Quo vadis, The Last Guardian?

Obrazek użytkownika Brama
5.09.2012

Na minionych targach Gamescom znów nie doczekaliśmy się żadnych konkretów o The Last Guardian, Sony wciąż nie ma nic nowego do ogłoszenia. Co w takim razie wiemy o grze na tę chwilę?

ot. http://www.flickr.com/photos/playstationblog/

Całe szczęście plotka o śmierci The Last Guardian okazała się mocno przesadzona, jednak miejmy nadzieje, że nie przedwczesna. Bo dobrze niestety nie jest, skoro Team Ico, wsparty przez speców z Sony Santa Monica, od dwóch lat nie może pchnąć projektu do przodu i zaprezentować nam świeżych informacji. Na minionych targach Gamescom znów nie doczekaliśmy się żadnych konkretów, Sony przekazuje wciąż tę samą informację: tytuł jest wciąż w produkcji, ale na razie nie mają nic nowego do ogłoszenia.

Co w takim razie wiemy o grze na tę chwilę? W zasadzie niewiele więcej niż to co możemy zobaczyć na klimatycznych trailerach z 2009 i 2010 roku. Początkowo znana jako Project Trico produkcja będzie czymś pomiędzy Ico oraz Shadow of the Colossus, poprzednimi grami dewelopera. Mimo że zachowuje styl graficzny poprzednich produkcji to nie wiadomo jeszcze, czy fabularnie będzie z nimi w jakikolwiek sposób powiązana. Mamy zatem do czynienia z grą przygodową z widokiem z trzeciej osoby, z elementami platformowymi i zagadkami, w której ważną rolę odegra relacja pomiędzy bezimiennym chłopcem a Trico, ogromnym stworzeniem, w którego fizjonomii doszukać się można podobieństw do psa, kota czy orła (i kilku innych zwierząt). Na filmikach podziwiać możemy piękną grafikę oraz dopracowane animacje zarówno stworzenia, jak i chłopca, który w realistyczny sposób wspina się na jego grzbiet, wczepiając się w ogromne pióra. Kamienne płyty pękają i rozpadają się na kawałki pod stopami zwierza, drewniane konstrukcje uginają się pod jego ciężarem a każde pióro niezależnie od innych porusza się na wietrze dając pokaz zaawansowanej fizyki.

Niewiele wiadomo o fabule, możemy jednak liczyć na baśniową przygodę i wzruszającą opowieść o niezwykłej przyjaźni. Team Ico jak żaden inny producent potrafi budować wspaniałe historie w oparciu o niedopowiedzenia, zachowując minimalizm w podawaniu informacji. To gracz w swojej głowie tworzy opowieść, chłonąc niesamowity, lekko mistyczny klimat i snując domysły. Akcja rozgrywa się w czymś w rodzaju ogromnego kompleksu świątynnego, w którym chłopca prześladują ciężko zbrojni rycerze. Bezbronny chłopiec może jedynie przed nimi uciekać lub skradać się za ich plecami. Do czasu gdy nie uratuje go potężny stwór. Oboje zagubieni i początkowo nieufni wobec siebie; w trakcie gry ich relacje mają się pogłębić.

Pomimo rozmiarów zwierzę ma aparycję szczenięcia i tak właśnie ma się zachowywać, a zadaniem gracza ma być skłonienie niesfornej i skorej do zabawy bestii do pomocy w rozwiązaniu zagadki czy pokonaniu przeszkody terenowej. Chłopiec może stwora zawołać, ale ten nie zawsze będzie posłuszny, trzeba będzie go czymś zwabić, a czasami będzie się on zwyczajnie psocić np. podnosząc chłopaka za ubrania jakby był zabawką. Obdarzonym własną inteligencją Trico trzeba się będzie zaopiekować, stopniowo zdobywając zaufanie: dostarczyć jedzenie, podać lekarstwo czy usunąć strzały tkwiące w jego ciele.

Jak się okazuje deweloper podczas realizacji tej ambitnej wizji napotkał pewne problemy techniczne, które początkowo zbagatelizował, a które okazały się na tyle poważne i trudne do obejścia, że część pracy poleciało do kosza. Tak więc w jednym momencie producent miał w dużym stopniu grywalny kawałek kodu wymagający jedynie szlifów i dopracowania, by za chwilę musieć zrobić wszystko od początku. Nie wpłynęło to na pewno pozytywnie na morale panujące w studiu, nie mówiąc już o tym, że planowana pierwotnie na wakacje 2011 produkcja, z powodu przedłużającego się w nieskończoność dewelopingu, w tej chwili nie ma żadnej, nawet przybliżonej daty premiery.

Ewentualne przeniesie gry na następną generację, o którym dużo się spekuluje, msz* raczej też mu się nie przysłuży. Co prawda produkcje Fumito Uedy, reżysera i głównego projektanta, którego artystyczne wizje zadecydowały o kulcie, którym otoczone są dzieła Team Ico (a który opuścił  Sony i kończy pracę nad grą jako wolny strzelec), mają grono zagorzałych fanów, jednak są to tytuły na tyle niszowe, że na nowej konsoli, z początkowo niedużą bazą użytkowników, może się zwyczajnie nie sprzedać. Również od strony graficznej to co powodowało opad szczęki 2 - 3 lata temu, dziś na PS3 wciąż robi(łoby) wrażenie, ale czy będzie tak na konsolach kolejnej generacji? Nie jestem przekonany.  Chyba, że Sony chce poczekać z tytułem jakieś dwa lata od premiery nowego sprzętu, żeby podszlifować oprawę i zwiększyć grono potencjalnych odbiorców, ale takiego obrotu spraw raczej byśmy nie chcieli.

Dlatego mam nadzieję, że ta cisza w temacie to tylko cisza przed burzą, a deweloper szykuje się do mocnego uderzenia i Strażnika ujrzymy jeszcze na obecnej generacji. Wrześniowe Tokyo Game Show byłoby idealną, a zarazem chyba ostatnią w tym roku okazją, żeby podzielić się ze światem nowymi informacjami o tym oczekiwanym projekcie. Jeżeli tak się nie stanie to mało prawdopodobne, żebyśmy o The Last Guardian usłyszeli cokolwiek przed przyszłorocznym E3. Jakkolwiek by się jednak nie stało mam nadzieję, że Trico w końcu zagości na naszych konsolach i Sony nie zdecyduje o porzuceniu projektu, gdyż produkcje Team Ico jak żadne inne udowadniają, że gry komputerowe są sztuką.

P.S. Właśnie ruszyła japońska strona gry, i choć nie ma tam żadnych nowych materiałów, to kto wie czy coś nie jest na rzeczy?
http://www.jp.playstation.com/scej/title/trico/main.html

*msz – moim skromnym zdaniem