Radio na fali

Recenzja filmu

Obrazek użytkownika besek
9.08.2012

Rok 1966 - w Wielkiej Brytanii oznacza szaleństwo na punkcie rock&rolla. Jednak jedyna oficjalna stacja radiowa, BBC, nadaje tylko 45 minut muzyki rozrywkowej dziennie. Cóż mają zatem począć fani rocka? Słuchają piratów.

fot. Alex Bailey/StudioCanal,Working Title Films

Film “Radio na fali” opowiada historię jednej z pirackich rozgłośni radiowych - stacji, która nadaje ze statku zakotwiczonego w okolicach Suffolk, na Morzu Północnym. Radio Rock jest słuchane w całym Zjednoczonym Królestwie, co nie spotyka się z aprobatą brytyjskiego rządu, który traci kontrolę nad mediami. Sir Alistair Dormandy (Kenneth Branagh) otrzymuje od samego premiera polecenie, by jak najszybciej rozprawił się z piratami. Zadanie okazuje się jednak niełatwe, chociażby ze względu na popularność jaką ci osiągnęli. Reżyser, Richard Curtis (Czarna Żmija, Notting Hill, To właśnie miłość) oparł się na autentycznej historii radia Karolina, wplatając w nią sporo pobocznych wątków przybliżających codzienne życie załogi stacji.

Na specjalne uznanie zasługuje Bill Nighy, który wcielił się w postać Quentina - szefa rozgłośni. Ekscentrycznego i oryginalnego, jak każdy DJ pracujący w Radio Rock. Ale nie on jeden pasuje idealnie do roli, w której został obsadzony. Bez zastanowienia mogę przyznać, że każdy z aktorów sprostał zadaniu - charaktery bohaterów są stworzone bardzo wyraźnie, a ich specyficzne cechy konsekwentnie przewijają się przez cały film. Jedyne, na co mogę narzekać to niedosyt jaki pozostaje w związku z bardzo epizodyczną rolą Emmy Thompson (Powrót do Howards End, W imię ojca, To właśnie miłość). Grana przez nią Charlotte pojawia się tylko raz i przez większość czasu skrywa się za ciemnymi okularami i wysoko podwiniętym kołnierzem. Niewielka rola jak na zdobywczynię dwóch Oscarów, Złotych Globów i kilkunastu innych, prestiżowych nagród. Ale tak chyba miało być.

"Trzymamy ich za jaja, Twatt, a to świetne uczucie."
Minister Dormandy o Radio Rock

Na tym filmie nie zawiodą się również fani dobrej muzyki. Ścieżka dźwiękowa to to przeboje właściwe dla lat sześćdziesiątych. Wśród wykonawców, których utwory można usłyszeć w filmie, znaleźli się między innymi Beach Boys, The Who, Paul Jones czy The Hollies. Muzyki jest mnóstwo i zdecydowanie można powiedzieć, że nie jest ona tylko tłem, ale świetnie przeplata się i integruje z obrazem. Fani na pewno zauważą też, że okładki wszystkich płyt używanych w filmie to nie przypadkowe obrazki, ale autentyczne grafiki, które zdobiły oryginalne wydania winyli. No właśnie - winyli. Bo z czego innego można by puszczać muzykę w rozgłośni radiowej w 1964 roku? To jeden z elementów tworzących niesamowity klimat. Kolejnym jest ogromna dbałość o szczegóły scenografii, nawet w scenach przerywnikowych, które pojawiają się na ekranie na najwyżej kilka sekund.

Dodajcie do tego dużą dawkę dobrego humoru - jest go w filmie sporo, aczkolwiek nie oczekujcie dowcipów w stylu Akademii Policyjnej. Tu humor jest typowo brytyjski, ciepły i czasem subtelny. A w niektórych sytuacjach lekko absurdalny!

Całość tworzy mieszankę, po której miałem tylko jedną myśl - urodziłem się w złym miejscu i pokoleniu. Tylko jakaś wyjątkowo wredna pomyłka mogła spowodować, że nie znalazłem się w latach sześćdziesiątych na jednym z takich statków - rozgłośni radiowych.

Radio na fali

Reżyseria:
Scenariusz:
Zdjęcia:
Czas trwania:
135 min.
Premiera:
1 kwietnia 2009 (Polska), 1 kwietnia 2009 (świat)
Ocena:
10
10
Zrecenzował: