Poznaj datę swojej śmierci

Obrazek użytkownika besek
30.09.2012

Jak grzyby po deszczu, w Sieci wyrastają serwisy, których autorzy twierdzą, że znają odpowiedzi. Odpowiedzi na pytania, które dręczą prawie wszystkich. Kiedy umrę? Czy partnerka mnie zdradza? Jak będzie wyglądało moje dziecko? Czyżby stara, poczciwa cyganka z kartami w ręku przeniosła się teraz do sieci?

Stare groby, cmentarz, opuszczone, kamienne fot. Ann Triling
  • Wróżka, szklana kula, świece, wróżba
  • tarot, karty, wróżba

Naiwność ludzka nie zna granic, a tam gdzie byli naiwniacy, tam zawsze pojawiali się cwaniacy, którzy chcieli na nich zarobić. W średniowieczu idealnym narzędziem były relikwie. Handel nimi kwitł w każdym mieście – gdyby złączyć wszystkie kawałki krzyża, na którym zmarł Jezus, powstałby krzyży cały las. I, oczywiście, mega hit – szczebel z drabiny, która przyśniła się św. Jakubowi (tu za wspaniały przykład, podziękowania należą się Sienkiewiczowi, o którym jeszcze później). Pomyśleć by można, że czasy takiej ludowej łatwowierności już dawno minęły. W końcu żyjemy w XXI wieku, epoce informacji.


Biedni cwaniacy, zorientowali się, że relikwii sprzedawać się już nie da. A przynajmniej nie na taką skalę. Dobrze za to radzą sobie jeszcze wróżki. Kto nie wierzy, niech zajrzy do gazetki z programem telewizyjnym albo włączy telewizor poza godzinami szczytu. Za marne kilka złociszy wydanych na telefon 0-700, dowiemy się wszystkiego, co tylko chcemy wiedzieć. Czy czeka nas szczęście i dobrobyt, na co należy uważać. Cenna wiedza, warta tych 4 zł za minutę + VAT. Oczywiście, przy założeniu, że płacilibyśmy za rzetelne informacje. Fakt, że po drugiej stronie telefonu siedzi student lub emerytka, która plecie co jej ślina na język przyniesie odrobinę zmniejsza wartość tej informacji. O ile w ogóle trafimy na żywą osobę.

 

Ludzie uwierzą w każdy cytat znaleziony w Internecie
Henryk Sienkiewicz

Dzwonię: 0-700 …
- Dziękujemy za telefon do wróżki X – odzywa się zapowiedź. Głos, mimo iż z automatu, jest miły, nastrojowy i wzbudzający zaufanie. Wypowiada się spokojnie i powoli. W końcu, skoro już zadzwoniłem, to powinienem zostawić jak najwięcej złotych za minutę plus VAT.
- Cieszymy się, że chcesz dowiedzieć się więcej o swoim życiu. Jeśli coś cię martwi, gryzie lub po prostu potrzebujesz porady, wróżka X jest tu po to by ci pomóc. Znajdź swoje szczęście już dzisiaj. Pamiętaj, że jest ono na wyciągnięcie ręki. – cieszę się, że się cieszą. Choć nie do końca rozumiem kto, bo zadzwoniłem do wróżki, a cieszą się Oni.
- Wróżka X jest w tej chwili jeszcze zajęta, ale już za chwilę odbierze twoją rozmowę by zdradzić ci sekrety twojego losu. Ty natomiast, zastanów się o co chciałbyś wróżkę zapytać. Pamiętaj, że możesz pytać o wszystko, co jest dla ciebie ważne. Jeśli chcesz porozmawiać o miłości, wybierz 1. Jeśli… - i tak jeszcze kilka tematów wyliczonych. Wybieram więc jedynkę, by się dowiedzieć jakie sercowe uniesienia mnie czekają.
- A więc chcesz porozmawiać o sprawach sercowych. Wróżka X jest tu po to by ci pomóc. – i tu już dostałem próbkę skuteczności wróżki. Wystarczyło, że zadzwoniłem, a ona, zanim jeszcze zaczęliśmy rozmawiać, już wiedziała, że chcę mówić o miłości. Kurczę, dobra jest!
Problem w tym, że to był dopiero początek. Cała rozmowa z automatem wyglądała podobnie jak powyższy fragment i zajęła mi już czasu za 16 złotych plus VAT. A z wróżką X porozmawiać mi się nie udało. Straciłem cierpliwość – ta „rozmowa” mogła trwać jeszcze minutę albo i dwadzieścia. I nie wiem kiedy, i czy w ogóle, mógłbym porozmawiać z kimś… prawdziwym. Ale przypuszczam, że sporo głodnych informacji osób, zostaje na dłużej. Oczywiście X to imię zmienione, nie będę robił reklamy tajemniczej osobie, kryjącej się gdzieś za automatycznymi zapowiedziami głosowymi. Następnym razem gdy będę chciał pogadać, zadzwonię do mojego operatora komórkowego. Tyle samo przebijania się przez „wybierz jeden”, „proszę czekać” i „cieszymy się, że dzwonisz”, a w portfelu jakoś raźniej.


Inna forma zarobku na naiwności, to serwisy internetowe, odpowiadające na trudne pytania. Gdyby ktoś na ulicy chciał sześćdziesiąt złotych za podanie daty śmierci – miałby małe szanse powodzenia. Ale Internet jest bardziej wiarygodny. Już Henryk Sienkiewicz powiedział kiedyś, że „ludzie uwierzą w każdy cytat znaleziony w Internecie”. I miał człowiek rację. Nie dotyczy to wyłącznie cytatów, ale wszelkich informacji znalezionych w Sieci. Takich jak właśnie data śmierci albo test czy partner cię zdradza. Sami tego nie wiemy, ale tajemnicza osoba stojąca za takim serwisem musi mieć wiarygodne informacje. Wystarczy wysłać sms-a i się z nami wiedzą podzieli. Za jedyne 2 zł plus VAT. Przy czym, gdy przyjrzeć się bliżej zasadom, okazuje się, że nie wysyłamy wiadomości za 2,46 zł, a dwie po 30 zł (plus VAT). Czyli sześć dyszek za wygenerowaną losowo informację, którą sami mogliśmy sobie sprawdzić, na przykład rzucając kośćmi.


Jaki to ma sens? Finansowy. Choć, oczywiście, dla właściciela serwisu, a nie jego użytkownika. 60 zł za każdego gamonia, który wyśle sms. 50% idzie do operatora. Reszta do kieszeni właściciela. Oczywiście, potrzebna jest jeszcze promocja. Przykładowe hasło „zegar śmierci” wpisuje w wyszukiwarkę Google 12 tysięcy osób na miesiąc. Za ich kliknięcie w reklamę kontekstową przy wynikach wyszukiwania, trzeba zapłacić około 50 groszy. Nawet jeśli tylko część z nich wyśle sms – zysk jest spory. A jeśli czujemy się oszukani, bo dopiero na rachunku telefonicznym zauważymy ile kosztowały smsy? Można złożyć reklamację albo pozwać firmę do sądu by odzyskać pieniądze. Jednak firma z reguły jest zarejestrowana w jakimś ciekawym, odległym i zapewne malowniczym zakątku świata. Na przykład na Wyspach Świętego Tomasza i Książęcej. Powodzenia w składaniu pozwu, o ile oczywiście znajdziecie prawnika znającego się na prawie świętotomaszowoksiążęcym.