Rodzicu, myśl!

Obrazek użytkownika Brama
4.10.2012

W lipcu tego roku Polskę zelektryzowała historia rodziców, którzy pozostawili dwuletnią córkę w punkcie informacji turystycznej na lotnisku, gdy okazało się, że dziewczynka ma nieważny paszport, sami zaś beztrosko udali się na urlop. To przykład skrajnej głupoty dorosłych, jednak niestety nieodosobniony. Również w bardziej codziennych sytuacjach, np. na zakupach, rodzice potrafią mocno wykazać się w tej kwestii. Poniżej przeczytacie kilka historii, które w jakiś sposób wyróżniają się na tle innych, podobnych. Celowo nie podaję dokładnych lokalizacji, ani dat, gdyż nie chodzi mi o napiętnowanie kogokolwiek, a jedynie o przestrogę.

Uważajmy na dziecko w centrach handlowych | fot. Jacek Kordus

W jednym z poznańskich centrów handlowych pracownik ochrony przemierzając galerię dostrzega samotnego sześcioletniego chłopca w „kąciku zabaw”. Zwraca to jego uwagę, gdyż według regulaminu dzieci bawiące się tam powinny pozostawać pod opieką dorosłych. Malec jest wyraźnie zagubiony i widać po nim, że pojawienie się ochroniarza, który chce mu pomóc, sprawiło mu wyraźną ulgę. Ze łzami w oczach mówi, że był z nim tata, wie też ile ma lat i podaje swoje imię. Wezwany przez system nagłośnienia ojciec tłumaczy, że zostawił syna by pobawił się z innymi dziećmi, kiedy on będzie robił zakupy. Niestety te niedługo potem, wraz z opiekunami poszły do domu, zostawiając chłopca samego. Ojca nie było „tylko” niecałą godzinę, nie wiadomo ile z tego czasu chłopiec był sam.

To samo centrum, teren zewnętrzny. Uwagę ochroniarza patrolującego parking zwraca drogi SUV, w którym, bez widocznej przyczyny załącza się alarm. Nagle z samochodu wyskakuje przerażony pięcioletni chłopiec i rzuca się biegiem w stronę jezdni. Na szczęście ochroniarzowi udaje się dopędzić dziecko nim dobiegło do przejazdu, gdzie mogło by wpaść pod samochód. Oszołomionego chłopca udaje się uspokoić, co nie jest łatwe, bo nie wie on ani gdzie się znajduje, ani gdzie są rodzice, jednak potrafi się przedstawić, więc wezwani rodzice dość szybko się zjawiają. Chłopiec zasnął w samochodzie, po odwiedzinach u babci, rodzice postanowili wpaść po drodze do sklepu i zamiast wziąć malca ze sobą zostawili go śpiącego w aucie. Dziecko widocznie poruszyło się przez sen, co załączyło alarm i spowodowało paniczną ucieczkę chłopca. Strach pomyśleć, co mogłoby się stać, gdyby w tym momencie pracownik ochrony patrolował inną część parkingu.

Do ochrony marketu budowlanego w innym z poznańskich centrów zgłasza się roztrzęsiony ojciec, któremu zginęła córeczka. Krótka rozmowa radiowa pozwala ustalić, że dziewczynka na pewno nie wchodziła na teren sklepu. Pracownik ochrony prosi mężczyznę o zachowanie spokoju i mówi, że już dzwoni do ochrony całego centrum. „Panie! Pan tu będziesz dzwonił, a mnie dziecko zginęło!” - wykrzykuje ojciec w odpowiedzi i biegnie szukać dziecka na własną rękę, nie czekając na rezultat. Ochroniarz mimo wszystko dzwoni do ochrony centrum. Dziewczynka już się znalazła, jednak nie potrafiła powiedzieć ile ma lat i jak ma na imię. Szybka wymiana informacji i już po chwili rozbrzmiewają komunikaty. Ojciec oszczędziłby sobie kilku minut nerwówki, gdyby wykazał się odrobiną cierpliwości. Nawet gdyby dziecko nie znalazło się od razu, jak w tym przypadku, to szukanie pociechy w wielkim centrum handlowym w pojedynkę nie jest dobrym pomysłem. Natomiast przekazanie informacji i opisu dziecka ochronie obiektu, która może szybko zareagować i skontaktować się z ochroną poszczególnych sklepów – jak najbardziej.

