Po co nam język polski?

Obrazek użytkownika Filip Krause
21.02.2013

Dziś Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Hasło tegorocznych jego obchodów to ”Książki dla edukacji w języku ojczystym”. Niedawno pisaliśmy o tym, jaki odsetek Polaków czyta książki. Jeżeli rzeczywiście książki mają być narzędziem w edukacji języka, wydaje się, że próba ta zakończy się spektakularną katastrofą.

fot. Thyago - SORG|FX/flickr (CC BY 2.0)

Po co nam litery z ogonkami?

Czy Polacy potrzebują jeszcze języka polskiego? W tysiącach SMS-ów i e-maili przesyłanych każdego dnia, polskie znaki diakrytyczne to wyjątki. Tylko naprawdę zatwardziali obrońcy języka decydują się wprowadzać je na klawiaturach. Mniejszy jest problem, gdy sprzęt pozwala korzystać ze słownika i podpowiedzi. Kiedy oprogramowanie podpowiada poprawną wersję wpisywanego wyrazu, jest łatwiej, ale takie lenistwo jest kłamstwem z krótkimi nogami. Procesor tekstu nie poprawi nam wyrazu „te” na „tę”, bo oba występują przecież w języku polskim. Co więcej zasady wprowadzone do programu sprawdzającego poprawność nie zawsze są nieomylne, a czasem najzwyczajniej starają się poprawić struktury napisane w zamierzony sposób.

Po co nam przecinki?

Stawianie przecinków w odpowiednich miejscach nie jest rzeczą łatwą. Można poświęcić wiele lat nauki w szkołach i nadal mieć wątpliwości przy pisaniu. Pytanie czy jest sens się tego douczać i doskonalić swą wiedzę o interpunkcji? Puryści słusznie zauważają, że tekst z przecinkami brakującymi, bądź taki z ich nadmiarem, czyta się ciężko. Nie zawsze też odbiór treści jest identyczny z tym, co zakładał piszący. Z drugiej strony język się zmienia, w szybkim tempie upraszcza. Za kilka dekad możemy już nie potrzebować znaków, które służą dziś do odpowiedniego oznaczenia złożonych struktur. Pozbycie się przecinków może być zatem dziejową koniecznością.

Po co nam siermiężne słowa?

Język ewoluuje, pozostawiając wiele wyrazów jedynie w słownikach. Wychodzą one z codziennego użycia z wielu powodów. Oznaczają coś, co w dzisiejszym świecie już nie funkcjonuje lub nie jest potrzebne albo zastępowane są wyrazami nowymi, często obcymi. Zwiększenie możliwości komunikacyjnych i rozwój techniki doprowadziły do ograniczenia potrzebnego zasobu słów; spowodowały też, że język ojczysty jest nam coraz mniej potrzebny. Zmienia się sposób wysławiania, zwiększa się łatwość posługiwania potocznym językiem i szansa, że zostaniemy zrozumiani przez przedstawiciela innej kultury, czy choćby stanu społecznego.

Po co nam język polski?

Skoro więc na wszystkie powyższe pytania odpowiedzią może być konkluzja, że języka polskiego nie potrzebujemy, czy jest sens w jego promowaniu i próbach „nawracania” na język polski tych, którzy na co dzień go nie potrzebują? Posługiwanie się pięknym językiem polskim powinno być taką samą wartością, jaką jest schludny ubiór czy kulturalne zachowanie. Nie wyobrażam sobie rozerwania tych pojęć. Andrzej Wajda, odbierając Nagrodę Akademii Filmowej, powiedział: „Myślę po polsku, więc będę mówił po polsku”. Życzę wszystkim pięknego myślenia i mówienia. Język polski, używany poprawnie, jest prawdziwym dobrem.