Rodzicu! Myśl co kupujesz dziecku (nie tylko na Święta)!

Obrazek użytkownika Brama
20.12.2012

Zakupowe szaleństwo w pełni. Święta już tuż tuż, to już ostatni gwizdek by zakupić świąteczne prezenty. Spóźnialscy rodzice, wujkowie, dziadkowie zadają sobie pytania „Co kupić dzieciakom pod choinkę?” podczas gdy same pociechy również prześcigają się w pomysłach. Gra komputerowa jest dobrym pomysłem na prezent dla dziecka. Ale nie każda gra i nie dla każdego dziecka.

fot. A. Konstańczak - Nie wszystkie gry są odpowiednie dla każdego dziecka fot. A. Konstańczak - Nie wszystkie gry są odpowiednie dla każdego dziecka
  • Grafiki i piktogramy używane w systemie ratingowym PEGI

Z racji mojego hobby często jestem klientem różnego rodzaju sklepów czy marketów, w których nabyć można gry komputerowe. Zdarzyło mi się być świadkiem dokonywania zakupów growych przez opiekunów z dziećmi lub dla dzieci. O innych tego typu sytuacjach słyszałem z opowiadań czy przeczytałem w prasie branżowej. To zadziwiające jak z jednej strony rodzice o wszelkie zło tego świata obwiniają te „brutalne gry komputerowe”, a z drugiej ci sami (?) rodzice wykazują totalną ignorancję w stosunku do treści prezentowanych przez gry w jakie z lubością zagrywają się ich pociechy. Koronnym (ale nie jedynym) przykładem produkcji popularnej wśród dzieci i młodzieży, ale zupełnie dla niej nie przeznaczonej jest seria Grand Theft Auto, szerzej znana jako GTA. Wielokrotnie widziałem i słyszałem o sytuacjach gdy dziesięcioletni brzdąc podbiega do półki z grami i wybiera grę tylko dla dorosłych (chociażby GTA właśnie) ze słowami „Mamo kup mi tą, ta jest fajna, grałem u Antka”. Taki rodzic bierze grę, rzuca przelotnie okiem na okładkę, na której widnieją komiksowe postacie i udaje się z nią do kasy, jeżeli trafi na kompetentnego sprzedawcę usłyszy: „Ale proszę Pani, ta gra jest tylko dla dorosłych”. Zagadnięty w ten sposób rodzic reaguje zazwyczaj dwojako: najczęściej wielkim oburzeniem, że jak to ta niedojda z marketu śmie go pouczać, on wie jakie gry są dla jego dziecka najlepsze; czasem jest to machnięcie ręką ze słowami „W gorsze rzeczy już grał...”.* Naprawdę? Gorsze niż GTA? To chyba już tylko Manhunt i Rapelay (dociekliwi z łatwością znajdą informacje jakie to pouczające i edukacyjne produkcje).

Myślę, że pokutuje tu stereotyp, że gry to „rozrywka dla dzieci” tymczasem typowy gracz to dwudziestoparolatek (i wiek ten stale rośnie), a zatem dojrzały człowiek i to właśnie do niego kierowana jest większość produkcji. Prawdą jest, że w wielu grach przemoc pokazana jest bardziej dosadnie, brutalnie i realistycznie niż w GTA (podobnie jest z wątkami seksualnymi zawartymi w tej grze), ale nie o same ukazywanie przemocy tu chodzi. O ile w takim Battlefield'zie czy Call of Duty możemy mówić o propagowaniu pewnych wartości (jak patriotyzm, odwaga, obrona niewinnych) i w tym kontekście przemoc jest uzasadniona – w końcu jesteśmy dobrym wojakiem walczącym z terroryzmem. O tyle w grach pokroju GTA stoimy po drugiej stronie barykady, wcielamy się w przestępcę, którego zadaniem jest dostać się na sam szczyt przestępczej hierarchii. Gra nagradza zabijanie niewinnych przechodniów, z których po spałowaniu kijem bejsbolowym wypływa kałuża krwi i wylatują pieniążki; za sianie destrukcji i zabijanie policjantów otrzymujemy punkty, zaś ewentualne konsekwencje popełniania złych czynów są minimalne. Dla dojrzałego gracza jest to tylko rozrywka i odskocznia od codzienności, z łatwością rozróżni fikcję od rzeczywistości. Dla nieukształtowanej psychiki dziecka trudnym może być zrozumienie, że przedstawione na ekranie wydarzenia są czymś nagannym i nieakceptowalnym społecznie, nie zaś wzorem do naśladowania.

