Podróże kształcą

Obrazek użytkownika Robert Sierocki
27.01.2013
Maid of Mist podpływa do wodospadu Niagara Maid of Mist podpływa do wodospadu Niagara. | fot. Robert Sierocki

Postanowiłem spełnić swoje marzenie z dzieciństwa i zobaczyć Alaskę. Po raz pierwszy zdecydowałem się na wyjazd objazdowy z biurem podróży. W grupie było 10 osób uczestników plus przewodnik. Wycieczka obejmowała również zwiedzanie Kanady.  Była to pierwsza moja podróż za Ocean Atlantycki, więc zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Wcześniej wiedziałem o Kanadzie tyle, że jest to olbrzymi kraj z niezwykle piękną, ale i dziką przyrodą. Później przekonałem się, że jest tak naprawdę. Zanim jednak to się stało czekała mnie bardzo pouczająca przygoda z liniami lotniczymi. 

Na lotnisku w Warszawie odprawialiśmy się całą grupą. Poinformowałem pracownika check-in, że lecę na Alaskę z międzylądowaniem w Monachium, Nowym Jorku i Noclegiem w Toronto. Nie spodziewałem się, że ta informacja zaważy na początkach mojej przygody z Alaską i Kanadą. W Toronto okazało się, że moje bagaże zaginęły. Domyśliłem się, że pracownica lotniska zasugerowała się moją wypowiedzią, że międzylądowanie mam następnego dnia i wpisała datę wypuszczenia bagaży późniejszą o 1 dzień. Problem w tym, że międzylądowanie w Monachium i Nowym Jorku było tego samego dnia, a w Toronto następnego. Walizki czekały więc niepotrzebnie 1 dzień w Monachium.

Czego się nauczyłem: Aby uniknąć ewentualnej utraty bagażu przy lotach z międzylądowaniem, należy dokładnie sprecyzować kiedy ma nastąpić to międzylądowanie.

W Toronto na lotnisku jak tylko zorientowaliśmy się, że nasze bagaże są zagubione, zgłosiliśmy się do biura obsługi klienta i złożyliśmy pisemną reklamację. I tu pojawiła się ogromna trudność w sprecyzowaniu stałego adresu pobytu na terenie Kanady, ponieważ braliśmy udział w wycieczce objazdowej i codziennie byliśmy w innej miejscowości. Dodatkową przeszkodą było to, że tylko w niektórych z tych miejscowości było lotnisko. W efekcie kazano nam się dowiadywać o stan reklamacji telefonicznie pod numerem infolinii lotniczej Air Canada. Inni współuczestnicy wycieczki prosili mnie o interwencję, gdyż nie mówili w żadnym obcym języku.

O czym się przekonałem: jadąc za granicę warto znać język angielski. Bez tego ani rusz.

W trakcie perypetii z bagażem przypomniało mi się, że moi znajomi parę lat wcześniej mieli podobną przygodę lecąc na Dominikanę i linie lotnicze zwróciły  im 100 USD na zakup niezbędnych przedmiotów takich jak: środki higieny osobistej, podstawowa bielizna. Skorzystałem z tej dogodności. 

Czego się nauczyłem: wybierając się  w dalszą i dłuższą podróż samolotem warto mieć w bagażu podręcznym 1 komplet podstawowych kosmetyków i bielizny.

Mając do dyspozycji 100 USD udaliśmy się na zakupy pasty do zębów, szczoteczki, okularów słonecznych oraz bielizny. W dużym hipermarkecie włożyłem do koszyka komplet slipów męskich w rozmiarze M, bo taki noszę. Następnego dnia chciałem je założyć, ale po rozpakowaniu stwierdziłem, że choć mają napisane na metce rozmiar M, to wyglądały jakby były w rozmiarze XXL. Niestety byliśmy już w innym mieście i nie mogłem wrócić do sklepu i ich wymienić.

Co zauważyłem: będąc w innym państwie, przy zakupie odzieży lub obuwia należy zwracać uwagę na numerację oraz oznaczenie rozmiarów.

Pierwszym miastem kanadyjskim jakie zwiedzałem było Toronto. Na początku zwiedzaliśmy wieżę CN Tower – „Top of the World”, niegdyś najwyższy budynek świata (rok 1975, wysokość z anteną 553,33 m). Winda w tej wieży ma szklane ściany, co umożliwia obserwowanie miasta wraz z unoszeniem się windy. Wewnętrzny taras widokowy na górze wieży jest jedyny w swoim rodzaju. Różni się tym od innych, choćby tego w Berlinie, fragmentem podłogi, który jest przezroczysty. Doskonale widać co jest poniżej - w tym przypadku stadion sportowy! Wówczas rozgrywany był mecz futbolu amerykańskiego. Z tarasu widokowego obejrzeliśmy panoramę miasta oraz jezioro Ontario. Było późne popołudnie i słońce powoli zachodziło nad linią jeziora.

Czego doświadczyłem: można oglądać mecz piłkarski z wysokości ponad 500 m.

