani Colman, Jones, Pegg i Taylor. Niezwykle utalentowany Edwards umiera kilkanaście dni później w szpitalu. Trener Matt Busby walczy o życie, ostatecznie udaje mu się przeżyć, podobnie jak Charltonowi.

Klub, miasto Manchester i cała Anglia pogrążają się w żałobie. Wydaje się niemożliwe, aby po takim ciosie drużynie udało się szybko odzyskać dawną formę i potęgę. A jednak! Jeszcze tego samego roku zbudowana niemal od nowa jedenastka dociera do finału Pucharu Anglii! Osiem lat później świetna gra Bobby’ego Charltona pozwoli zdobyć, jedyne jak dotąd dla reprezentacji Anglii, mistrzostwo świata. Dziesięć lat po tragicznej katastrofie Manchester United prowadzony, a jakże, przez Matta Busby’ego wygra Puchar Europy.

...straż pożarna i służby porządkowe dogaszają zgliszcza. Karetki pogotowia dawno już odjechały z rannymi i ciałami ofiar do najbliższych szpitali. Miejsce katastrofy robi upiorne wrażenie. Wszystko to obserwują dwaj dziennikarze, próbując opanować szok i zrozumieć ogrom tragedii. Nagle, wśród odłamków wraku dostrzegają ciało. Kenny Morgans jest nieprzytomny, ale żyje. Jest najmłodszym graczem klubu z Manchesteru, ostatnim z ocalałych. Został odnaleziony pięć godzin (!) po oficjalnym ogłoszeniu przerwania poszukiwań. Jeszcze w tym samym sezonie powróci na boisko, jednak nigdy już nie odzyska dawnej formy…

Dzisiaj, równo 55 lat po katastrofie, żyjemy w innym świecie. Postęp technologiczny przeskoczył przez kilkanaście epok, zmieniają się ludzie, zmienia się futbol. Niezmienna jest pamięć o „dzieciach Busby’ego”. Sir Alex Ferguson, obecny manager Czerwonych Diabłów – tak nazywana jest przez kibiców drużyna Manchesteru United - większość sukcesów dedykuje właśnie im, ofiarom tragedii lotu 609.