Pobieżne spojrzenie na okładkę gry nie wystarczy by poprawnie ocenić treść jaką ona zawiera, na szczęście Drogi Rodzicu, wystarczy przyjrzeć się jej nieco bliżej by stwierdzić, że ktoś już nas w tym wyręczył. Organizacja która się tym zajmuje nazywa się PEGI czyli Pan European Game Information, jest to ogólnoeuropejska organizacja zajmująca się klasyfikowaniem gier pod kątem treści w nich zawartych i przyznawania im odpowiednich kategorii wiekowych. Te kolorowe kwadraciki w dolnym lewym rogu frontu okładki z cyferką to właśnie ich sprawka. Cyferka ta oznacza właśnie wiek jaki powinno osiągnąć dziecko by bezpiecznie grać w daną grę. Wielu rodziców popełnia błąd uznając, że są to oznaczania trudności gry i tak np. „siódemeczka” to prosta gra, z którą poradzi sobie przedszkolak, zaś „16” oznacza po prostu większe wyzwanie. Każdy rodzic będzie pękał z dumy widząc, że jego dziecko radzi sobie z zadaniem z którym mogą mieć problem znacznie starsze dzieci.

Nic bardziej mylnego, PEGI nie zajmuje się ocenianiem trudności gry. Ekstremalnie brutalna strzelanka może być dziecinnie prosta, zaś gra wyścigowa oznaczona „trójką” piekielnie trudna. Ta druga zwyczajnie nie zawiera nieodpowiednich dla dzieci treści.

Same widełki wiekowe to jednak za mało by rodzic ocenił czy zawartość gry jest odpowiednia dla jego dziecka czy nie. W końcu nie są to też jakieś sztywne granice, a każdy rodzic powinien mieć prawo do decyzji o wychowaniu swojego dziecka (niezależnie czy chce chronić dziecko przed jakimkolwiek przejawem przemocy, czy też uważa, że jej kontrolowana ilość jest dobra dla zdrowia psychicznego człowieka).

Stąd też na odwrocie okładki znajdują się dodatkowo piktogramy pokazujące na jakie treści możemy natknąć się w danej grze. I tak np. obrazek z zaciśniętą pięścią oznacza ukazanie przemocy, komiksowy dymek informuje o mocnym języku, a wizerunek pająka zdradza treści mogące przestraszyć dziecko. Należy jednak zrozumieć, że znaczenie piktogramów jest powiązane z przyznaną kategorią wiekową – w ten sposób połączenie „7” z zaciśniętą pięścią i pająkiem oznacza przemoc w wymiarze nie realistycznym i karykaturalnym tzw. kreskówkową przemoc oraz elementy mogące nastraszyć siedmiolatka (by po chwili wywołać w nim śmiech), zaś ta sama kombinacja piktogramów w połączeniu z kategorią „18” oznaczać będzie przemoc brutalną, dosadną i ukazaną w realistyczny sposób oraz rzeczy mogące budzić przerażenie i obrzydzenie u dorosłego człowieka. 

