"Salki" Wojciecha Nowickiego

Recenzja książki

Obrazek użytkownika Filip Krause
9.05.2013

Wojciech Nowicki to fotograf i recenzent kulinarny. Jedna z jego książek, "Dno oka. Eseje o fotografii", znalazła się nawet w finale Nagrody Literackiej Nike 2011. Po raz pierwszy natomiast daje się poznać czytelnikowi jako autor prozy w formie wspomnień, pamiętnika. "Salki" to jego zapiski z życia, które dopiero odkrywa.

Pamięć

Salki to pomieszczenia na poddaszu - w języku, którego Nowicki nie zna, choć może powinien; w języku jego przodków, których najprawdopodobniej mógł wcześniej słuchać i zrozumieć, gdyby czuł taką potrzebę. Mógł już dawno starać się odzyskać pamięć tych, którzy budowali jego dziedzictwo, snuli historię, którą on teraz kontynuuje. Jest już późno i Nowicki musi odtwarzać tę klanową pamięć od początku, powoli zapełniając puste salki.

Źródła

Korzenie tożsamości autora leżą głęboko i na niedostępnym terenie. Drogi, którymi biegły losy jego rodziny zanikają i za chwilę będa nie do odtworzenia. Dlaczego w ten sposób pozwolił im zajść piaskiem i zarosnąć chwastami? Bo to co dziś wydaje się koniecznością, kiedyś było tylko nieznośną uporczywością, obcymi i obrzydliwymi, nieswoimi żywotami, które lepiej pominąć, bo są zbyt bolesne.

Drogi

Jakaś potrzeba, którą trudno nazwać, poczucie obowiązku, przyzwoitości i swoisty hołd dla tych, którzy próbowali opowiadać, ale nie byli wysłuchani; coś siedzącego na grzbiecie i ciążącego; pewna niedogodność, która jednak pociąga i daje trochę sił na następny ruch. Wszystko to, albo tylko część każe Nowickiemu podróżować po tych drogach prowadzących przez odmęty rodzinnej pamięci. Jeździ więc i ogląda, szuka i odkrywa dla siebie to, co mógł mieć już dawno i bez większego wysiłku. Może właśnie ta droga, ten trud i parafraza pielgrzymki do miejsc świętych i świeckich zarazem pozwala się autorowi oczyszczać i doznawać rozgrzeszenia od samego siebie. Wszystko być może, ale ważne, że jest jest się w podróży.

Ból

Smutek, cierpienie, żal, że tak to się wszystko działo i ból że nic nie można na to poradzić są nieodączną częścią tego odkrywania. Te wszystkie mordy na przodkach, banderowscy bandyci podrzynający gardła i rozcinający bebechy; te tułaczki z nikąd do nikąd, z zadupia do zadupia, ale z tego co własne do miejsc, w których tylko się już tęskni; wreszcie świadomość, że nic już nie wróci, nic się nie zmieni. Można o tym tylko pamiętać, a ta pamięć sama w sobie jest utrapieniem i bolączką.

Wiedza

Cała podróż, to odkrywanie i poznawanie powinny przynieść catharsis, ale tylko dokłądają kolejnych zmarszczek i garbów. I w sumie już tylko o to będzie chodziło skoro oczyszczenie jest niemożliwe. Trzeba się utaplać w tym błocie rumuńskim, bagnie ukraińskim, kosowskim gruzowisku i porównać to wszystko z życiem łatwiejszym. Trzeba się przyglądać tym hotelom jak inne światy, szpitalom nie leczącym a hodującym wariatów; tym ludziom bez nadzei, ale trzymającym się życia. Właśnie po to to wszystko żeby wiedzieć i choć trochę to poskładać, zrozumieć kawałek świata, nawet jeżeli to prawda o świecie własnym, mocno prywatnym i skazanym na zapomnienie prędzej czy później.

Salki

Czytając "Salki" chce się tak jak autor sięgnąć do kufrów, zakurzonych już pudełek ze starymi fotografiami, listami i dokumentami, albo po prostu wyruszyć w drogę, odkrywać żywoty i historie, od których zapełnia się umysł. Bo przecież najważniejsze to być częscią świata, starać się go zrozumieć i wyrwać dla siebie coś istotnego; jeżeli nie staramy się odkrywać, jesteśmy pożywką dla tych, którzy odkrywać pragną; a może tak też jest dobrze...

Salki

Przekład:
Rok wydania:
2013
Liczba stron:
224
ISBN:
978-83-7536-515-3
Ocena:
0
10
Zrecenzował: