Połówka w Liverpoolu, połówka w Poznaniu – czyli maraton półmaratonów.

Obrazek użytkownika Willy
10.04.2014

Wciąż biegamy. Nieco ponad rok temu kilku pracowników poznańskiego oddziału Energobudu Leszno postanowiło zmierzyć się z dystansem półmaratonu. Udało się i... część z nas połknęła bakcyla! Od tamtej pory treningi i starty w imprezach biegowych stały się prawdziwym hobby, sposobem na utrzymanie kondycji, rywalizację z własnymi słabościami czy też wreszcie okazją do zobaczenia kawałka Polski.

No właśnie – jako, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, dwójka „runnersów” z Energobudu wybrała się pewnej marcowej soboty do Liverpoolu, aby już następnego dnia rano stanąć na starcie 21 BTR Liverpool Half Marathon. Zatem...

Biegacze na moście Rocha w Poznaniu

...witajcie w mieście Beatlesów!

Rzeczywiście, słynna czwórka jest w swoim mieście widoczna. Tuż po opuszczeniu lotniska im. (a jakże!) Johna Lennona w oczy rzuca nam się słusznych rozmiarów żółta łódź podwodna, jakby żywcem wyjęta z hitu legendarnej grupy. Organizatorzy biegu zaplanowali start na godz. 9.00, więc nazajutrz wczesnym rankiem zmierzamy taksówką do centrum miasta. Taksówką, dodajmy, w iście londyńskim stylu.

Pogoda nas nie rozpieszcza. Co prawda 6 stopni Celsjusza to nie najgorsza temperatura do biegania, ale przenikliwy wiatr sprawia, że odczuwalna to zaledwie 2 stopnie. Jest pochmurno, oby tylko nie padało!

Przed linią startu spory tłok, ale nic dziwnego – w końcu 21km chce pokonać ponad 8 000 ludzi. Logo na naszych koszulkach sprawia, że pozdrawia nas kilkoro Polaków. Jeszcze tylko strzał startera, którym w tym roku jest Brendan Rodgers, trener-menager Liverpool F.C. i...ruszamy! Szeroka, dostępna tylko dla biegaczy centralna ulica miasta pozwala każdemu biec niemal od początku swoim tempem, bez konieczności lawirowania między innymi uczestnikami. Już na początku chwilowa dezorientacja: zegarek wyraźnie pokazuje, że za mną już ponad półtora kilometra, tymczasem właśnie mijam tablicę z cyfrą 1. Hmm... coś jest nie tak? Ależ nie, przecież jestem na Wyspach, tutaj dystans jest mierzony w milach. Zatem jeszcze 12 przed nami... Opuszczamy centrum, biegniemy w pobliżu monumentalnej anglikańskiej katedry, trafiamy też do wspaniale utrzymanego Sefton Park, na którego alejkach dopada nas, na szczęście jedyny podczas biegu i krótkotrwały deszcz. Po drodze dwa dość strome podbiegi, ale większość z pierwszych 15 km jest jednak z górki. Tu mały organizacyjny błąd – punkt z wodą jest akurat w miejscu, w którym zbiegamy ze sporego wzniesienia. Większość nie ma ochoty wyhamowywać i biegnie dalej. Ale czasy mamy świetne, humory również. Nie na długo.

