Polskie piekiełko. Społecznie aspołecznie.

Obrazek użytkownika Roman Krzywiński
24.09.2012

Dlaczego do Rad Osiedla Spółdzielni Mieszkaniowych jest zawsze Tylu chętnych w epoce, kiedy społecznikostwo stało się ogranym frazesem? Bo ta działalność społecznikowska przynosi członkom tych Rad zysk 648 tysięcy złotych.

fot. mzacha

Czasy Siłaczek, Obareckich bez wątpienia są poza nami. Fundacje stają się przykrywką na działalność gospodarczą. Ciała powoływane tu i tam dla ochrony dóbr pracowniczych, praw mieszkańców stają się efemerydą żerującą na naiwności, oraz społecznym przyzwoleniu.

Do takich polskich cymesików bez wątpienia należą Rady Osiedlowe Spółdzielni Mieszkaniowych. Wybierane są przez mieszkańców w dobrej wierze, bo mają zajmować się patrzeniem na ręce spółdzielni mieszkaniowej. A wszystkie swoje powinności, jak się wydaje przeciętnemu Kowalskiemu spod numeru X , wykonują społecznie.

Ale nic z tych rzeczy, Rady Osiedlowe patrzą na ręce Spółdzielni, ale za stosowną gażę. No, cóż mała nie jest, wystarczy powiedzieć, że za pobory członków Rady Osiedlowej można np. zagospodarować otoczenie wokół osiedla. A konkretnie: zwyczajowo wybiera się około 15 członków. Każdy z nich otrzymuje miesięcznie około 900zł. Obierani są na kadencje 4 letnie. Ile to daje w sumie? Każdego miesiąca to wydatek 13,5 tys. złotych, kiedy to przemnożymy przez 12 miesięcy mamy już 162 tysiące. Rada Osiedlowa pilnuje porządku lat cztery, a to daje 648.000 złotych. Mało? Wystarczająco dużo, by stawki czynszowe uchronić przed podwyżkami, by wyremontować blok, zrobić parking, założyć monitoring osiedlowy itd.

Nie mówmy więc w tym konkretnym przypadku, że praca społeczna na rzecz społeczności lokalnej, podszyta jest li tylko szlachetnością i powołaniem do troski o dobro innych mieszkańców. Na tym ołtarzu stoi Złoty Cielec i to on mami, a nie porywy społeczne serca.