Kolejne centrum i kolejny przypadek, nie wiem czy nie najbardziej kuriozalny. Do pracownika ochrony na wejściu do marketu podchodzi starsza kobieta z małym chłopcem, którego znalazła samego, skulonego w rogu windy kursującej pomiędzy poziomami. Krótka rozmowa z dzieckiem pozwala ustalić, że w windzie kazała mu zostać i nigdzie się nie ruszać babcia, która miała zaraz wrócić. Jednak to zaraz na tyle długo nie nadchodziło, że dzieckiem zainteresowała się wspomniana już kobieta. Krótko po nadaniu komunikatu po dziecko zgłosiła się zdziwiona matka, w końcu pozostawiła pociechę pod opieką babci, by ta zajęła się malcem gdy ona będzie robić zakupy. Widocznie babcia również miała coś do załatwienia, a kręcący się dookoła chłopiec tylko by jej przeszkadzał. Rozwiązanie: zostawić chłopca w windzie! Genialne!

To tylko cztery przypadki z wielu tysięcy zagubień dzieci w centrach handlowych rocznie. Każdego miesiąca w danym centrum „zawierusza się” kilkoro dzieci, najwięcej w okresach świątecznych i wakacyjnych. Ciężko o jakiekolwiek statystyki bo firmy ochroniarskie ich nie prowadzą, a tylko nieliczne przypadki, gdy dziecka długo nie udaje się znaleźć zgłaszane są na policję. Jednak z obserwacji wynika, że w większości tego typu przypadków rodzina odnajduje się bardzo szybko dzięki zainteresowaniu osób postronnych. Częściej najpierw znajduje się dziecko, a dopiero potem rodzic; bywa, że ten nie zauważy nawet nieobecności dziecka zanim ktoś nie zwróci mu uwagi. Wielokrotnie byłem świadkiem podobnej rozmowy: „Przepraszam, czy to pani dziecko?”, „Tak, a dlaczego?”,”A bo było tam” i tu wskazanie jakiegoś odległego miejsca, innego sklepu, czy nawet parkingu.

W sytuacji odwrotnej, gdy to opiekun spostrzega, że nie ma przy nim dziecka, jest najczęściej tak roztrzęsiony, że nie da się z nim współpracować, dzieci wykazują w tej kwestii dużo więcej rozsądku. Jest to oczywiście całkowicie zrozumiałe, jednak w żaden sposób nie pomoże w zaistniałej sytuacji. Na prawdę warto się uspokoić i przekazać ochronie niezbędne informacje. To, że ochroniarz nie rzuca się natychmiastowo w wir poszukiwań, zamiast tego „ślamazarnie” dopytuje się, musi powiadomić przełożonego, czy zadzwonić nie wynika ze złej woli, czy braku zainteresowania tylko z doświadczenia i wiedzy jak funkcjonuje jego obiekt. Dzięki chwili zwłoki postawi na nogi kilka osób i monitoring, dzięki czemu w krótkim czasie uda się przeszukać całe centrum. Samotnie nie byłby w stanie tego dokonać.