Nie będę podawał dokładnych objaśnień tego jakie treści łapią się na jakie kategorie wiekowe, ani znaczeń wszystkich piktogramów – PEGI już to zrobiło. Po więcej informacji zapraszam więc na stronę www.pegi.info. Tam również znajduje się wyszukiwarka tytułów, gdzie oprócz przyznanej kategorii znajdziemy również lakoniczny (i niestety w przeciwieństwie do reszty strony po angielsku) opis zawartości gry – dana grę można sprawdzić nie wychodząc z domu tak aby uniknąć nieprzyjemnej sytuacji w sklepie, gdzie na miejscu okazuje się, że wymarzona gra naszej pociechy jest ociekającą krwią i seksem produkcją tylko dla dorosłych. Amerykańskim odpowiednikiem jest ESRB czyli Entertainment Software Rating Board (www.esrb.org), który przyjął nieco inny system oceniania, a na jego stronie znajdują się znacznie dokładniejsze uzasadnienia przyznanych kategorii wiekowych (oczywiście po angielsku). Oznaczenia ESRB spotkać można na niektórych egzemplarzach gier dostępnych na aukcjach. Sprawdzając grę jeszcze w domu możemy zawczasu wybić ją dzieciakowi z głowy, w sklepie gdy ten już trzyma ją w rękach może to być już „nieco” trudniejsze.

Ale oczywiście rola rodzica nie kończy się na wybraniu odpowiedniej gry dla naszej pociechy. Gra nie jest środkiem wychowawczym, nie zastąpi dziecku kontaktu z rodzicem. Niestety bardzo wielu z nich wyręcza się grami na zasadzie „Masz tu grę a mi daj święty spokój” - dziecko weźmie grę i zajmie się sobą, a w co konkretnie gra latorośl to już nie ważne, ważne, żeby tylko nie przeszkadzała. Rodzice! Wykażcie odrobinę zainteresowania tym co wasze dziecko robi przy komputerze. To, że nie kupiliśmy nieodpowiedniej gry to jeszcze nie wszystko, dzieciaki teraz są sprytne: jeżeli nie pobiorą nielegalnie gry z internetu to przyniosą nagraną na płycie od kolegi. Dlatego kontrolujmy w co grają nasze pociechy na komputerze.

Idealnie byłoby potraktować gry jako kolejny sposób na spędzanie razem z dzieckiem wolnego czasu. Przynajmniej od czasu do czasu – dzielenie wspólnej pasji to dobry sposób na pielęgnowanie więzów rodzinnych, może też ułatwić zrozumienie i dotarcie do zbuntowanego nastolatka. Daje to również większy wgląd w treści zawarte w grze. Znam przypadki kiedy to „piekielne” GTA było wykorzystane w bardzo niewinny sposób – jako symulator jazdy dla kilkuletniego dzieciaka, w końcu mamy tu szczegółowo odwzorowany otwarty świat. Warunek jest jeden: to rodzic zaprasza dziecko do swojej gry, określa jej warunki i na bieżąco kontroluje poczynania pociechy (czy na przykład nie rozjeżdża przechodniów dla zabawy). Dobra znajomość gry sprawia, że możemy wyizolować nieodpowiednie treści i pokazać te fragmenty, które nie budzą zastrzeżeń a dziecku i tak dać radość z grania razem z mamą czy tatą.

Nie każdy rodzic jest jednak graczem i nie każdy ma tyle czasu by poświęcać go na granie z dzieckiem (chociaż to drugie nie jest żadną wymówką – rodzic powinien znaleźć czas dla dziecka, nie koniecznie zaraz na granie z nim, ale na jakąkolwiek wspólną aktywność). Dlatego przynajmniej odrobina zainteresowania to minimum jakie trzeba spełnić.