Ostatnie 6km powrotu do centrum wiedzie promenadą obok rzeki Mersey. Widok zapiera dech, niestety wiatr równeż. Jest silny, porwisty i towarzyszy nam już do końca, wiejąc prosto w twarz. Ech...gdyby tak odwrócił kierunek...no ale to byłoby zbyt piękne. I tak nie jest źle, wbiegamy na metę poprawiając swoje „życiówki” średnio o dwie minuty. Najwięcej kibiców czeka na finiszu. Głośny doping dla każdego biegacza buduje świetną atmosferę. Wreszcie, bo na trasie było z tym różnie, chociaż mocno rozbawił mnie transparent „Run like You stole something”, czyli „Biegnij jakbyś coś ukradł”. Można było odnieść wrażenie, że przez te 21 edycji, półmaraton mieszkańcom Liverpoolu zdążył już nieco spowszednieć. Na szczęście ciekawa, zróżnicowana trasa biegu częściowo to zrekompensowała. Są medale, czas na pamiątkowe zdjęcia i zwiedzanie miasta. Gdy dwa dni później wracamy do Poznania wiemy już, że było warto, i że nie jest to nasze ostatnie „zagraniczne” bieganie! Tymczasem powoli myślimy już o kolejnym starcie, bo przecież...

... 7 Poznań Półmaraton czas zacząć!

Biegniemy u siebie! Tym razem drużyna Energobudu jest większa. Do liverpoolskiej dwójki: Piotra i Marcina dołącza Bartek. Jest poważnym wzmocnieniem, ma najlepszą „życiówkę”. W niedzielny poranek pogoda jest niemal idealna. Około 9 stopni, słonecznie, wiatr niemal nieodczuwalny. Nic, tylko biegać!

Trasa jest identyczna do tej z zeszłego roku, wiemy więc co nas czeka. Dosyć ciężkie podbiegi: na Hetmańskiej i ten blisko mety – na abpa Baraniaka. Na starcie również mnóstwo ludzi, blisko 8 000. Kolorowa rzeka biegaczy dosłownie zalała poznańskie ulice. To, jak dopingują kibice jest nie do opisania. Ze wszystkich imprez, w których do tej pory braliśmy udział, w stolicy Wielkopolski jest ich zdecydowanie najwięcej i są najgłośniejsi. Transparenty, trąbki, oklaski…O to chodzi! Co kilka kilometrów słyszymy głośne dźwięki. Tuż obok trasy biegu, pod wiatami przystankowymi, wiaduktami ulokowały się zespoły muzyczne, zachęcając nas do większego wysiłku. Wśród zawodników VIP-y, m.in. tradycyjnie już Prezydent Miasta Poznania Ryszard Grobelny, a także Piotr Reiss i Mezo. Taka atmosfera sprawia, że ani się obejrzeliśmy, a tu do mety jest już znacznie bliżej niż dalej. Jeszcze tylko ten ostatni podbieg. W zeszłym roku ulica Baraniaka dała nam się we znaki. Tym razem…o dziwo było dużo latwiej! Może zatem znów uda się poprawić nasze rekordy życiowe? Tuż przed metą na Malcie o zmęczeniu pozwala zapomnieć tancerka flamenco wraz z zespołem. Potykam się, to natychmiastowa kara za to, że nie patrzę przed siebie.

O tym, że z dystansem 21 kilometrów nie ma żartów przekonuje się Bartek. Od kilku dni walczy z chorobą, jest osłabiony ale mimo wszystko startuje, i to z zamiarem osiągnięcia świetnego wyniku: 1h30min.! Do 15km trzyma się świetnie, niestety później organizm się buntuje. Na długo po zakończeniu półmaratonu dowiadujemy się, że jednak nie udało mu się ukończyć biegu. Na szczęście to raczej nic poważnego – Bartek to typ fightera, następnym razem pewnie znów będzie najlepszy! Niemniej to zdarzenie uczy nas wszystkich pokory wobec dystansu i własnych ograniczeń.

Pozostała dwójka z Energobudu kończy 7 edycję poznańskiego półmaratonu z kolejnymi życiowymi wynikami - Piotr osiąga 1:34:34, Marcin 1:45:23.

Ogromne podziękowania dla kibiców! Nasi bliscy, znajomi, koleżanki i koledzy z pracy – byliście rewelacyjni, daliście nam masę mocy i kolejny już raz udowodniliście, że dajecie radę!

Dwa tygodnie – dwa półmaratony. To były fantastyczne, niezapomniane sportowe przeżycia.