Kolejną głupotą popełnianą nagminnie przez rodziców jest straszenie dzieci; kiedyś niegrzeczną latorośl straszyło się „Babą z widłami”, teraz do kapryśnego dziecka w sklepie mówi się: „Bądź grzeczny bo pan ochroniarz cię zabierze”. Abstrahując od tego, czy straszenie dzieci jest dopuszczalne jako metoda wychowawcza, to „pan ochroniarz” jest osobą do której zgubione dziecko powinno udać się w pierwszej kolejności. Ale jakoś nie słyszy się w sklepie mam mówiących do swych pociech „Kochanie, to jest pan ochroniarz, gdyby coś się działo on ci pomoże.” Ale na szczęście i w tej kwestii dzieci okazują się mądrzejsze od swych rodziców i chyba podświadomie czują, że temu panu w mundurze i z radiem można zaufać.

Każdemu może się zdarzyć zgubić dziecko, nawet najczujniejszemu z rodziców, wystarczy na chwilę puścić rękę, czy odwrócić wzrok. Dziecko oddali się, straci orientację, nie zobaczy mamy i przestraszone pobiegnie w złym kierunku. A wszystko w ciągu kilku sekund. Dlatego warto zastanowić się, czy naprawdę musimy ciągać to biedne dziecko po marketach? Może da się tak zorganizować zakupy by to tato w drodze z pracy kupił co ważniejsze rzeczy? Lub chociaż zaopiekował się pociechą, gdy robi je mama? Jeżeli już nie da się tego uniknąć to nie zostawiajmy go bez opieki na „niestrzeżonym” placu zabaw bo się zajmie zabawką. Owszem zajmie się, ale przez kilka, góra kilkanaście minut, lub dopóki będą tam inne dzieci, jednak potem zda sobie sprawę, że zostało samo i nie wie gdzie są rodzice. Co zrobi takie dziecko? Będzie grzecznie czekać czy pójdzie szukać rodzica? Raczej poszuka w środku, czy wyjdzie na zewnątrz? A może uwolniwszy się spod rodzicielskiej władzy poszuka okazji do ciekawej (i niebezpiecznej) zabawy, na którą normalnie nikt by mu nie pozwolił? Tego nie sposób przewidzieć.

Wychodząc z dzieckiem na zakupy daj mu karteczkę lub opaskę z jego danymi i Twoim telefonem tak by mógł ją pokazać komuś kto mu pomoże. Poucz je aby, gdy się zgubi, szło do policjanta czy ochroniarza lub „pani ze sklepu” i żeby pozostało niedaleko miejsca w którym się zgubiło i absolutnie z nikim nie opuszczało sklepu. Kiedy już zdarzy się najgorsze – nie panikuj! Zgłoś się do ochrony, opisz dziecko (warto dać mu jakiś charakterystyczny element ubioru) i w pierwszej kolejności sprawdź okolice miejsca gdzie było ostatni raz widziane. W każdym dużym centrum pracuje nawet kilka firm ochroniarskich, jedna odpowiada za obiekt jako całość, i ta ma zazwyczaj największe możliwości w przeprowadzeniu poszukiwań; oraz inne ochraniające tylko dany sklep. Nawet jeżeli trafisz nie na tego ochroniarza co trzeba, to on zazwyczaj ma możliwość skontaktować Cię z odpowiednią firmą. Jeżeli dziecko nie znajdzie się w ciągu kilkunastu minut zadzwoń na policję.

Nawet najkrótsza rozłąka z dzieckiem może być dużym szokiem dla rodzica i traumą dla dziecka, więc należy zrobić wszystko aby sobie i jemu tego oszczędzić. Dlatego drogi rodzicu, wybierając się z pociechą na zakupy czy na plac zabaw nie zostawiaj głowy w domu i nie trać czujności. Pamiętaj, że jesteś odpowiedzialny nie tylko za siebie. To zadziwiające jak wielu, zwłaszcza młodych, rodziców nie potrafi zdać sobie sprawy z tego z jak wielką odpowiedzialnością wiąże się rodzicielstwo. I jeszcze jedno: to nie wina dziecka, że się zgubiło. To Ty go nie dopilnowałeś! Dlatego jeżeli komukolwiek należy się „bura” to właśnie Tobie.