Chciałbym teraz nawiązać trochę do niedawnych wydarzeń – masakry w szkole w Connecticut. To smutne i tragiczne wydarzenie dlatego wpienia mnie wykorzystanie takich sytuacji do tworzenia tanich sensacji. Gry komputerowe są tutaj najczęstszym „chłopcem do bicia”. Dlaczego? Bo tak. Kiedy media donosiły o strzelaninie podczas premiery najnowszego Batmana pewien „ekspert” wypowiedział się na antenie, że sprawca na pewno grał w gry komputerowe i to one były przyczyną tragedii. Nic to, że wtedy jeszcze policja nie ujawniła sprawcy ani nie zdążyła przeprowadzić stosownego dochodzenia. Gry stały się winne z automatu.

Podobnie było z ostatnią sytuacją, gdy jakiś „rzetelny” amerykański dziennikarz chcąc zdobyć do relacji na żywo zdjęcie sprawcy skorzystał z Facebook'a, trafił jednak omyłkowo na profil jego brata. Media na całym świecie podawały nieprawdziwe dane i publikowały zdjęcie niewinnego człowieka zatruwając mu tym życie, a przecież dopiero co stracił matkę i brata. Na profilu doszukano się też, że brat sprawcy był miłośnikiem gry Mass Effect. Z miejsca ta erpegowa space opera stała się celem nagonki do tego stopnia, że twórcy dostawali maile w których oburzeni ludzie krzyczeli: „Macie krew niewinnych na rękach, jesteście z siebie dumni?”. W co grał prawdziwy sprawca jak dotąd nie wiadomo.

Ilekroć ma miejsce podobna sytuacja zawsze ktoś doszpera się informacji, że młody sprawca był od najmłodszych lat namiętnym graczem GTA czy innego Mortal Kombat i to one są winne popełnionej masakrze. Może nawet to i prawda, ale jak ktoś z całą pewnością może stwierdzić, że to nie brutalny film obejrzany zeszłego wieczoru czy brak mleka w lodówce były katalizatorem? A jeśli faktycznie gry były częściową inspiracją, to ja się pytam gdzie byli i co robili rodzice młodocianych morderców skoro ci bez przeszkód mogli grać w gry ewidentnie dla nich nieodpowiednie? Kto pozostawia mającego problemy psychiczne nastolatka samemu sobie i nie zwraca uwagi czym ten się zajmuje? Ale winne są gry, nie brak opieki, wychowania i zrozumienia tylko gry. A może, gdyby te media, które tak usilnie dopatrują się winy gier komputerowych za całe zło świata, tak nie celebrowały podobnych wydarzeń i nie prezentowały nazwisk oraz wizerunków sprawców to nie mielibyśmy dzisiaj tylu naśladowców? Hmm?

Zszedłem z tematu? Może nie aż tak bardzo. Chciałem uświadomić, że brak zainteresowania problemami dziecka w połączeniu z nieodpowiednimi treściami może dać w skrajnych przypadkach tragiczny efekt. I to wcale nie te treści są temu winne a opiekun, który do nich dziecko dopuścił. Ale nieodpowiednie treści nie znajdują się tylko w grach. To również filmy, książki, komiksy czy muzyka, dlatego Drodzy Rodzice apeluję jeszcze raz: Uważajmy co kupujemy swoim dzieciom. Szata graficzna czy okładka często potrafią być mylące, dlatego potrzeba czegoś więcej niż szybki „rzut okiem”. Oczywiście każdy może stwierdzić, że jego dziecko jest zdrowe, rozwija się prawidłowo i żadna brutalna gra mu nie zaszkodzi. I niech to będzie prawdą, tylko Drodzy Rodzice nie zdziwcie się i nie wińcie za to dziecka, kiedy przy wojnie na śnieżki zacznie rzucać ciężkim „mięchem”. W końcu tak porozumiewają się żołnierze w najnowszej grze wojennej którą sprezentowaliście mu na gwiazdkę.

 

*Nie wykluczam możliwości, że część rodziców podziękuje sprzedawcy za radę, odłoży grę od osiemnastu na półkę i nie zważając na protesty i płacz latorośli wybierze najnowszego Raymana, ale niestety nie spotkałem się jeszcze z taką sytuacją.