Podczas wieczornego zwiedzania centrum Toronto postanowiliśmy skosztować czegoś lokalnego. Nasz przewodnik zasugerował szybkie i smaczne kanadyjskie hot-dogi. Były one serwowane na chodniku z przenośnego wózka cateringowego. Sprzedawano je w kilku odmianach. Ku naszemu zdziwieniu najdroższy hot-dog (prawie 6 USD) nazywał się „Polish Sausage” czyli „Polska Kiełbasa”. Takich wózków widziałem w Ameryce Północnej bardzo wiele i zawsze „Polish Sausage” były w nich z najwyższą ceną, co pewnie świadczy o lepszej jakości i smaku polskiej kiełbasy.

Czego doświadczyłem: w Ameryce Północnej bardzo cenione są polskie kiełbaski.

Zawsze myślałem, że wodospad Niagara jest tylko jeden, jednak okazuje się, że są dwa. Zresztą wskazuje na to ich angielska nazwa w liczbie mnogiej czyli Niagara Falls. Leżą one na granicy Kanady i Stanów Zjednoczonych. Jeden z nich (dużo mniej spektakularny) znajduje się po stronie amerykańskiej, a ten słynny, zwany „podkową”, jest po stronie kanadyjskiej. Pod sam wodospad podpływa statek o nazwie „Maid of Mist” czyli w wolnym tłumaczeniu „Pani Mgła”. Uczestnicy takiej przejażdżki zaopatrzeni są  w foliowe płaszcze przeciwdeszczowe, ponieważ w miarę podpływania do wodospadu wzmagają się opady kropel wody wydobywające się spod wodospadu. Ci, którzy płyną od strony kanadyjskiej zaopatrzeni są w płaszcze w kolorze niebieskim, a ci od strony amerykańskiej – w kolorze pomarańczowym. Będąc pod ścianą spadającej olbrzymiej ściany wody człowiek ma wrażenie bycia totalnie bezradnym w obliczu tego żywiołu. Woda spada z tak wielką siłą, że wydawało mi się, że jestem małą mizerną istotą, która prawie nie liczy się w świecie rządzonym przez ogromną naturalną energię.

Co zauważyłem: natura może być znacznie silniejsza od człowieka.

Kanada jest tak wielkim krajem, że przemieszczenie się samolotem ze strony wschodniej na zachodnią zajęło nam całą noc. W samolocie jest kilka wyjść ewakuacyjnych i dojście do nich musi być w miarę swobodne, dlatego też w ich okolicy fotele nie są tak ściśnięte. Podczas odprawy lotniczej moja towarzyszka podróży poprosiła dla nas o miejsca właśnie przy wyjściu ewakuacyjnym. Dzięki temu całą noc spędziliśmy w nieco wygodniejszych warunkach niż reszta pasażerów klasy ekonomicznej.

Czego się dowiedziałem: miejsca w samolocie przy wyjściach ewakuacyjnych są wygodniejsze.

W Vancouver znajduje się Park Stanleya, który z trzech stron otoczony jest wodą. Znajdują się tam liczne akweny wodne, lasy z kilkusetletnimi drzewami (największe są tutaj sekwoje) oraz oczywiście zwierzętami. Najliczniejsze z nich  to kaczki wodne zwane berniklami. Jednak mimo spektakularnej fauny i flory, największe wrażenie wywarły na mnie totemy Indian . Było ich bardzo dużo, w różnych kształtach i wielkościach. Przedstawiają one różne postaci, głównie ze świata zwierzęcego i symbolizują ważne wydarzenia z życia danego szczepu indiańskiego, danej rodziny lub indywidualnego człowieka. Totemy te przykuwają uwagę, mają w sobie jakąś tajemnicę. Łatwo zrozumieć, że przypisywano im znaczenie magiczne. Z Parku Stanleya rozpościera się także spektakularny widok na wieżowce w centrum miasta. W jego najstarszej części, tzw. starówce o nazwie „Gastown”, znajduje się duży zegar stojący, który co pół godziny zamiast dzwonić lub dawać inny dźwiękowy sygnał, puszcza parę! Niedaleko starówki mieści się centrum olimpijskie, gdzie miała miejsce zimowa olimpiada w 2010 r. Przy wyjeździe z Vancouver w stronę północną przejeżdża się olbrzymi most, który jest bardzo podobny do słynnego mostu „Golden Gate” w San Francisco, z tą różnicą, że ten nie jest w kolorze złotym, lecz zielonym.

Co widziałem: totemy - przedmioty o przesłaniu symbolicznym oraz dymiący zegar na starówce miasta Vancouver.

Cechą charakterystyczną tego rejonu świata są olbrzymie odległości między miejscowościami. W miasteczku Prince George zjedliśmy lunch w przydrożnym barze. Zacząłem rozmawiać z jedną z dziewczyn z obsługi. Po kilku wymienionych kurtuazyjnych zdaniach zapytałem czy jest stąd i jak daleko mieszka. Odpowiedziała mi, że jest z okolicy, bo ma do domu tylko 8 godzin jazdy samochodem! To dało mi wyobrażenie o tym, jak bardzo rozległym krajem jest Kanada.

Refleksja: odległość to pojęcie względne. Dla jednych 8 godzin jazdy samochodem może wydawać się bliską odległością, dla drugich - bardzo daleką.

Cdn...