"Rytuał babiloński" - Tom Knox

Recenzja książki

Obrazek użytkownika Brama
5.08.2013

Kaplica Rosslyn. W swoim ostatnim wywiadzie profesor historii Archibald McLintock sugeruje, że posiada niezwykłe informacje o zakonie Templariuszy. Wkrótce po tej rozmowie znany historyk rozbija się samochodem. Wszystko wskazuje na samobójstwo, ale do dziennikarza, który ostatni rozmawiał ze zmarłym, Adama Blackwooda, zgłasza się córka profesora, twierdząc, że to nie może być prawda i prosząc o pomoc w śledztwie. W Peru amerykańska antropolog Jessica Silverton bada kulturę ludu Moche, którego wierzenia i praktyki seksualne, dziwaczne i makabryczne nawet jak na wczesne cywilizacje prekolumbijskie, są zagadką dla uczonych. Kiedy Jess stwierdza, ze jest o krok od rozwiązania zagadki, dochodzi do serii niewyjaśnionych wypadków, w których zniszczone zostają pozostałości po tej wymarłej kulturze. W Londynie policja znajduje potwornie okaleczone ciało młodego i bogatego playboya. Prowadzący śledztwo detektyw Mark Ibsen ze zdumieniem odkrywa, że ofiara sama pozbawiła się kończyn i że najprawdopodobniej miało to podłoże seksualne. Wkrótce dochodzi do kolejnych podobnych przypadków.

Tak się złożyło, że jakiś rok temu, kiedy szukałem ciekawej książki przygodowej, kolega polecił mi Sekret Genesis – debiutancką powieść Toma Knoxa. Książka okazała się faktycznie godna polecenia, a ja zapamiętałem sobie nazwisko autora i widząc okładkę jego najnowszej powieści (autor opublikował po drodze jeszcze dwie inne) – Rytuału babilońskiego - dobrze wiedziałem czego się spodziewać. Przed lekturą Sekretu Genesis kolega ostrzegł mnie jeszcze, że książka potrafi być drastyczna i rzeczywiście postacie ginęły na wyszukane i makabryczne sposoby. Podobnie jest z najnowszym thrillerem autora, z tym, że do tamtego poziomu brutalności trochę brakuje, pisarz nieco spuścił z tonu. Tym niemniej ja również ostrzegam: to nie książka dla wrażliwców. Kto nie lubi sugestywnych i krwawych opisów zbrodni i niecodziennych praktyk seksualnych niech sięgnie po inną. Ale chyba właśnie dlatego sięga się po takie pozycje, by dreszcz przeszełd po plecach.

Przyznam się szczerze, że uwielbiam książki przygodowe. Starożytne cywilizacje, ich sekrety i tajemnice, niezwykła sztuka, wierzenia i rytuały religijne – to wszystko bardzo mnie pociąga. Tak samo jak, bliższe nam, spiski i konspiracyjne teorie o sekretnych przekazach w znanych dziełach sztuki czy mity otaczające średniowieczne zakony. Smak tajemnicy i jej odkrywanie – to coś co pobudza moją wyobraźnię. Lektura sprawia mi przyjemność nawet jeżeli książka napisana jest tak sobie, a snute przez autora teorie lekko naciągane. Jeżeli mimo to akcja trzyma w napięciu to potrafię przymknąć oko na takie niedostatki. Czy tak jest i tym razem? Czy mamy do czynienia z thrillerem klasy B?

Na szczęście nie, brytyjski pisarz dostarczył przygodę najwyższej próby, w zgrabny sposób łącząc wydawałoby się oderwane od siebie wątki zagadkowej indiańskiej cywilizacji i wciąż działającego na wyobraźnię zakonu Templariuszy. Autor rozpoczyna akcję w kaplicy Rosslyn, odgrywającej tak istotną rolę w fabule Kodu Leonarda da Vinci – słynnej powieści Deana Browna, ale idzie potem w innym kierunku, a powiązanie to zabawnie komentuje dając pstryczka w nos amerykańskiemu pisarzowi. Bohaterowie wyruszając śladem znanego historyka i średniowiecznego zakonu przemierzą połowę świata nieświadomie wplątując się w wojnę dwóch konkurencyjnych karteli narkotykowych. Mamy tu zatem wartką akcję, niebezpieczeństwo, ciekawą teorię, będącą oczywiście fikcją, lecz na tyle osadzoną w rzeczywistości by być prawdopodobną oraz odkrywanie mrocznej tajemnicy, jednym słowem wszystko czego potrzebuje dobra powieść przygodowa.

Niestety książka ma też pewne wady, nieduże być może, ale zawsze. Postać głównego bohatera, australijskiego dziennikarza, jest moim zdaniem momentami zbyt bierna, tylko czasem pokazuje charakter. Sama zaś fabuła nie wychodzi poza to, co autor pokazał już przy okazji Sekretu Genesis, podobieństw jest sporo, chociażby zestaw bohaterów, czy konstrukcja powieści polegająca na równoległym prowadzeniu wątków. Nie oznacza to, że mamy do czynienia z kalką, co to to nie, ale gdyby dano mi do przeczytania Rytuał bez ujawniania autora moim pierwszym skojarzeniem byłby z pewnością Tom Knox. Ciężko mieć do autora pretensje, że skorzystał ze sprawdzonych rozwiązań i uczynił nową książkę równie wciągającą. Sprytne przeskakiwanie pomiędzy wątkami w najciekawszych momentach sprawia, że od powieści naprawdę ciężko się oderwać.

W ostatecznym rozrachunku uplasowałbym Rytuał babiloński nieco niżej niż debiutanckie dzieło autora. Tym niemniej wciąż jest to pozycja na tyle dobra bym mógł ją z czystym sumieniem polecić zarówno tym, którzy autora już znają jak i tym, dla których będzie to z nim pierwszy kontakt. Fani powieści sensacyjno-przygodowych z pewnością, tak jak i ja, będą zadowoleni z lektury.

Rytuał babiloński

Autor:
Przekład:
Rok wydania:
2013
Liczba stron:
416
ISBN:
978-83-7818-432-4
Ocena:
0
10
Zrecenzował: